Były wicedyrektor włocławskiego więzienia znalazł pasję życia

Redakcja
Leszek Lubicki: - Gdy idę poza miasto, biorę aparat, fotografuję krajobrazy, ale głównym celem są zawsze ptaki.
Leszek Lubicki: - Gdy idę poza miasto, biorę aparat, fotografuję krajobrazy, ale głównym celem są zawsze ptaki.
Rozmowa z Leszkiem Lubickim fotografikiem przyrody.

LESZEK LUBICKI (ur. 1959)

LESZEK LUBICKI (ur. 1959)

major w stanie spoczynku, z wykształcenia pedagog, były wicedyrektor włocławskiego Zakładu Karnego. Więziennik niekonwencjonalny - otwarty na nowoczesne metody resocjalizacji, trzeźwo oceniający sytuację w strukturach penitencjarnych, niechętnie używający służbowej nowomowy. Jego gabinet zdominowały fotografie ptaków własnego autorstwa. Gdy tylko, pod koniec ubiegłego roku, Lubicki odszedł ze służby, całkowicie poświęcił się fotografowaniu. Ze znakomitym efektem - jest laureatem licznych konkursów fotograficznych, jego zdjęcia publikowane były w czasopismach i albumach. Niebawem ukaże się album ptaków polskich złożony w całości ze zdjęć Lubickiego.

- Spóźniłem się na nasze spotkanie kwadrans, przepraszam.

- Ależ nic nie szkodzi. W tym czasie odnalazłem w okolicy 10 gatunków ptaków.

- Gawrony? Gołębie? Wróble?

- O tych w ogóle nie wspominam, bo to stały element krajobrazu. Zresztą wróbla widziałem tylko jednego - samiczkę wróbla domowego, bo jak pan wie, mamy jeszcze wróbla mazurka, ale u niego nie sposób rozróżnić samca od samicy. Ale myszkują tu niedaleko nas dzięcioł duży, dzięcioł zielony, szpak, kos, pliszka siwa, zięba i kwiczoł.

- Rozglądam się i jedyny ptak, którego widzę to ten na dwudziestogroszówce.

- To kwestia wprawy. Łapię się na tym, że chodząc po ulicy wyszukuję ptaki i oglądam je pod kątem zdjęć. Niestety, zdarza mi się to również podczas jazdy samochodem. Kiedyś kolega zwrócił mi uwagę na śpiew ptaków, którego w ogóle nie słyszałem, ale gdy następnego dnia szedłem do pracy i wytężyłem słuch okazało się, że zewsząd otaczał mnie śpiew ptaków. Dwa razy w życiu odkryłem świat na nowo. Pierwszy raz - gdy moje dziecko zaczęło mówić, dziwić się i zmuszać mnie do odpowiedzi na pozornie proste pytania. Po raz drugi - gdy zacząłem fotografować.

- Ludzie pana nie interesują jako temat?

- Jakoś nie mógłbym się przełamać do fotografowania ludzi, mam opory, za bardzo szanuję ich intymność. Gdy idę poza miasto, biorę aparat, fotografuję krajobrazy, ale głównym celem są zawsze ptaki.

- Zaczął pan fotografować pracując w miejscu, które najmniej kojarzy się z wolnością.

- Ale chyba lepsze takie hobby niż wizyty u psychiatry. Pierwszy aparat dostałem dokładnie 40 lat temu na komunię. To był druh, następna była smiena i zenit. Pozostały z tych czasów tysiące stykówek i slajdów, ale były to zdjęcia "ku pamięci".

Na poważnie zainteresowałem się fotografią w epoce cyfrowej. Wiadomo, pierwsza cyfrówka, galeria fotograficzna, widoczki itp. Ale w pewnym momencie stwierdziłem, że muszę w czymś się wyspecjalizować, żeby robić to naprawdę dobrze. Najpierw zacząłem fotografować ptaki, a dopiero później je poznawać. Do tej pory kruk, kawka, gawron, wrona czy wrona siwa to były dla mnie "gapy", więc nagle odkryłem wielki i różnorodny świat.

- Amatorski aparacik to chyba nie najlepsze narzędzie do fotografowania ptaków.

- Zdecydowanie nie, więc szybko zamieniłem go na lustrzankę. Niestety, w fotografii nie sposób kierować się kluczem "dobre i tanie". Któregoś razu natrafiłem na stado kwiczołów, które potraktowały mnie jak przyjaciela i pozwoliły do woli się fotografować. Niestety, gdy obejrzałem zdjęcia w komputerze, byłem bardzo niezadowolony. Dopiero później fachowcy uświadomili mi, że wybrałem sobie tematykę, która wymaga największych nakładów pracy i finansów, jeśli ma przynosić satysfakcjonujące efekty. Co było robić? Pojechałem do sklepu i kupiłem obiektyw klasy "L" do swojego canona.

- Żonie powiedział pan, ile takie cacko kosztuje?

- Pojechała nawet ze mną do sklepu i podeszła do sprawy z wyrozumiałością. Dziś zresztą ma satysfakcję, kiedy pokazuje moje zdjęcia znajomym w Naszej Klasie. Chociaż muszę przyznać, że zdarzało mi się wystawiać cierpliwość żony na próbę.

Którejś niedzieli, w maju ubiegłego roku, żona poprosiła, żebyśmy pojechali na chwilę na działkę. Ja mam działkę przy Zalewie Wiślanym, więc wziąłem oczywiście aparat. No więc idę nad zalew w kościółkowym ubraniu, a tam spaceruje sobie brodziec zmienny. Takiej sytuacji nie mogłem nie wykorzystać, ale przecież do zdjęcia potrzebna jest odpowiednia perspektywa, więc musiałem położyć się w błocie. Zdjęcia wyszły piękne, a ubranie dało się doprać.

- Fotografowie przyrody to zamknięte grono, w których obowiązują niepisane prawa.

- Podstawowe prawo głosi, że najważniejszym celem jest nie zdjęcie, ale dobro zwierzęcia. Niedopuszczalne jest na przykład robienie zdjęć ptaka w czasie lęgów, jeśli groziłoby to spłoszeniem go i opuszczeniem gniazda. W poszczególnych grupach istnieją też zasady oceny zdjęcia. Niektórzy nie akceptują zdjęć, na których byłby jakikolwiek wytwór ludzkiej działalności. To wydaje mi się przesadą, bo mamy w przyrodzie ptaki, które żyją niemal wyłącznie na obrzeżach ludzkich skupisk. Nie sposób wręcz sfotografować ich na gałęzi, bo wolą siadywać na dachach czy murkach.

- O fotografach przyrody mawia się, że uprawiają "bezkrwawe łowy". Czuje się pan jak łowca?

- Coś w tym jest, bo nawet techniki są podobne. Wielu dobrych fotografów korzysta na przykład z "czatowni", przed którą wysypuje karmę. Wtedy można zwabić ptaki i zrobić najlepsze zdjęcia. Ale jakoś nie przekonuje mnie zdjęcie bażanta, gdy widzę, że chodzi pośród rozsypanej kukurydzy. Wolę zdjęcia z "podchodu", o których decyduje przypadek i łut szczęścia.

- Z jakimi kosztami musi liczyć się ktoś, kto chciałby poważnie zająć się fotografią ptaków?

- Aby poważnie myśleć o fotografii ptaków trzeba poświęcić minimum 10 tys. złotych na sprzęt. Koszty ponosi się zresztą różnego typu. Któregoś dnia pojechałem nad zaporę we Włocławku, żeby pofotografować czeczotkę. Gdy wróciłem, w samochodzie nie było kołpaków. Koledze zdarzyła się podobna historia, ale ja mam przynajmniej zamiast kołpaków piękną czeczotkę. Fotografia zajmuje mi obecnie niemal cały wolny czas. Nawet gdy nie wyjeżdżam, siedzę przy komputerze i obrabiam zdjęcia.

- Ulubiony ptak?

- Ogromnie ciekawi mnie dzierzba gąsiorek, taki mały drapieżnik. Swoje owadzie ofiary dzierzba nadziewa na kolce jako zapas pokarmu. Udało mi się sfotografować cała rodzinę gąsiorków, co jest dużym osiągnięciem, bo samica jest bardzo skryta i nie oddala się od młodych. To było przedziwne wrażenie, bo ptaki jakby nie widziały we mnie niebezpieczeństwa, pozwoliły mi stanąć w pobliżu i fotografować się bez obawy. Marzyłem o sfotografowaniu mysikrólika - najmniejszego ptaka w Europie i udało mi się znaleźć go w okolicach Włocławka.

- Ile gatunków ptaków można sfotografować w Polsce?

- 445 gatunków. Na razie udało mi się sfotografować około setki, więc do końca życia mam co robić.

Rozmawiał ADAM WILLMA
adam.willma@pomorska.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie