Ich wątpliwości budzi różna cena biletu jednorazowego. Za bilet normalny płaci się w kiosku 2,40 zł, a w autobusie - 3 zł. Kilka miesięcy temu celowo wprowadzono taką rozbieżność, by wymóc na pasażerach zaopatrywanie się w tańsze bilety w kioskach. Okazało się bowiem, że coraz więcej ludzi nabywało je w autobusach, które z tego powodu przestały jeździć zgodnie z rozkładem.
Przeczytaj również: Ruch Palikota: "nie" dla podwyżki cen biletów
Wbrew orzeczeniom
- Nie dyskutujemy z tym, czy pobudki wprowadzenia różnych cen były słuszne czy nie, tylko z tym, że zastosowano takie różnicowanie, które jest niezgodne z orzecznictwem sądów administracyjnych. Za tę samą usługę, ta sama firma nie może pobierać dwóch różnych opłat - zauważa Olech powołując się na przypadki z Gorzowa Wielkopolskiego i Torunia.
- Różna cena tego samego biletu to po prostu haracz, jaki miasto nakłada na mieszkańców. Wpierw trzeba zagwarantować inowrocławianom dostęp do tańszych biletów. Tymczasem po godzinie dwudziestej kioski są zamknięte. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak kupowanie droższych biletów u kierowcy. Trzeba było o tym pomyśleć, przy zamawianiu automatów parkingowych. Przecież są takie urządzenia, które oprócz kart postojowych sprzedają bilety - dodaje Andrzej Kieraj.
Co zamierzają?
Opozycyjni radni podkreślają, że na razie podpowiadają i proszą prezydenta Inowrocławia o przygotowanie nowego projektu uchwały, który ujednolici cenę. Bo lepiej zrobić to teraz, niż później zwracać ludziom nadpłacone pieniądze.
- Wiem coś na ten temat, gdyż w latach dziewięćdziesiątych, gdy byłem wiceprezydentem miasta przerabialiśmy podobny problem - przypomina Olech.
A jeśli prośby nie pomogą? - To sprawą będzie musiała zająć się prokuratura okręgowa, służby wojewody i sąd - odpowiadają opozycjoniści.
Czytaj e-wydanie »Motoryzacja do pełna! Ogłoszenia z Twojego regionu, testy, porady, informacje