Dramat w izbie wytrzeźwień w Toruniu. "Po co na sali jest monitoring?!" - pyta matka podopiecznego. Oczekuje kontroli

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Izba wytrzeźwień, działająca w ramach Miejskiego Ośrodka Edukacji i Profilaktyki Uzależnień przy ulicy Kasztanowej w Toruniu od środka. Sławomir Kowalski
W biały dzień, na sali z monitoringiem, przy rzekomo pełnej obsadzie personalnej - w takich okolicznościach targnąć się na życie próbował pensjonariusz izby wytrzeźwień w Toruniu. "To po co jest tam monitoring?" - pyta matka mężczyzny z problemem alkoholowym. Izba odpowiada, że uratowali jej synowi życie.

Obejrzyj także: Depresja nadal chorobą wstydliwą

Zamach na życie na izbie wytrzeźwień w Toruniu

Do dramatycznych wydarzeń w toruńskiej izbie wytrzeźwień przy ul. Kasztanowej doszło 16 lutego, około godziny 15. Trzy godziny wcześniej policja przywiozła tutaj pana Piotra, pracownika medycznego jednego z toruńskich szpitali. Był pijany na dyżurze w pracy, miał blisko 1,75 prom. alkoholu, a w rękach rozpoczętą kolejną butelkę trunku...

Polecamy

Jak przekazuje dyrektorka izby, była to już j 11. wizyta tego mężczyzny przy ul. Kasztanowej. A tylko w tym roku (połowa lutego!) piąta. Z jej doświadczenia zawodowego wynika, że wypierający konieczność leczenia torunianin cierpi na depresję alkoholową. Swoim pracownikom do zarzucenia nic nie ma.

Sprzeczne wersje tragicznych wydarzeń

Według relacji Danuty Gadziomskiej, dyrektorki Miejskiego Ośrodka Edukacji i Profilaktyki Uzależnień, w ramach którego działa izba, 16 lutego postępowano zgodnie z procedurami. Pan Piotr umieszczony został w kilkuosobowej sali, która akurat była pusta. Był raczej spokojny. Pod nadzorem opiekuna poszedł do toalety, a następnie położył się do łóżka.

Nagle mężczyzna miał zacząć wstać i próbować targnąć się na życie. - Dzięki sprawnej akcji ratunkowej naszych pracowników udało się ten zamach na życie udaremnić. Dodam, że na miejscu było dwóch lekarzy. Karetką do szpitala mężczyzna został odwieziony już na własnym oddechu. Czas niedotlenienia był tak krótki, że nie spowodował zmian w mózgu - mówi dyrektorka.

Dramat w izbie wytrzeźwień w Toruniu. "Po co na sali jest mo...

Matka pana Piotra, która przygarnęła syna po rozwodzie pod swój dach, przekazuje odmienne informacje. I zadaje niewygodne dla izby pytania.

-Syn przewieziony karetkę do szpitala miejskiego przy ul. Batorego w Toruniu. Tam jeszcze blisko dwie doby był pod respiratorem - podkreśla. - Nie mogę pojąć, jak do tego wszystkiego mogło dojść w biały dzień, w monitorowanej sali, przy rzekomo pełnej i profesjonalnej obsadzie personelu. Trudno zgodzić mi się z panią dyrektor, która mówi, że "to trwało sekundy, minuty". Jako matka cierpiącego na chorobę alkoholową człowieka wiem, jak niezborne i powolne są jego ruchy.

Polecamy

Torunianka podejrzewa niedopełnienie obowiązków ze strony pracowników MOEiPU, brak właściwego nadzoru, a w efekcie narażenie życia i zdrowia jej syna. Zaznacza, że medycznych skutków próby targnięcia się na życie i niedotlenienia w tym momencie nie można jeszcze przewidzieć. -Będę domagała się dokładnego wyjaśnienia tej sprawy przez prezydenta miasta Torunia, któremu izba podlega - zapowiada matka pana Piotra.

Będzie kontrola w izbie wytrzeźwień w Toruniu?

Według zapewnień rodziny i znajomych pana Piotra, mężczyzna jest świadomy swej choroby i podejmował już próby leczenia, terapii. Według dyrektor Danuty Gadziomskiej, opierającej się na tym, co po pobytach w izbie przekazał jej m.in. pedagog każdorazowo rozmawiający z torunianinem, ten odmawiał pomocy. Nie mniej, po zamachu samobójczym bezwzględnie powinien zostać objęty opieką psychiatryczną.

Dramat w izbie wytrzeźwień w Toruniu. "Po co na sali jest mo...

- Nasi pracownicy wizytują sale doraźnie, nie rzadziej niż co 15 minut. Standard ten jest zachowany również przy jednoosobowej obsadzie opiekuna. Gdyby tamtego dnia z jakiegoś powodu interwencja opiekuna nastąpiła 2-3 minuty później, skutek mógłby być nieodwracalny - podkreśla dyrektorka. - Jednocześnie pragnę dodać, że ponad 5 procent naszych klientów posiada skierowanie na konsultację psychiatryczną z powodu myśli samobójczych. Pracownicy izby nieustannie pracują pod presją możliwych prób samobójczych.

Matka pana Piotra mówi, że wszystko to przyjmuje do wiadomości. Pojąć tego jednak, jak pod opieką takich specjalistów i przy monitoringu mogło dojść do dramatu, nie może. Oczekuje zbadania sprawy i kontroli. Do tematu wrócimy.

PS. Imię mężczyzny zostało zmienione.

WAŻNE: Co mówi prawo?

  • "Pomieszczenia, w których przebywają osoby w stanie nietrzeźwości, podlegają stałej kontroli przez uprawnionych pracowników izby. O objawach wskazujących na pogarszanie się stanu zdrowia osoby w stanie nietrzeźwości pracownik izby informuje niezwłocznie lekarza lub felczera, który podejmuje decyzję co do dalszego postępowania" - mówi par. 22 ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ZDROWIA z dnia 4 lutego 2004 r. w sprawie trybu doprowadzania, przyjmowania i zwalniania osób w stanie nietrzeźwości oraz organizacji izb wytrzeźwień i placówek utworzonych lub wskazanych przez jednostkę samorządu terytorialnego.
  • "Do zadań izby wytrzeźwień należy sprawowanie opieki nad osobami w stanie nietrzeźwości - mówi w 1. punkcie art. 39 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

Wideo

Materiał oryginalny: Dramat w izbie wytrzeźwień w Toruniu. "Po co na sali jest monitoring?!" - pyta matka podopiecznego. Oczekuje kontroli - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Q
Qu
27 lutego, 2:33, Gość:

Wcale nie musi to być patologiczna rodzina, choroba alkoholowa zdarza się w różnych środowiskach. Szkoda, że nie każdy umie to zrozumieć...

w tym kraju wiekszosc potrafi zrozumiec tylko czubek wlasnego nosa..wszystko co poza jest niepojete...glupi i dumni - takie pownno byc motto tego smiesznego narodu ;]

G
Gość

Wcale nie musi to być patologiczna rodzina, choroba alkoholowa zdarza się w różnych środowiskach. Szkoda, że nie każdy umie to zrozumieć...

N
Nikt

Gdzie mamusia była jak synek w nałóg wpadał? czyżby podobna patolka i teraz na odszkodowanie liczy?

J
Jolcia

Czy mamusia współuzależniona, broni synka pijaka. Wiem to się ładnie nazywa choroba alkoholowa, no ale chory człowiek idzie do lekarza i się leczy.

Dodaj ogłoszenie