Kadry medycznej jest "na styk". System opieki zdrowotnej jeszcze jakoś się kręci

Roman Laudański
Roman Laudański
Fot Konrad Kozłowski
Udostępnij:
W Bydgoszczy trzy uczelnie kształcą pielęgniarki i pielęgniarzy. W Toruniu jedna, a we Włocławku dwie. Dlaczego absolwenci nie podejmują pracy, skoro wszyscy chcieliby ich zatrudniać?

- Słyszałam, że tylko 30 procent absolwentów pielęgniarstwa podejmuje pracę w zawodzie – mówi Karolina Welka, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku. - W systemie ochrony zdrowia przez lata powstałą luka pokoleniowa. Staramy się zachęcać każdy rocznik do współpracy ze szpitalem. Mamy stosunkowo młode pielęgniarki, pracujące od kilku lat po studiach oraz osoby w wieku emerytalnym. Podobnie jest z lekarzami. Przypominam, że szpital we Włocławku nie jest ośrodkiem akademickim, lekarskim. Do pracy trafiają ludzie z innych miast. Lekarz po studiach podejmujący staż i rezydenturę w jakimś mieście, zakłada rodzinę, kupuje mieszkanie i osiedla się. Trochę inaczej wygląda to w miejscowościach, w których takich uczelni nie ma. W ramach programu “Medyk jutra” rozmawiamy już ze studentami piątego, szóstego roku, których zapraszamy, by robili u nas rezydentury. Jeśli zwiążą się z miejscem, to jest szansa, że będą zasilały kadry takiej placówki jak nasza. Mamy sześć takich osób. A jeśli chodzi o pielęgniarki, pielęgniarzy, opiekunów medycznych, przydałoby się nam ich więcej. Na dodatek w czasach Covidu, otwierane są szpitale tymczasowe czy jednoimienne, które potrzebują specjalistycznych kadr. Od dwóch – trzech lat uczelnie medyczne otworzyły szerzej rekrutację, ale wykształcenie lekarza specjalisty zajmuje lat dziesięć! A przecież ciągle ludzie odchodzą na emerytury. Covid zweryfikował dorabianie, wiele osób przeszło na emerytury i nie dorabia w szpitalu, poradni czy przychodni. System pracy w warunkach pandemicznych jest bardzo obciążający fizycznie i psychicznie.

Braki były i będą

Każdy szpital boryka się dziś z brakiem kadr lekarskich i pielęgniarskich.
- Braki personelu były i będą – przyznaje dr Bartosz Jakub Myśliwiec, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, naczelny lekarz Szpitala Wielospecjalistycznego im. doktora Ludwika Błażka w Inowrocławiu. - Obecnym składem zapewniamy bieżącą działalność, grafiki, opieka dzienna nad pacjentami są zapewnione. Chyba że mamy sytuacje losowe, jak choroba. Dla stuprocentowej jakości opieki przydałoby się więcej specjalistów neurologów, chorób wewnętrznych, co najmniej po siedmiu na każdym z oddziałów, a mamy łącznie na tych dwóch oddziałach ośmiu lekarzy i rezydenta. Podobnie z urologią, chcielibyśmy sześciu specjalistów, mamy trzech. Najbardziej dokuczliwe braki są na neurologii (trzech specjalistów i jeden rezydent). Gdyby było kolejnych trzech specjalistów, to moglibyśmy reaktywować oddział udarowy i byłoby mniejsze obciążenie dyżurowe dla obecnego personelu. Z pielęgniarkami większych problemów nie ma. Przy pierwszej fali koronawirusa więcej personelu chorowało, teraz mamy pojedyncze przypadki. Pielęgniarki zawsze są potrzebne i chętniej zatrudnilibyśmy dodatkowe. Przydałaby się także większa liczba instrumentariuszek na bloku operacyjnym. Kadry jest “na styk” Zabiegi planowe się odbywają, ale przy większej liczbie personelu zmniejszyłoby się dotychczasowe obciążenie Z ratownikami medycznymi i fizjoterapeutami na dziś nie ma większego problemu.

Praca dla 60. pielęgniarek

Dr Jacek Kryś – dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. A. Jurasza: - Braki kadrowe lekarzy w naszym szpitalu są zauważalne ze szczególnym uwzględnieniem oddziałów intensywnej terapii dorosłych i dzieci, psychiatrii dziecięcej, chirurgii ogólnej, nefrologii i neurochirurgii. W naszym szpitalu rezydenturę realizuje aktualnie około 200 lekarzy, co w dużym stopniu niweluje istniejące braki. Problemy kadrowe w większym stopniu dotyczą personelu pielęgniarskiego – jesteśmy w stanie od zaraz przyjąć do pracy nawet 60 pielęgniarek. Ich przyczyną, jak w większości szpitali w Polsce są problemy z brakiem tzw. zastępowalności pokoleń. Dziś wysokości wynagrodzeń personelu pielęgniarskiego są regulowane ustawowo, nie wydaje się, zatem by względy finansowe miały negatywny wpływ na wybór miejsca pracy.

Droga donikąd

Katarzyna Florek, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek Położnych w Bydgoszczy. - Nasza sytuacja kadrowa znana jest od lat. Nie wiem, jak to się wszystko dalej kręci. Nieuchronnie zmierzamy do zawalenia się systemu, chociaż dla mnie on już się zawalił. Zawsze brakowało rąk do pracy. Nie ma zastępowalności pokoleniowej. Koleżanki z mojego rocznika powoli odchodzą na emeryturę. Część z nich już nie chce pracować na emeryturze, bo wcześniej pracowały ponad miarę. Nie są zainteresowane dodatkami, chcą odpocząć. Mają serdecznie dość. Do tego dochodzi fala hejtu, że pracujemy w kombinezonach, że nie jesteśmy na każde wezwanie pacjenta. Nie da się, bo nas nie ma. Ludzie tego słuchają, ale nie słyszą. Nasze postulaty nigdy nie były traktowane poważnie. To sytuacja patowa, droga donikąd.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Koniec stanu epidemii w Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie