Kazimierz Marcinkiewicz - premier, który był potrzebny Polakom. Czyli czego się nauczyliśmy na jego błędach

Karina Obara
Karina Obara
Były premier przyznaje, że nie jest już tym samym człowiekiem. Otworzył się na inność, zrozumiał błędy, pojął, co go zniszczyło. Przykłada to zrozumienie do polskiego tu i teraz: nie rozmawiamy ze sobą, nie potrafimy tworzyć wspólnoty, nie mamy celu, który nas połączy, kierujemy się wiarą, a nie rozumem.
Były premier przyznaje, że nie jest już tym samym człowiekiem. Otworzył się na inność, zrozumiał błędy, pojął, co go zniszczyło. Przykłada to zrozumienie do polskiego tu i teraz: nie rozmawiamy ze sobą, nie potrafimy tworzyć wspólnoty, nie mamy celu, który nas połączy, kierujemy się wiarą, a nie rozumem. Sylwia Dąbrowa
Komentarz Historia Kazimierza Marcinkiewicza, byłego premiera, to ciekawy przykład, jak głęboko może się zmienić twardogłowy polityk. Pod warunkiem, że doświadczy upokorzenia (sam Marcinkiewicz nazwał to przejechanie walcem) i przeżyje.

Wcześniej konserwatywny, przeciwnik aborcji, mąż od kilku dekad, wychowany przez księży, zamknięty na różnorodność, ale ambitny, wyznawca PiS i jego wartości. Jego przemiana zaczęła się nie wtedy, gdy poznał „sławną” Isabell, ale gdy zaczął regularnie wyjeżdżać z Polski, interesować się światem, biznesem, czymś więcej niż to, do czego nawykł i co wpajano mu od dziecka. Tak, znajomość i małżeństwo z nadwrażliwą Izą nie wyszło mu na dobre. Jej zresztą też nie. Teraz nie chcą go w Koalicji Europejskiej, bo ma za dużo osobistych problemów. Iza do dziś nie odpuszcza „byłemu”, chce przekraczających jego możliwości alimentów, ciąga go po sądach, jej cień wisi nad nim, zmuszając do rewizji całego życia. Opowiadał o tym w kilku wywiadach. Już nie obnaża się głupio, jak kiedyś. Wyraża skruchę, zwracając uwagę, że ukształtowało go wszystko to, co stało się przyczyną jego klęski. W dużym stopniu jest też przyczyną niepowodzeń wielu rodaków.

To zaściankowość, zawierzanie innym, niebranie odpowiedzialności za własne życie. Zostało mu kilku wiernych przyjaciół, którzy nawet jeśli surowo go ocenili, co słuszne i potrzebne, nie opuścili go jednak, wspierali w przemianie.

Ale czy naprawdę się zmienił? Tego dowiemy się pewnie u schyłku jego życia. Były premier przyznaje, że nie jest już tym samym człowiekiem. Otworzył się na inność, zrozumiał błędy, pojął, co go zniszczyło. Przykłada to zrozumienie do polskiego tu i teraz: nie rozmawiamy ze sobą, nie potrafimy tworzyć wspólnoty, nie mamy celu, który nas połączy, kierujemy się wiarą, a nie rozumem. Oczywiste? Jak widać po stanie życia publicznego i wielu polskich rodzin - nie dla wszystkich. Może dlatego potrzebowaliśmy byłego premiera. Każdy kraj ma takiego Marcinkiewicza, jakiego sam stworzył. I spróbuje zrozumieć.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie