Ceny szybują w górę. Które wzloty powodują szczególny niepokój u ekonomisty?

Adriana Boruszewska
Adriana Boruszewska
- Wzrost paliw, więcej pieniądza na rynku, ale również zwykła spekulacja jest powodem wzrostu cen uważa dr. Kopyściński
- Wzrost paliw, więcej pieniądza na rynku, ale również zwykła spekulacja jest powodem wzrostu cen uważa dr. Kopyściński Aneta Zurek / Polska Press
Drożyzna wokół. Ale czy może być taniej i od czego to zależy? Pytamy doktora Tomasza Kopyściańskiego, ekonomistę z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Ceny szybują. Które wzloty powodują szczególny niepokój u ekonomisty?
Przede wszystkim poziom inflacji, choć oczywiście można się było go spodziewać. Z jednej strony mamy sytuację budzącej się gospodarki, która po pandemii próbuje wrócić na właściwe tory i to powoduje zwiększony popyt, przekładający się siłą rzeczy na wzrost cen. Z drugiej - pojawiły się elementy kosztowe związane ze wzrostem cen paliw (około 1/3 w relacji rok do rok do roku). No i jest jeszcze 3 czynnik, który zostanie z nami na dłużej – znaczący wzrost ilości pieniądza w obiegu. To wynik różnego rodzaju działań antykryzysowych i podejmowanych przez państwo programów socjalnych, które spowodowały, że ilość pieniądza w obiegu wzrosła, w stosunku do stanu przed pandemią, o około 30%. Ten pieniądz zaczyna krążyć, co siłą rzeczy przekłada się też na wzrost poziomu oceny naszej gospodarce.

Handlowcy mówią nieoficjalnie, że brak surowców to często zwykła spekulacja - sztucznie generowane braki.
Tak, w dużej mierze można się z tym szkodzić. W sytuacjach zawirowań gospodarczych, gdzie mamy zaburzone łańcuchy logistyczne i ograniczone możliwości dostaw, wzrosty cen surowców są często podyktowane nie tylko obiektywną grą popytu i podaży, ale też ruchami, które mają charakter spekulacyjny w krótkim wymiarze. W dłuższym okresie może nastąpić tutaj pewna stabilizacja. Ale nie w każdej dziedzinie - mam tu na myśli głównie ceny paliw i surowców związanych z budownictwem. W tym wypadku wzrosty będą miały charakter trwały.

W jakich dziedzinach szaleństwo cenowe ustąpi, a gdzie będziemy musieli przywyknąć do drożyzny?
Przykładem wzrostów, do których musimy przywyknąć jest wywóz śmieci - to już twarde zmiany w strukturze kosztów. Z kolei pewnej stabilizacji można oczekiwać, jeśli chodzi o towary typu elektronika i AGD, na ceny których bardzo silnie wpływa stabilność dostaw.

Jeśli chodzi o żywność, wzrosty są niekiedy pięćdziesięcioprocentowe. Możemy liczyć na to, że w przyszłym roku producenci odpuszczą nam?
Ceny żywności są zawsze najtrudniejszym elementem do prognozowania, ponieważ wpływ na ceny mają nie tylko relacje popytowe, nie tylko czynniki kosztowe, ale też pewna sezonowość związana z podażą żywności i uwarunkowania środowiskowe klimat (pogoda i klimat). Jeżeli porównamy sobie sytuację na przestrzeni ostatnich kilku lat, wyłania się dość istotna tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o ceny żywności. Nie byłbym zatem optymistą, że przyszłym roku będzie taniej. Żywność ciągle jest relatywnie tańsza w stosunku do innych krajów Unii Europejskiej co powoduje, że te ceny również u nas rosną.

Co musiałoby się stać, żeby powstrzymany został proces wzrostów?
Na powrót do poziomu sprzed pandemii bym nie liczył, bo trwale zmieniły się uwarunkowania, przede wszystkim kosztowe związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Natomiast aby dynamika wzrostu cen zostałaby hamowana (bo wzrost cen jest zjawiskiem zupełnie naturalnym), potrzebne jest ustabilizowanie sytuacji w gospodarce i to w skali globalnej - brak zakłóceń, jeśli chodzi o łańcuchy logistyczne, które siłą rzeczy zostały e wyniku pandemii dość mocno nadwyrężone. Potrzebne są też działania programu z poziomu państwa. W tym momencie mamy bardzo duży rozjazd pomiędzy poziomem inflacji a polityką pieniężną i budżetową. To w miarę zrozumiałe, bo w ostatnich miesiącach zarówno polityka budżetowa, jak i polityka monetarna ukierunkowane były przede wszystkim walką ze skutkami ekonomicznymi pandemii. Natomiast nadchodzi czas, w którym niezbędna byłaby pewna równowaga.

Pojawiły się zrozumiałe czynniki wzrostu, ale jednocześnie pandemia przyhamowała wzrost płac. Tego jednak w cenach nie dostrzegliśmy.
Tak się nie stało, ponieważ stopa bezrobocia wzrosła tylko nieznacznie, a dochód przeciętny również nie uległ obniżeniu.

Wzrosty cen tłumaczono również odpływem tanich pracowników z Ukrainy. Ale Ukraińcy wrócili, a ceny galopują nadal.
Wbrew pozorom, nie ma to znaczącego wpływu na ceny. Z punktu widzenia analizy ekonomicznej, jaką prowadzę jest to czynnik całkowicie marginalny.

Jeśli będziemy rozmawiać w czerwcu przyszłego roku, co wówczas będzie tańsze, co pozostanie na tym samym poziomie, a co znowu nas zaboli?
Nie spodziewam się już aż tak dynamicznego wzrostu cen paliw, które w pewnym momencie pewnie się ustabilizują. Obawiałbym się jednak dalszego wzrostu cen żywności, mieszkań, energii i innego rodzaju opłat publicznoprawnych. Pamiętajmy, że na poziom ceny wpływają również bardzo niskie stopy procentowe, które skutkują tanim kredytem oprocentowanym na poziomie grubo poniżej inflacji. To zachęta do zwiększania konsumpcji i inwestycji zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i jak i gospodarstw domowych. Jeżeli nie zostaną podjęte bardziej restrykcyjne działania przez Narodowy Bank Polski ciągle istnieć będą warunki dla wzrost cen w gospodarce. Owszem, może będziemy zarabiać znacząco więcej, ale te większe zarobki pochłaniać nam będzie inflacja.

- Wzrost paliw, więcej pieniądza na rynku, ale również zwykła spekulacja jest powodem wzrostu cen uważa dr. Kopyściński
- Wzrost paliw, więcej pieniądza na rynku, ale również zwykła spekulacja jest powodem wzrostu cen uważa dr. Kopyściński Aneta Zurek / Polska Press

Do tej pory polskie zarobki ciągnęły się w europejskim ogonie, ale siła nabywcza tych wynagrodzeń lokowała nas znacznie wyżej. To się zmieni?
Niestety. Już troszkę odwykliśmy od czasów wysokiej inflacji, a w ostatniej dekadzie mieliśmy kilka lat z deflacją, czyli spadkiem ogólnego poziomu cen. Zapomnieliśmy zatem jak groźna może być inflacja dla naszych portfeli jako konsumentów. Teraz to zagrożenie, zagrożenie wraca i coraz częściej motywem działań szarego Kowalskiego będzie nie tyle zwiększanie realnej siły nabywczej, ale utrzymanie potencjału swoich oszczędności.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie