Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Dr n. med. Paweł Rajewski: - Teraz rzadziej przebieg zakażenia jest ciężki, ale koronawirus wciąż jest niebezpieczny

Grażyna Rakowicz
- Jeszcze nie wiemy, jakie są te długotrwałe, bardzo odległe skutki zakażeń koronawirusem. - mówi dr n. med. Paweł Rajewski, kierownik oddziału internistyczno-zakaźnego Szpitala Zakaźnego w Bydgoszczy.
- Jeszcze nie wiemy, jakie są te długotrwałe, bardzo odległe skutki zakażeń koronawirusem. - mówi dr n. med. Paweł Rajewski, kierownik oddziału internistyczno-zakaźnego Szpitala Zakaźnego w Bydgoszczy. Arkadiusz Wojtasiewicz / Polska Press
Jeszcze nie wiemy, jakie są te długotrwałe, bardzo odległe skutki zakażeń koronawirusem. Ale wiemy jedno: niezależnie od tego, czy przechodzimy zakażenie SARS-CoV-2 pełnoobjawowo, skąpoobjawowo czy bezobjawowo wirus może wywołać u nas zespół pocovidowy. Spektrum jego objawów jest bardzo różne i może dotyczyć prawie każdego układu - jak krążenia, układu oddechowego czy kostno-stawowego... Nie wiemy jeszcze do końca, co tak naprawdę wirus ten z nami zrobi, w długofalowej obserwacji. To jest problem dla współczesnej medycyny, z którym na pewno będziemy się jeszcze długo borykać. A odnosząc się do odporności: my od wielu lat jesteśmy społeczeństwem – nie mówię tu tylko o Polakach – które na własne życzenie degraduje swoją odporność, swój układ immunologiczny. Ta odporność wyraźnie spada - mówi dr n. med. Paweł Rajewski, prof. Wyższej Szkoły Nauk o Zdrowiu, konsultant wojewódzki ds. chorób zakaźnych, kierownik oddziału internistyczno-zakaźnego Szpitala Zakaźnego w Bydgoszczy.

Na świecie dominuje obecnie wariant JN.1, najłagodniejszy z dotychczasowych odmian SARS-CoV-2. Tymczasem naukowcy, w chińskim laboratorium w Wuhan poinformowali, że uzyskali wariant GXP2V zabijający 100 proc. zakażonych nim myszy, o genomie zbliżonym do ludzkiego. Jaki z tego wniosek dla nas?
Odkryty wariant GXP2V, o którym Pani redaktor wspomniała, to zmutowana wersja GX/2017 - koronawirusa zwierzęcego, odkrytego w 2017 roku u malezyjskich łuskowców. W przeprowadzonym eksperymencie powodował szybkie zajęcie tchawicy, płuc, kości oczu i mózgu zakażonych myszy, doprowadzając do ich śmierci. Pyta pani, co to dla nas oznacza? Nic. Jest to koronawirus zwierzęcy, jakich wiele na świecie. Bardzo rzadko dochodzi do sytuacji, w której ten zwierzęcy koronawirus może zarażać ludzi, a następnie przenosić się z człowieka na człowieka. Bardzo rzadko, to nie oznacza jednak, że nie może do tego dojść, bo tak zdarzyło się w 2002 roku - chodzi o SARS-CoV. Z kolei w 2012 roku, był to MERS-CoV a obecnie, jest SARS-CoV-2. Z uwagi na wspomniane, częste występowanie rekombinacji genetycznych (mutacji) wśród koronawirusów, takie infekcje międzygatunkowe sporadycznie mogą się zdarzać. Ale ma to miejsce niezwykle rzadko.

Czyli taka forma eksperymentu nam nie zagraża?
Eksperyment ten może budzić pewne obawy o zachowanie poziomu bezpieczeństwa i zastosowanych środków ostrożności przez badaczy... Nadal w przestrzeni publicznej można spotkać się z teorią, że obecny SARS-CoV-2 pochodzi z laboratorium w Wuhan, gdzie przeprowadza się badania nad koronawirusami, co nie zostało do końca potwierdzone. Więc jeśli chodzi o eksperymenty na czynnikach biologicznych - szczególnie wysoce zakaźnych, o dużym potencjale śmiertelnym - powinny być one prowadzone w laboratoriach najwyższej klasy bezpieczeństwa i pod ścisłą kontrolą międzynarodowych organizacji takich jak WHO czy Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Co do zasady laboratoria, które prowadzą takie eksperymenty na całym świecie, muszą mieć najwyższy współczynnik zabezpieczeń.

Po co naukowcy takie eksperymenty robią?
Z różnych powodów. Badają ich zdolność do mutacji, wytrzymałość na różne czynniki na przykład chemiczne, fizyczne czy biologiczne, które mogą przydać się do ich zwalczania. Czy też środki do unieczynnienia, badają leki czy szczepionki. Bez eksperymentów nie byłoby postępu nauki, medycyny. Choćby w 1796 roku, Edward Jenner po zaobserwowaniu, że dojarki łagodnie przechodzą ospę krowią, czyli zwierzęcą odmianę ospy i nie chorują na ospę prawdziwą, postanowił wykorzystać materiał zakaźny krowianki, jako szczepionkę chroniącą przed ospą prawdziwą. Przeprowadził ryzykowny eksperyment: polegał on na wprowadzeniu materiału zakaźnego (ropy) ospy krowianki - w dwa nacięcia - na ramieniu ośmioletniego chłopca, który przechorował łagodnie krowiankę a jednocześnie uzyskał odporność na ospę prawdziwą. Metoda Jennera, zwana wakcynacją (od variola vaccina - ospa krowia) szybko rozprzestrzeniła się w Europie. I tak, eksperyment Jennera dał początek szczepieniom.

Do tej pory znane nam koronawirusy ludzkie, jaką charakteryzowały się śmiertelnością?
Zróżnicowaną. Ta największa śmiertelność - w przypadku MERS-CoV, podczas epidemii w 2012 roku - wynosiła około 35 proc. Podczas pandemii SARS-CoV-1 z 2002 i 2003 roku, śmiertelność była na poziomie około 15 proc. Obecnie, gdy chodzi o SARS-CoV-2 wynosi ona od 0,5 do 1 proc., w stosunku do innych koronawirusów wywołujących proste, łagodne infekcje górnych dróg oddechowych, w których przypadki śmiertelne występują kazuistycznie. Koronawirusy, w tym SARS-CoV-2 są wirusami RNA, co sprzyja, predysponuje je do licznych mutacji i powstawania nowych wariantów genetycznych, które ocenia się pod względem zakaźności, zjadliwości i śmiertelności. Początkowo SARS-CoV-2 mutował z wariantu pierwotnego - dzikiego, w formy bardziej zjadliwe, o większej śmiertelności - mutacja Alfa, Delta. Z większą predyspozycją do tkanki płucnej, z silną reakcją zapalną prowadzącą do powstania tzw. burzy cytokinowej i ciężkiego przebiegu COVID-19. Na szczęście wiosną 2022 roku pojawił się Omicron - wariant o wysokiej zakaźności, ale o mniejszej zjadliwości. Czyli, jednym słowem kolejne mutacje doprowadziły do tego, że SARS-CoV-2 złagodniał i zaczął przypominać bardziej typowe przeziębienie, ograniczając się głównie do górnych dróg oddechowych niż ten COVID-19, którego znaliśmy z pierwszych fal pandemii. Co potwierdzają kolejne subwarianty: Kraken, Eris, Pirola, Fornax czy wspomniany JN.1. Nie widać też na horyzoncie niepokojących mutacji, które mogłyby spowodować zwiększenie zjadliwości czy śmiertelności, a prawdopodobieństwo, że SARS-CoV-2 zmutuje samoistnie - w kierunku takiego wariantu - jest niewielkie, ale nie niemożliwe.

Teraz wariant JN.1 jest najbardziej łagodną odmianą SARS-CoV-2, pod względem przebiegu klinicznego, ale też najbardziej zakaźną. Co to oznacza?
Przede wszystkim to, że jeszcze więcej osób może zachorować i faktycznie choruje – objawowo, jako przewlekające się przeziębienie, infekcja górnych dróg oddechowych, zatok lub bezobjawowo. Teraz rzadziej przebieg zakażenia jest cięższy, z zajęciem dolnych dróg oddechowych. Ale pamiętajmy o tym, że cały czas wirus ten może być niebezpieczny dla osób starszych, z chorobami przewlekłymi - szczególnie serca – z chorobami przewlekłymi układu oddechowego, z nowotworami czy dla osób z obniżoną odpornością, leczonych immunosupresyjnie. W tych przypadkach zakażenia mogą przebiegać bardzo ciężko i niekiedy mogą skończyć się śmiercią. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby szczególnie te osoby stosowały się do zasad DDM, szczepiły się przeciw COVID-19. Podobnie jak – każdego roku - przeciwko wirusowi grypy.

COVID-19 zmienia swoje oblicze. A na ile zmieniają się jego objawy?
Na początku pandemii, takim sztandarowym objawem – pomijając oczywiście duszność, kaszel czy gorączkę, była utrata węchu i smaku. Teraz już się to nie pojawi. Obecnie nowością jest bardzo duże uczucie osłabienia, zmęczenia, braku energii, które mogą się utrzymywać bardzo długo, ale również - czego nie było do tej pory – mogą wystąpić problemy ze snem i pojawić się zaburzenia lękowe, depresja czy obniżony nastrój. Oczywiście te pozostałe objawy będą typowe dla infekcji, najczęściej górnych dróg oddechowych, a więc katar, kaszel, ból głowy i gardła o miernym nasileniu - raczej drapanie, niż typowy ból. Także bóle mięśniowe, rzadziej gorączka, dużo rzadziej - zapalenie płuc czy oskrzeli. Generalnie, ten typowy obraz COVID -19 o ciężkim przebiegu, który wymagał wysokoprzepływowej tlenoterapii lub użycia respiratora, występujący na początku pandemii, przed erą szczepień - już dzisiaj nie istnieje.

SARS-CoV-2 łagodnieje, ale pojawiają się już opinie, że mocno upośledził naszą odporność i w ten sposób otwiera drogę innym schorzeniom jak chociażby grypie, czy RSV. I, że nawet degeneruje nasz gatunek.
Co do degeneracji naszego gatunku przez SARS-CoV-2... Jeszcze nie wiemy, jakie są te długotrwałe, bardzo odległe skutki zakażeń koronawirusem. Ale wiemy jedno: niezależnie od tego, czy przechodzimy zakażenie SARS-CoV-2 pełnoobjawowo, skąpoobjawowo czy bezobjawowo wirus może wywołać u nas zespół pocovidowy. Spektrum jego objawów jest bardzo różne i może dotyczyć prawie każdego układu - jak krążenia, układu oddechowego czy kostno-stawowego... Nie wiemy jeszcze do końca, co tak naprawdę wirus ten z nami zrobi, w długofalowej obserwacji. To jest problem dla współczesnej medycyny, z którym na pewno będziemy się jeszcze długo borykać. A odnosząc się do odporności: my od wielu lat jesteśmy społeczeństwem – nie mówię tu tylko o Polakach – które na własne życzenie degraduje swoją odporność, swój układ immunologiczny. Ta odporność wyraźnie spada. A dlaczego? Bo w naszym środowisku jest coraz więcej zanieczyszczeń, prowadzimy nieprawidłowy styl życia - nieprawidłowo się odżywiamy, stosujemy używki, nie mamy regularnej aktywności fizycznej za to, dużo stresów. Nie dbamy o higienę snu, o wypoczynek i tyjemy z roku na rok. Nie dbamy też o racjonalną antybiotykoterapię, unikamy szczepień ochronnych i tak dalej, i tak dalej …. Długo jeszcze można tu wymieniać. Krótko mówiąc, za mało świadomie przykładamy się do budowania swojej odporności, a może być jeszcze gorzej. O swój układ odpornościowy powinniśmy dbać cały rok, a nie tylko wtedy, kiedy ją tracimy...

Zabrzmiało zagadkowo, więc zapytam: dlaczego może być jeszcze gorzej?
Ociepla się nam klimat, topnieją lodowce, coraz więcej podróżujemy po świecie, w jego najdalsze zakątki...Często zjadamy to, czego nie powinniśmy więc musimy się spodziewać, że za jakiś czas – może za 10 lat, a może za 20 – zaczną się pojawiać nowe choroby, do tej pory nam nieznane. Których do tej pory w medycynie nie spotykaliśmy, a z którymi będziemy musieli się zmierzyć podobnie jak obecnie z koronawirusem. Ponadto, wraz z ociepleniem klimatu mogą pojawić się w Polsce choroby, które do tej pory nie występowały, bo nie było odpowiednich warunków klimatycznych, wektorów do ich przenoszenia, jak te tropikalne - na przykład gorączki krwotoczne czy malaria. W końcu, z uwagi na aktywność ruchów antyszczepionkowych i migrację ludności - spowodowaną choćby przez wojnę w Ukrainie - mogą powrócić stare, znane nam choroby, które dzięki szczepieniom udało się wcześniej ograniczyć. Chodzi o gruźlicę, odrę czy krztusiec.

Pojawił się też termin - „covidowy koszyk ”. Rozszyfrujmy go.
Teraz - jak już mówiliśmy - dominuje w Polsce wariant SARS-CoV-2 oznaczony symbolami JN.1. Stanowi on około 40 proc. infekcji. Natomiast, zdarzają się również inne warianty jak Eris – to obecnie około 19 proc. zakażeń, Pirola – 14 proc., Kraken – około 2 proc. czy Formax – to blisko 2 proc. stąd to określenie „covidowy koszyk”. To oznacza, że możemy być zakażeni jedną z wyżej wymienionych, najczęściej występujących mutacji. W testach antygenowych ich nie zróżnicujemy. A co je łączy? To, że mają łagodne przebiegi kliniczne i – co najważniejsze - że nieznacznie jednak, różnią się objawami.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jak postępować, aby chronić się przed bólami pleców

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska