Zaległości w opłatach za wodę i ścieki mają zarówno mieszkańcy prowadzący gospodarstwa domowe, jak i właściciele firm. W egzekwowaniu długów zakład opiera się o możliwości, które dopuszcza ustawa o zaopatrzeniu w wodę i odprowadzeniu ścieków.
Wprowadzili procedury windykacyjne
- Zakład ma możliwość odcięcia wody i nie przyjmowania ścieków od zadłużonych osób, firm lub instytucji - podkreśla Jarosław Matuszewski, dyrektor Zakładu w Chełmnie. - Wdrożyliśmy więc procedurę windykacyjną. Zazwyczaj procedura zanim komuś wodę odetniemy trwa cztery miesiące od momentu kiedy przestaje on wnosić opłaty. Najpierw wysyłamy pisma informujące o zaległościach, potem otrzymuje od nas ponaglenie, następnie informujemy o tym, że zamierzamy odciąć wodę aż w końcu wysyłamy informację, w której wskazujemy dokładną datę planowanego zakręcenia zaworów. To ostatnie pismo musi być wysłane co najmniej na dwadzieścia dni wcześniej. Zatem tyle czasu zyskuje jeszcze dłużnik na uregulowanie zaległości.
Oprócz dłużnika takie pismo trafia również do wiadomości burmistrza miasta oraz dyrektora tutejszej Państwowej Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej.
Zagrożenie działa na wyobraźnię
Zazwyczaj dopiero to ostatnie pismo działa na wyobraźnię dłużników, którzy znajdują pieniądze na uregulowanie należności.
- Zazwyczaj jest tak, że dłużnicy zaczynają z nami negocjować, gdy wcześniej w ogóle nie reagowali - dodaje Jarosław Matuszewski. - Jedni od razu znajdują pieniądze i spłacają dług w całości. U tych, którzy negocjują, jeżeli tylko przedstawią wiarygodny plan spłaty zadłużenia, zawieszamy zakręcenie zaworów. Podpisujemy indywidualną umowę, którą potem dłużnik musi realizować.
Taka metoda windykacji jest skuteczna.
- W 99 procentach udaje nam się ściągnąć należne nam pieniądze - zaznacza dyrektor Zakładu. - W ciągu dwóch ostatnich lat chyba zaledwie dwa razy odcinaliśmy dopływ wody. Po pewnym czasie te osoby wróciły do nas, aby odkręcić zawory do ich mieszkań.
Na czym polega odcięcie wody?
- To zdjęcie licznika głównego i zaplombowanie przyłącza - wyjaśnia Jarosław Matuszewski. - Jeśli potem ktoś chce mieć znowu wodę w mieszkaniu, musi napisać i złożyć u nas wniosek o jej przywrócenie. To kosztuje kilkadziesiąt złotych, bo trzeba ponownie zamontować wodomierze.
Największe zadłużenie w Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji ma "OJAR".
- Traktujemy "OJAR" jako instytucję, podlega pod niego wiele wspólnot mieszkaniowych, tam są zadłużenia - dodaje dyrektor. - W miarę sumiennie lub z niewielkimi opóźnieniami płacą za wodę przedsiębiorcy.