Cierń Kresowy czyli Edward Woyniłłowicz jakiego nie znamy

    Cierń Kresowy czyli Edward Woyniłłowicz jakiego nie znamy

    Hanka Sowińska hanna.sowinska@pomorska.pl 52 326 31 33

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Okładka książki "Cierń Kresowy". Jej promocja odbędzie się  22 stycznia, w Spichrzach przy ul. Grodzkiej 7-11 w Bydgoszczy, o godz.

    Okładka książki "Cierń Kresowy". Jej promocja odbędzie się 22 stycznia, w Spichrzach przy ul. Grodzkiej 7-11 w Bydgoszczy, o godz. 12.00 ©Fot. Nadesłane

    - Rozmiłowana w pamiętnikach kresowych z przełomu XIX i XX wieku chciałam poznać sławnego prezesa Mińskiego Towarzystwa Rolniczego jako zwykłego człowieka - nie pomnik - mówi w rozmowie z "Albumem bydgoskim" Gizela Chmielewska, autorka książki "Cierń Kresowy. Opowieść o Edwardzie Woyniłłowiczu i jego rodzinie", polonistka, absolwentka UMK, b. dziennikarka "Gazety Pomorskiej" nadal publikująca w "Albumie"
    Okładka książki "Cierń Kresowy". Jej promocja odbędzie się  22 stycznia, w Spichrzach przy ul. Grodzkiej 7-11 w Bydgoszczy, o godz.

    Okładka książki "Cierń Kresowy". Jej promocja odbędzie się 22 stycznia, w Spichrzach przy ul. Grodzkiej 7-11 w Bydgoszczy, o godz. 12.00 ©Fot. Nadesłane

    - Edward Woyniłłowicz i jego rodzina, bohaterowie Twojej książki, znani są wiernym czytelnikom "Albumu bydgoskiego". Pamiętając jednak o nowych czytelnikach, przypomnij kto to to był.

    Edward Woyniłłowicz w czasach studenckich Repr. Gizela Chmielewska, Cierń Kresowy, Łomianki

    Edward Woyniłłowicz w czasach studenckich
    (fot. Repr. Gizela Chmielewska, Cierń Kresowy, Łomianki )

    - Na przełomie XIX i XX wieku Woyniłłowicz był na Kresach Wschodnich właścicielem majątku Sawicze, w powiecie słuckim, znanym działaczem społecznym i politycznym, prezesem słynnego Mińskiego Towarzystwa Rolniczego, prezesem Koła Polskiego w Radzie Państwa w parlamencie rosyjskim, czyli Dumie.
    A do tego fundatorem kościoła pw. Św. Św. Symeona i Heleny, wybudowanym w intencji jego zmarłych dzieci. Ta świątynia, na szczęście, stoi w Mińsku do dziś i o dziwo jest wizytówką stolicy Białorusi. Obawiam się, że gdyby nie ten kościół, Woyniłłowicz na Białorusi pewnie byłby zapomniany, jak wielu innych, też bardzo zasłużonych dla tej ziemi Polaków. Co istotne dla nas, bydgoszczan - Woyniłłowicz, obok kresowej, ma też bydgoską kartę w swoim życiorysie. Z obawy przed bolszewikami opuścił rodzinne strony, a gdy traktat ryski rozwiał nadzieje na odzyskanie majątku, ostatecznie zamieszkał z żoną Olimpią w Bydgoszczy, w kamienicy przy ul. Zamoyskiego 4, w grudniu 1921 roku. Szybko został prezesem Związku Polaków z Kresów Wschodnich w Bydgoszczy. Pracował w Radzie Nadzorczej Bydgoskiego Lloyda, wspierał Internat Kresowy. Czuwał nad Kuchnią Kresową, działającą przy ul. Cieszkowskiego 9. Już w Bydgoszczy napisał swoje wspomnienia. Ich pierwsza część ukazała się w 1931 r. Druga spoczywa w rękopisie w Bibliotece Narodowej. Woyniłłowicz zmarł w czerwcu 1928 roku w Bydgoszczy i został pochowany na cmentarzu Starofarnym. Jego pogrzeb był wielką manifestacją kresową - pierwszą taką w naszym mieście. W czerwcu 2006 r. prochy Woyniłłowicza zostały przeniesione do jego kościoła w Mińsku. Z grupą bydgoszczan miałam okazję uczestniczyć w tej uroczystości.

    - Co sprawiło, że się nim zainteresowałaś?

    Gizela Chmielewska, dziennikarka, autorka książki "Cierń Kresowy"

    fot. nadesłane

    Gizela Chmielewska, dziennikarka, autorka książki "Cierń Kresowy"


    (fot. fot. nadesłane)

    - Zaczęło się od biogramu Woyniłłowicza w I tomie słownika biograficznego "Ziemianie Polscy XX wieku". Kiedy go przeczytałam, z wielkim wstydem uświadomiłam sobie, że taki zasłużony człowiek mieszkał w moim mieście. I to całkiem niedaleko domu, w którym się wychowywałam. A ja nie miałam o tym zielonego pojęcia! Postanowiłam nadrobić swoje zaległości w historii. Przeczytałam I tom jego wspomnień. Musiałam sprowadzić sobie egzemplarz z toruńskiej Biblioteki Uniwersyteckiej, bo w bydgoskiej bibliotece tej książki nie było. Potem pojechałam do Mińska, by zobaczyć kościół. I do Nieświeża, gdzie znajduje się tablica pamiątkowa, ufundowana Woyniłłowiczowi przez Radziwiłów. Ale apetyt rósł w miarę jedzenia. Zaczęłam się zastanawiać, co tak cenionego na Kresach, w Mińsku, Nieświeżu, Wilnie, Słucku człowieka sprowadziło do mojego, wówczas niewielkiego miasta. Może gdybym miała kresowe korzenie, odpowiedzi na pytania znalazłabym w domu. Ale moja rodzina pochodzi z Wielkopolski. Może też gdyby w szkole, na lekcjach historii, nauczyciele wspominali o zasłużonych dla polskości mieszkańcach Kresów, którzy przybyli do Bydgoszczy po traktacie ryskim, nie musiałabym się wstydzić swojej niewiedzy. Ale pewnie wówczas nie powstałaby ta książka.

    - No właśnie - po serii publikacji, poświęconych Woyniłłowiczowi, które w minionej dekadzie ukazały się na łamach "Pomorskiej" napisałaś o nim książkę.

    - Moja książka pt. "Cierń Kresowy" ukazała się pod koniec listopada w wydawnictwie LTW, specjalizującym się w kresowych tematach. Była już prezentowana na Targach Książki Historycznej w Warszawie i na Promocjach Dobrej Książki we Wrocławiu. Materiały historyczne, jak i wspomnienia samego Woyniłłowicza skoncentrowane są na jego działalności społecznej i politycznej. To daje bardzo sztywny wizerunek. A ja, rozmiłowana w pamiętnikach kresowych z przełomu XIX i XX wieku chciałam poznać sławnego prezesa Mińskiego Towarzystwa Rolniczego jako zwykłego człowieka - nie pomnik. Chciałam poznać jego bliskich, o których tak skąpo sam pisze. Pomyślałam, że warto by uzupełnić wspomnienia Woyniłłowicza właśnie o warstwę osobistą. W tym mogli mi pomóc tylko jego krewni.

    - Udało Ci się nawiązać z nimi kontakt?

    -Bez nich na pewno nie byłoby tej książki. W Polsce żyją potomkowie dwóch sióstr Edwarda Woyniłłowicza - Gabrieli Mogilnickiej i Marii Bielskiej. Pan Krzysztof Mogilnicki, prawnuk siostry Woyniłłowicza i jego siostrzeniec Krzysztof Kolberg z Poznania przekazali mi prywatne listy Woyniłłowicza, jego testament, jak i inne dokumenty rodzinne. Miałam w rękach sztambuch Helenki, córki Woyniłłowiczów, z wpisanym przez jej ojca wierszem. W Archiwum Miasta st. Warszawy znalazłam akt zgonu Siemki Woyniłłowicza. Z pamiętników kresowych wybierałam informacje dotyczące Sawicz i jego właścicieli. Trzymanie tak istotnych informacji tylko w komputerze czy teczkach byłoby z mojej strony wielkim egoizmem. Postanowiłam się nimi podzielić. Najpierw robiłam to na łamach "Albumu bydgoskiego". W 2008 r. w Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego, wspólnie z mężem Bogdanem Chmielewskim przygotowałam wystawę - z okazji 80. rocznicy śmierci Woyniłłowicza. To wówczas od kustosza Zdzisława Hojki z Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy dowiedziałam się, że w muzeum znajduje się siedemnastowieczny kabinet - dzięki moim publikacjom w "Albumie" udało się wreszcie odkryć jego pochodzenie. To depozyt rodziny Woyniłłowicza przekazany tu po jego śmierci w 1928 r.

    - Co - poznawszy dokładnie biografię właściciela Sawicz - zrobiło na tobie największe wrażenie?

    - Podziwiam Woyniłłowicza, bo naprawdę był to człowiek niepospolity. Ale odkryciem dla mnie były otaczające go kobiety - żona Olimpia, która prowadziła w swoim majątku Borki szkołę dla gospodyń i ochmistrzyń, a w Bydgoszczy wspierała działania Związku Polaków z Kresów Wschodnich nawet po śmierci męża. Najmłodsza siostra Edwarda - Jadwiga Kostrowicka, koleżanka z Jazłowca Marii Rodziewiczównej, "prawa ręka brata. Jej grób pozostaje nadal na cmentarzu Starofarnym. I wreszcie najstarsza siostra - Michalina Horwatt; brat wybudował kościół w Mińsku, a ona odbudowała ich świątynię parafialną w Cimkowiczach. Pomagał jej w tym proboszcz Tadeusz Oskierko, którego grób znajduje się niedaleko naszego miasta, w Ciechocinku.

    - Imponująca jest bibliografia, jaką umieściłaś w swojej książce. Które z publikacji, oczywiście poza wspomnieniami Woyniłłowicza okazały się kopalnią wiedzy o tej postaci?

    -Wiadomości o bohaterach swojej książki, bo jako osoby równie ważne traktuję żonę i siostry Woyniłłowicza, szukałam przede wszystkim w rodzinnych listach i dokumentach. To było najcenniejsze źródło. Bardzo cenne były też dla mnie wspomnienia Bogusława Zaleskiego, krewnego Olimpii Woyniłłowiczowej i pamiętniki Zygmunta Domańskiego, krewnego Woyniłłowicza. To wspaniała lektura dla ludzi rozmiłowanych w Kresach, niestety dostępna tylko w Bibliotece Narodowej. Jak dotąd ich nie opublikowano - wielka szkoda.

    - Czym dla Ciebie jest ta książka?

    - Wspaniałą lekcją historii z Kresami w tle, ale też punktem wyjścia do poznania międzywojennej Bydgoszczy od strony uchodźców z Kresów. Dzięki rodzinie Woyniłłowiczów dowiedziałam się, jak wiele zyskało moje miasto przyjmując ludzi z Kresów, którzy zamieszkali tu po 1920 roku. Poznałam nazwiska tych ludzi, ich dostatnie życie przed I wojną światową i trudny czas już w Bydgoszczy. To są fascynujące historie, które też warto opowiedzieć. Powoli to robię na łamach "Albumu bydgoskiego", w cyklu "Adresy". Gdyby nie Woyniłłowicz, ta karta historii mojego miasta nigdy by się przede mną nie odkryła.

    - W sobotę - 22 stycznia - zaprezentujesz swoją książkę w Muzeum Okręgowym w Spichrzach nad Brdą. Dlaczego właśnie tam?

    - Jak wspominałam - w Muzeum jest kabinet Woyniłłowiczów, przywieziony przez nich z pałacu w Sawiczach. Pracownicy tej instytucji wrazili zgodę, aby zaprezentować ten cenny sprzęt podczas spotkania. Będzie więc okazja, aby go podziwiać, ale też pomyśleć o krętych drogach naszej historii, które sprowadziły z Kresów Wschodnich do Bydgoszczy człowieka tej miary co Edward Woyniłłowicz.

    I na koniec: gdzie w Bydgoszczy można pytać o Twoją książkę?

    W Bydgoszczy tylko w jednej księgarni - "Ówczesnej" - przy ul. Długiej. No i pozostaje jeszcze internet. Woyniłłowicz też już tam trafił.



    Udostępnij


    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo