Dopalacze - debata "Pomorskiej". Dla młodych liczy się tylko żeby była jazda i odlot

oprac. Roman Laudański roman.laudanski@pomorska.pl tel. 52 32 63 125
Od lewej: Sławomir Szymański, Robert Rejniak, Grzegorz Kaczmarek i Danuta Kurylak.
Od lewej: Sławomir Szymański, Robert Rejniak, Grzegorz Kaczmarek i Danuta Kurylak. fot. Andrzej Muszyński
Tydzień temu zaprosiliśmy do redakcji "Gazety Pomorskiej" specjalistów, by porozmawiać o dopalaczach, co o nich wiemy i czy medialne doniesienia o ofiarach nie zachęcają kolejnych osób do sięgnięcia po te używki.

Redakcja: - Dziennikarze powinni uderzyć się we własne piersi, informując tak często o dopalaczach?

Uczestnicy debaty:

- Robert Rejniak, bydgoski oddział Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii
- nadkomisarz Sławomir Szymański, naczelnik Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej w Bydgoszczy
- dr Danuta Kurylak, zastępca dyrektora ds. medycznych Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy
- dr Grzegorz Kaczmarek, socjolog WSG, UKW w Bydgoszczy

Danuta Kurylak: - Możemy się tylko cieszyć z tego, że media nagłaśniają tę sprawę. Rok temu pojawili się u nas pierwsi pacjenci, a w tym roku - niestety - ich przybywa. Już doliczyliśmy się dziesięciu, a kilku przypadków zatruć mogliśmy nie rozpoznać.

Sławomir Szymański: - Jesienią ubiegłego roku zaczęliśmy mówić o dopalaczach i wtedy nikt nie widział problemu. Musiało dojść do nieszczęścia, na szczęście media nagłośniły takie przypadki, dopiero wtedy zajęły się nimi władze lokalne i państwowe.

Robert Rejniak: - Rolę mediów porównałbym do kija, który ma dwa końce. Dziennikarze ostrzegą, ale obojętnie co się mówi, to przy okazji nagłaśniają dopalacze. Rozmawiam z terapeutami z różnych części kraju. Tam, gdzie zapanowało ciche przymierze, że o dopalaczach się nie mówi, sklepy notowały niewielkie obroty. W ostatnich dniach świat dorosłych zaczął patrzeć na dopalacze oczami swoich dzieci.

Grzegorz Kaczmarek: - Ten kij ma niestety jeden koniec. Możemy nie mówić np. o wychowaniu seksualnym czy o alkoholizmie. Przez lata udawać, że nie ma problemu, a on jest i narasta. Trzeba nie tylko informować, ale szukać przyczyn zjawiska. Narkotyki są stare jak świat, ale postęp chemii i kultura konsumpcji uczyniły z nich masowy produkt handlowy. Zwrócę jeszcze uwagę na to, że najbardziej niepokoimy się o dzieci i młodzież, ale ze statystyk wynika, że ta grupa stanowi zaledwie kilkanaście procent kupujących. Jako dorośli nie udawajmy, że to jest problem tylko młodzieży. To problem współczesnej kultury, szukania używek, podniet i stymulacji.

Danuta Kurylak: - Gdyby dziennikarze o tym nie mówili, to i tak zostaje internet.

Redakcja: - Kiedy byliśmy młodsi, był alkohol, papierosy, później pojawiły się pierwsze narkotyki. Czy nie mamy do czynienia z modą na dopalacze?

Grzegorz Kaczmarek: - Raczej z niekontrolowaną i łatwą dostępnością - podobnie jak z pornografią. Kiedyś po świerszczyki trzeba było jechać do Berlina Zachodniego i przemycać je przez granicę. Dziś klika się myszą i ma się wszystko na komputerowym ekranie. Zobaczcie, jak łatwo w branży farmaceutycznej zablokować sprzedaż danego produktu. Zabiegi stosowane przez producentów "dopalaczy" są naiwne. Napisy: "nie do spożycia"; "dla kolekcjonerów" są kpiną w żywe oczy. Dlaczego branża lekarstw jest tak dobrze zorganizowana? Koncerny skutecznie bronią swoich interesów, a w przypadku dopalaczy wszyscy są bezradni, jak gdyby obawiali się mafii sycylijskiej. Przecież na tym cynicznym procederze ktoś się bogaci!

Danuta Kurylak: - Chodzi o małe nakłady finansowe i duży zysk. Nim firmy farmaceutyczne dopuszczą leki do obrotu, najpierw muszą je przebadać na zwierzętach, a później na ludziach. A dopalacze testowane są od razu na ludziach!

Grzegorz Kaczmarek: - Pytanie, dlaczego nie podlega to takim restrykcjom?

Sławomir Szymański: - Każdy lek przechodzi długoletnie badania. Jeśli produkt wykorzystywany w dopalaczach wchodzi na listę, która jest załącznikiem do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, to natychmiast jest zastępowany innym. Nie bada się ich, a "szczurami laboratoryjnym" są kupujący dopalacze. Są też przypadki samobójstw po zażyciu dopalaczy. A o ilu takich przypadkach nie wiemy?

Danuta Kurylak: - Często dziennikarze pytają nas, jakie mogą być powikłania po dopalaczach, a my tego nie wiemy, ponieważ nie zostały przebadane. Skutki mogą być różne, łącznie ze śmiercią.

Redakcja: - Jest popyt na dopalacze?

Robert Rejniak: - Stały się modne. Pani doktor ma co roku jesienią przypadki zatruć bieluniem. Cały czas dzieciaki wdychają kleje i detergenty, biorą wilczą jagodę. Internet jest pełen przepisów. A w sklepie z dopalaczami jest wszystko. Ba, oni dostarczają towar do domu, chcą mieć przedstawicieli handlowych. Biznes się kręci. Od dwóch lat współpracujemy ze szpitalem dziecięcym i policją w programie wczesnej interwencji. Po zatruciach psychologowie szpitalni wysyłają do rodziców informację o możliwości spotkania. Góra 20 proc. rodziców się zgłasza. Bagatelizują problem! A po kilku miesiącach zatrute dziecko znowu pojawia w szpitalu. Pamiętam przypadek gimnazjalisty, który podczas dyskoteki szkolnej w bydgoskim Fordonie stracił przytomność. W badaniach wyszła: amfetamina, marihuana, extazy i alkohol. Jego rodzice zostali zaproszeni na spotkanie, nie pojawili się, a nastolatek po trzech miesiącach przyszedł z bratem, również zwolennikiem brania, który powiedział, że "młody za bardzo przegiął". Mama, nauczycielka zapracowana w szkole, ojciec w rozjazdach, to osoby z wyższym wykształceniem, ale żadne z nich się nie przyszło do psychologa. Dopalacze wdzierają się w niszę, pustkę, deficyt więzi.

Grzegorz Kaczmarek: - Jestem za skutecznymi i radykalnymi działaniami niedopuszczania na rynek takich produktów. To jest możliwe, choć trzeba mieć w pamięci losy prohibicji. Jako socjolog chciałbym spojrzeć na głębokie przyczyny pojawienia się tego zjawiska. Jeśli cywilizacja, kultura nie znajdzie alternatyw, to ono będzie narastać. Kultura musi dać w skali masowej inne źródła silnych doznań. Jeśli te świństwa dają poczucie komfortu, ekstazy, wyluzowania czy większych możliwości - to problem jest trudny. Trzeba więc pokazać, że podobnych czy wspanialszych doznań można doświadczać w sposób naturalny i zdrowy.

Redakcja: - Mamy kryzys w rodzinach?

Grzegorz Kaczmarek: - Pan Robert mówił, że nawet wykształcone, elitarne rodziny dają dzieciom swobodę, luz i specjalnie tego nie potępiają. My nie mieliśmy takich pokus i możliwości. Obecnemu pokoleniu jest trudniej, bo zblakły autorytety, które na nas działały - Kościoła, rodziny, władzy. Czy młodzież kiedyś wyrażała się z takim lekceważeniem o stróżach prawa?

Sławomir Szymański: - Każde znieważenie policjanta ścigane jest z urzędu.

Grzegorz Kaczmarek: - Obserwując zachowanie kibiców wobec policji, można w to wątpić.
Robert Rejniak: - Dorosłym ryzyko kojarzy się ze strachem, a dla młodych ryzyko to wyzwanie, przyjemność, adrenalina i chęć przeżycia czegoś nowego. Przy korzystaniu z używek nie ma już żadnej filozofii, która towarzyszyła narkotykom w latach 70. - 80. Nie ma już czystych subkultur. Jeżeli młodzież idzie na imprezę, na której są używki, to idzie po to, żeby - mówiąc brzydko - się nawalić. Żeby była jazda, śmiga, żeby się najarać. Czy to będzie amfetamina, marihuana, extazy, alkohol z red bullem, wszystko naraz. Do tego dopalacze.

Redakcja: Panie naczelniku, ludzie czekają, żeby wreszcie coś zrobiła z tym policja?

Sławomir Szymański: - Możemy działać w granicach prawa. Zaczęliśmy od edukacji dorosłych, jesteśmy po szkoleniu dla specjalistów z zespołów prewencji kryminalnej i patologii nieletnich. Od 2003 roku prowadzimy program "Bezpieczna szkoła". O problemie dopalaczy rozmawialiśmy rok temu. Nie był nośny, nie został podchwycony, bo brakowało tak tragicznych przypadków, a może były, tylko nie zostały rozpoznane. Chciałbym przy okazji zaapelować, że jeżeli dochodzi do tak tragicznych sytuacji, kiedy młodzi trafiają do szpitala, żeby zachować choć część środków lub ich opakowania, aby lekarze wiedzieli, co dziecko wzięło. Przy 13-latkach w Bydgoszczy znaleziono opakowanie po "tajfunie" w bieliźnie.

Danuta Kurylak: - Od lat obserwujemy stosowanie środków odurzających. Był etap alkoholu, narkotyków, a od ubiegłego roku dopalaczy. Jedno zjawisko przechodzi w następne. Dopalacze często reklamowane są jako środki poprawiające np. uczenie. To fałszywe informacje, a skutki mogą być straszne. Może to również uderzyć w dzieciaki z tzw. normalnych domów, które staną się ofiarami nieprawdziwej reklamy.

Grzegorz Kaczmarek: - To dobry moment, żebyśmy zastanowili się nad głębokimi i konstruktywnymi rozwiązaniami. Trzeba pokazywać, że stosowanie dopalaczy niszczy radość życia i jest ersatzem. Kolejne pytanie: Dlaczego jest taka presja współczesnej kultury, zwłaszcza masowej, na potrzebę "kręcenia" i adrenaliny? Jeśli cały czas młody człowiek poddawany jest tej presji, żeby przeżywał, bo jeśli nie, to jest poza kulturą, to będzie po to sięgać.

Redakcja: - Nie brakuje dziś osób, nawet wśród posłów, które uważają, że marihuana powinna być dostępna jak np. w Holandii.

Robert Rejniak: - Do Czech mamy jeszcze bliżej.

Sławomir Szymański: - I Holendrzy od kilku lat przyznają, że nie mogą sobie poradzić z tym problemem. Łatwo było zalegalizować, a zdecydowanie gorzej pozbyć się tego problemu. Może należałoby zapytać młodzieży?

Robert Rejniak: - Kiedy zapytać o to młodych, to najpierw są za, ale kiedy pytamy, czy chciałbyś, żeby twojej młodszej siostrze czy bratu kolega sprzedawał marihuanę, to wtedy oni są na nie. Sprzedawcy dopalaczy stali się aroganccy i bezczelni. Mówią wprost, że zależy im na kasie. I tak naprawdę większość młodych jest przeciwna legalizacji marihuany. Profesor Kocur, psychiatra powtarza, że obojętnie co byśmy nie robili w profilaktyce, to 8-10 proc. sięgnie po te środki.

Sławomir Szymański: - Jeżeli marihuana zostanie zalegalizowana, to będzie jeszcze więcej gwałtów, bijatyk i morderstw wśród młodych.

Grzegorz Kaczmarek: - Stare porzekadło mówi, że używki są dla ludzi mądrych. Problem polega na tym, żeby wiedzieć, w którym momencie się zatrzymać. Kiedy piję alkohol dla przyjemności, a kiedy on zaczyna mną rządzić? Tego teoretycznie czy administracyjnie nie da się rozstrzygnąć. Alkoholik musi niekiedy stracić wszystko, co kochał; sięgnąć dna, żeby się opamiętał. A młodzież wciąż chce nowych doznań, wciąż jest nakręcana przez popkulturę i wyjątkowo podatna na oszustwa handlarzy śmiercią.

Redakcja: - Jak oceniacie państwo ostatnie inicjatywy zakazujące dopalaczy?

Danuta Kurylak: - Dopalacze zawierają trucizny, dlatego trzeba ich zabronić.

Grzegorz Kaczmarek: - Z reakcją na dopalacze w Bydgoszczy mam mieszane uczucia. To dobrze, że była szybka, ale tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że ta uchwała będzie nieskuteczna. Szkoda, że za tym nie poszło szukanie przyczyn. Żałuję również, że nikt nie pikietuje tych sklepów.

Sławomir Szymański: - Dziś właśnie odbyła się taka pikieta w Bydgoszczy.

Grzegorz Kaczmarek: - To dobrze. Marzą mi się hasła, a za nimi realne działania pokazujące, że możemy doświadczać życia bez wspomagania. Na trzeźwo. To również gigantyczne pole do działania dla szkół i Kościoła, który mógłby - przy tej okazji - odnaleźć się na gruncie realnych problemów. Kościół powinien pokazywać alternatywne sposoby doświadczania życia, które nie jest nudne, a może być pasjonujące bez dopalaczy.

Danuta Kurylak: - Trzeba uświadamiać rodziców, bo mam wrażenie, że oni naprawdę niewiele o tym wiedzą. Także Kościół i nauczyciele.

Grzegorz Kaczmarek: - Nie tylko zakazy i straszenie, ale pokazanie alternatywy. Jeśli nie narkotyki, nie dopalacze, to co może "kręcić" - motywować do aktywnego, radosnego życia?

Sławomir Szymański: - A czemu nie "orliki", na których młodzi grają w piłkę od rana do wieczora?

Robert Rejniak: - Zwrócę jeszcze uwagę na przyzwalanie przez rodziców na tabletki. Mamy pigułki na wszystko. Od małego uczy się dziecko zażywania tabletek. Zdenerwowany przed klasówką? Weź tabletkę. Masz chandrę, doła - weź coś na poprawienie nastroju. Dzieci od małego uczą się, że tabletki są nieszkodliwe i pomagają na wszystko.

Danuta Kurylak: - To zjawisko obserwowane jest na całym świecie.

Redakcja: - Wierzycie, że problem dopalaczy uda się opanować?

P.S.

Dzień po redakcyjnej debacie policja wraz z sanepidem skontrolowała i zamknęła połowę sklepów z dopalaczami w kraju. Nadal można kupić je przez Internet. Rząd ruszył na wojnę z dopalaczami, uzbrajając się w projekt ustawy i tryb jej uchwalania w iście sprinterskim tempie. Nauczyciele dostali wytyczne do prowadzenia lekcji wychowawczych.

Danuta Kurylak: - Mam nadzieję, że tak, choć będzie to trudna batalia z "przemysłem" dopalaczowym. Muszą być rozwiązania radykalne.

Grzegorz Kaczmarek: - Nie mamy wyboru. Trzeba skutecznych regulacji prawnych i ogromnej pracy edukacyjnej w szukaniu alternatywy.

Robert Rejniak: - Od lat opowiadam rodzicom, jakie spustoszenie czynią nie tylko narkotyki, ale np. uzależnienie od gier komputerowych. Jakiś czas temu nasze województwo było zalane falą sterydów. Włocławek, Inowrocław były zagłębiami sterydowymi. Pojawiało się coraz więcej grubych karków i rosła przestępczość. I minęła moda na bezmózgich osiłków. Pojawiło się mnóstwo dowcipów na ich temat.

Grzegorz Kaczmarek: - Kultura to wypiera. "Anabole" przestały być cool. Wzrosła świadomość ich szkodliwości. Mam nadzieję, że tak będzie z dopalaczami.

Sławomir Szymański: - Jestem pewien, że ten problem uda się nam opanować przez nowe mechanizmy prawne, ale również przez wykorzystanie istniejących. Wystarczy współpraca z osobami zatrutymi przez dopalacze. Jeśli uda się zidentyfikować sprzedawcę wprowadzającego na rynek dopalacze, które spowodowały zagrożenie życia lub zdrowia, to korzystamy z artykułu 160 Kodeksu karnego (Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku dla zdrowia, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech).

Robert Rejniak: - Wierzę w rozsądek młodzieży. Wierzę, że wygra logiczne myślenie o swojej przyszłości. Pojawiła się moda na niepalenie i wierzę, że pojawi się kolejna - przeciwna dopalaczom, choć pozostanie grupka, która będzie je zażywać. Mamy bardzo bystrą młodzież. Według europejskiego programu zażywania narkotyków i alkoholu przez młodzież szkolną mieliśmy bardzo dynamiczne zmiany w latach 90. Z ośmiu proc. młodych w wieku 15-16 lat przyznających się do kontaktów z marihuaną, nagle zrobiło się 33 procent. W ostatnich 10 latach ten trend się zatrzymał, a nawet spadł do poziomu 25 proc. Mamy młodzież, która chce żyć normalnie. Nie da się odciągnąć wszystkich, ale dla nich są ośrodki terapeutyczne.
Udostępnij

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wątpiący

Zastanawia mnie skąd nagle taki szum. Temat nie jest nowy, ma kilka lat. A tu nagle wszystkie gazety, rozgłośnie radiowe i telewizyjne pasjonują się jednym - dopalaczami. Nie wierzę, że chodzi o dzieci, młodzież, czy nawet kilka przypadków śmiertelnych. Moim zdaniem raczej o temat, który zatka lukę powstałą po zakończeniu afery z krzyżem. Tezę że dostępność marihuany zwiększy ilość gwałtów i morderstw uważam za śmieszną. Nawet jej autor nie poparł jej żadnym argumentem.(sic!) "Kościół powinien pokazywać alternatywne sposoby doświadczania życia, które nie jest nudne, a może być pasjonujące bez dopalaczy." - już pokazał, przez dziesiątki lat chroniąc i awansując gwałcicieli dzieci. W tym wszystkim najbardziej martwi fakt, że premier Donald Tusk, który przy Kaczyńskim i jego grupie wydawał się demokratą, teraz zachowuje się jak Putin.

o
obserwator

"Jeżeli marihuana zostanie zalegalizowana, to będzie jeszcze więcej gwałtów, bijatyk i morderstw wśród młodych".Większej głupoty jeszcze nie czytałem jak żyje na tym świecie.

Dodaj ogłoszenie