Kajakowy supermaraton weteranów na Brdzie. Za nimi 127 kilometrów non stop

Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
Na trasie supermaratonu przy pomoście w Pile – Młyn. Od lewej: Grzegorz Rajewski, Tadeusz Szypliński, Andrzej Gomol, Bogusław Smaga i Bartosz Żurek
Na trasie supermaratonu przy pomoście w Pile – Młyn. Od lewej: Grzegorz Rajewski, Tadeusz Szypliński, Andrzej Gomol, Bogusław Smaga i Bartosz Żurek Fot. Anna Żurek
Pięcioosobowa ekipa kajakarzy – turystów z Bydgoszczy, Poznania, i Gdańska pokonała 127-kilometrowy odcinek Brdy z Przechlewa do Zatoki Suchej koło Sokole – Kuźnicy. Czas: 25 godzin i 11 minut.

Zobacz wideo: Bezpieczeństwo nad wodą. To musisz wiedzieć!

Start siedmioosobowej ekipy, bo tylu w sumie kajakarzy rzuciło wyzwanie rzece, nastąpił o północy z piątku na sobotę na plaży OSiR-u w Przechlewie nad Jeziorem Końskim. Na trasie odpadło dwóch.

Ale nie uprzedzajmy wypadków - już 3 km od chwili wypłynięcia, a więc w środku nocy, kajakarze natrafili na zwałowisko drzew przegradzające całe koryto Brdy i musieli je obchodzić brzegiem po bagnie. Dalej było już dobrze i o godz. 3.00 (po przepłynięciu pierwszych 25 km) meldowali się na północnym brzegu Jeziora Charzykowskiego w Małych Swornychgaciach. Stąd aż do zapory w Mylofu musieli pokonać 28 km po stojącej wodzie (to 8 kolejnych jezior).

Nie wszystko szło dobrze

W Męcikale, na skutek odnowienia kontuzji obojczyka, odpadł pierwszy uczestnik – Konrad Peszel z Gniezna. W Mylofie z powodu niedyspozycji na brzeg musiał zejść Wojciech Szała z Poznania. W obu przypadkach nie pomogły nawet silne dawki środków przeciwbólowych. Na odcinku z Mylofu do Gołąbka (41,5 km) mężczyznom towarzyszyła Magda Staniszewska z Poznani.

Manewry między drzewami

Od Mylofu aż do Piły – Młyn (56 km) Brda płynie wartkim nurtem przez Bory Tucholskie, ale teraz jej poziom jest dość niski, co spowalnia przepływ i odsłania leżące w wodzie drzewa. Trzeba więc manewrować między przeszkodami, a czasem przeskakiwać z rozpędu ponad kłodami. Dla Grzegorza Rajewskiego zakończyło się to przebiciem kadłuba i koniecznością wymiany nabierającego wody kajaka.

To też może Cię zainteresować

Na szczęście kajakarzom towarzyszyła brzegowa ekipa wsparcia (jadąca samochodem z przyczepą kajakową), więc z podmianą nie było problemu. Na całej trasie pan Grzegorz musiał aż trzykrotnie wymieniać sprzęt pływający.

- Bardzo dużo czasu, bo około 45 minut, straciliśmy tuż przed miejscowością Świt w Piekiełku, gdzie drogę przegradzało skomplikowane zwałowisko leżącego w wodzie dęba i kilku innych drzew. Trzeba było wyjść na wysoki brzeg i przeciągnąć nim po błotnistym gruncie i innych powalonych drzewach kajaki – wspomina Andrzej Gomol z Sekcji Turystyki Kajakowej RTW Lotto-Bydgostia.

A Grzegorz Rajewski (większość kajakarzy kojarzy go z Międzynarodowego Zimowego Spływu Kajakowego na Brdzie Energetyków, na którym od lat pełni funkcję komandora) apeluje do Tucholskiego parku Krajobrazowego, aby udrożnił przepływ, jako że jest to wyjątkowo niebezpieczne miejsce nawet dla doświadczonych wodniaków. A co dopiero dla rodzin z dziećmi na pokładach kajaków. Tam może dojść do nieszczęścia! - uczula Rajewski.

Na zalewie w blasku księżyca

Po wpłynięciu późnym wieczorem na Zalew Koronowski i zapadnięciu zmroku, nad parującą wodą i w blasku księżyca w pełni uniosła się cienka warstwa mgły…

To też może Cię zainteresować

- To było niezwykłe zjawisko. Ta mgła całkowicie spowiła kajaki, przykryła je, a powyżej naszych piersi przejrzystość powietrza była już normalna. To oraz zmęczenie i niewyspanie, brak punktów odniesienia, rodziło omamy wzrokowe. Ale o godzinie 1.11 w nocy w niedzielę szczęśliwie odnaleźliśmy wpływ do Zatoki Suchej opodal Solole - Kuźnicy – relacjonuje Grzegorz Rajewski.
Uczestnicy ekstremalnego rejsu byli w dobrej kondycji, zaś Andrzej Gomol w tak doskonałej, że chciał płynąć dalej do Bydgoszczy. Koledzy odwiedli go jednak od tego zamiaru.

Można nawet w tym wieku

Tu należy się uczestnikom supermaratonu pochwała za determinację, odporność psychiczną, męstwo i siłę, także tym, którzy nie dopłynęli do końca. Pochwała tym bardziej zasadna, że trzeba ich zaliczyć do starszego już pokolenia, a na pewno do weteranów szlaków kajakowych. Najstarszym z kajakarzy jest Tadeusz Szypliński - rocznik 1951, zaś Grzegorz Rajewski - 1952. Ten drugi jest po trzech operacjach kręgosłupa i dopiero co zakończonej długiej, szczęśliwie skutecznej rehabilitacji. A i pozostali do młodzików nie należą. Najmłodszy jest Bartosz Żurek

Wiosłujący: Magda Staniszewska, Tadeusz Szypliński, Andrzej Gomol, Konrad Peszel, Bogusław Smaga, Wojciech Szała, Bartosz Żurek, Grzegorz Rajewski.

Grupę wsparcia brzegowego stanowili: Łukasz Stachowiak, Krzysztof Palmowski, Anna Żurek i Celina Drzyzga – Rajewska.

* Ale to nie koniec - wodniacy już planują przyszłoroczną wyprawę. Wypłyną z Zatoki Suchej i przez 12 godzin będą forsować najpierw północną część Zalewu Koronowskiego, a potem Brdę pod prąd, po czym zawrócą do Zatoki Suchej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie