Był to już drugi w tym roku wniosek opozycji o wotum nieufności dla ministra sprawiedliwości.
Został on odrzucony. Za jego przyjęciem było 174 posłów, przeciw 240, wstrzymało się siedmiu posłów. Wcześniej sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zaopiniowała go negatywnie.
Posłowie PO-KO domagali się dymisji Zbigniewa Ziobry tuż po tym, gdy wyszło na jaw, że m.in. pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym były już wiceminister Łukasz Piebiak, mieli hejtować sędziów sprzeciwiających się zmianom w sądownictwie forsowanym przez Prawo i Sprawiedliwość.
Ziobro jednak nie zrezygnował, dlatego posłowie złożyli wniosek o wotum nieufności. Opozycja obawiała się, że debata nad odwołaniem nie odbędzie się ze względu na kończącą się kadencję Sejmu.
Ostatecznie sama debata była dobrą okazją dla opozycji do podsumowania reform w wymiarze sprawiedliwości dokonanych przez Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich czterech latach.
- Po raz pierwszy w historii od 1989 roku doszło do znacznego wydłużenia procesów sądowych. Te statystyki, które były w Ministerstwie Sprawiedliwości, ale dziwnym trafem dużo trudniej jest znaleźć, pokazują w sposób niezbity, że o blisko 30 proc. wydłużyło się średnie postępowanie sądowe - przekonywał poseł Borys Budka, który z ramienia Platformy Obywatelskiej recenzował dokonania ministra Ziobry.
- To, co spowodowało nasz wniosek, to brak zgody, by w Ministerstwie Sprawiedliwości, w sposób systemowy, zorganizowany dochodziło do niszczenia niezależnych sędziów, ataków na niewinnych polskich obywateli, do przemysłu nienawiści - argumentował Budka. - W ministerstwie zatrudniony zostały osoby, które nigdy nie powinny się tam znaleźć. Do teraz nie usłyszeliśmy słowa przepraszam, do teraz minister sprawiedliwości nie miał odwagi stanąć przed Polakami i powiedzieć: przepraszam za to, co działo się w ministerstwie, którym on kierował. Zamiast tego mamy do czynienia ze stekiem bzdur, manipulacji i propagandy, która sączy się z tego resortu - tłumaczył.
- Wyciągnęliśmy konsekwencje poprzez wszczęcie postępowań dyscyplinarnych oraz postępowań karnych. Zareagowaliśmy zupełnie odmiennie, niż wy reagujecie w identycznych sytuacjach - ripostował minister.
Ziobry bronił sam premier Morawiecki. Komentatorzy zwracali uwagę, że obaj politycy za sobą nie przepadają - to jednak nie przeszkodziło premierowi, by bronić członka swojego rządu. - Minister Ziobro zareagował w sposób natychmiastowy - ocenił Morawiecki, tłumacząc przy tym, że „była to sprawa, którą można nazwać kłótnią w rodzinie sędziów, dlatego że jedni sędziowie rzeczywiście bronią i bronili starego porządku, żeby było tak jak było, ale pojawili się sędziowie w całym procesie naprawy wymiaru sprawiedliwości, którzy chcą naprawiać rzeczywistość, nie zgadzają się na tak niską jakość wymiaru sprawiedliwości, jaka miała miejsce w czasach III RP.” - Wymiar sprawiedliwości był wielką kulą u nogi rozwoju Rzeczypospolitej - przekonywał premier.
- Musimy i dokończymy reformę wymiaru sprawiedliwości, dokończymy też reformę sądownictwa (...) - zapowiedział minister sprawiedliwości.
POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:
