Konflikt urzędników ośrodka adopcyjnego w Toruniu z rodzinami zastępczymi

(km)
sxc.hu
- Nie mamy wsparcia od urzędników. Boimy się ich - mówi Waldemar Kułakowski, szef stowarzyszenia rodzin zastępczych Wirgilusz. W ubiegłym tygodniu niektórzy dostali publicznie nagany. Matki płakały.

www.pomorska.pl/torun

Więcej informacji z Torunia znajdziesz na podstronie www.pomorska.pl/torun

Sygnały o tym, że współpraca nie układa się dobrze, docierały do nas od wielu miesięcy. Kilka dni temu do redakcji zadzwoniła matka zastępcza: - Dyrektorki ośrodka pomocy i ośrodka adopcyjnego zwołały zebranie. Publicznie mówiły, gdzie źle się dzieje. Jak tak można nas traktować?! Nie mamy się do kogo zwrócić. Jesteśmy zależni od tych urzędników. Musimy być posłuszni.

Twierdzi, że na spotkaniu po nazwiskach wytykano tych, którzy nie są potulni, chwaląc pokornych. Anna Sobiesiak, dyrektor ośrodka adopcyjnego nie pamięta, czy padały konkretne nazwiska. Uczestniczka zebrania opowiada: - Parę dni wcześniej rozwiązano jedną rodzinę, więc panie dyrektor opowiadały o tym, dlaczego to zrobiono, wylewając na nią pomyje. Bez jej udziału! Ci ludzie nie mogli nawet powiedzieć słowa na swoją obronę!

Dyrektor ośrodka adopcyjnego odpowiada: - Opowiadaliśmy tylko o sytuacjach, które dzieją się w rodzinach zastępczych. Być może więc ktoś poczuł się zagrożony. Przede wszystkim mamy na uwadze dobro dzieci.

Waldemar Kułakowski, prezes stowarzyszenia Wirgilusz, jako jedyny zgadza się mówić pod nazwiskiem: - Boli nas niezrozumienie urzędników, akurat tych, na których chcielibyśmy liczyć. Do nas trafiają często dzieci z rodzin patologicznych, po przejściach. Miewamy z nimi poważne kłopoty. Nie prosimy o pomoc, ponieważ później nam się to wytyka. Były takie przypadki.

Anna Sobiesiak zaprzecza, twierdząc, że to ona była inicjatorką powstania stowarzyszenia, a dwa lata temu, po objęciu stanowiska, zorganizowała dla rodzin szereg szkoleń. Zachęca też do korzystania z pomocy pedagogów i psychologów: - O problemach trzeba rozmawiać. Każda rodzina takie miewa. Na pewno nie użyjemy ich przeciwko niej.

Torunianka, która jest rodziną zastępczą dla swoich wnuków mówi, że jej kontakt z urzędnikami ogranicza się do ich wizyt kontrolnych: - Podobno organizowane są jakieś bale, spotkania integracyjne, imprezy. Ale nie wiem dla kogo. Miałam duże problemy emocjonalne z wnuczką, która nie mogła otrząsnąć się po tułaczkach z matką alkoholiczką. Pytałam moją opiekunkę o możliwość skorzystania z pomocy psychologa. Powiedziała, że takiej nie ma. Chodziłam więc z wnuczką do specjalisty prywatnie. W tym roku już mnie na to nie stać.

Waldemar Kułakowski: - Powiem szczerze, czuję się oszukany. Poza tym pomyłką jest, że ta sama instytucja ma nas wspierać i kontrolować.

Zdarzają się jednak także takie wypowiedzi: - Jesteśmy ludźmi, którzy potrafią współpracować ze wszystkimi, a jak mamy jakieś kłopoty, to po prostu sobie z nimi radzimy.
Anna Sobiesiak: - Zawsze znajdzie się grupa niezadowolonych, ale z większością współpracuje nam się dobrze.

Obie strony deklarują wolę porozumienia. Dla dobra dzieci.

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
funia

procedury adopcyjne w Polsce są upokarzające dla "kandydatów dla rodziców". Piszę z innego województwa, gdzie nie okazano nam z mężem nawet cienia sympatii dyskwalifkując przez różnicę wieku między mną a przyszłym ojcem....więcej tam nie wrócimy. Ja jestem całkowicie zdrowa, więc jedyne co zostaje to in-vitro z nasieniem dawcy, obciążające mnie stymulacje hormonalne... i trochę wiecej cierpienia. Ale nie zdobędę się na dalsze upokorzenia. jest mi bardzo przykro, bo marzyliśmy o dziecku adopcyjnym.

a
anka

Witam wszystkich,
opisałam już wcześniej naszą historię ze wspaniałym OAO przy ul.Mostowej 30 ( stary adres. Jednak głupota tam panująca mnie zadziwia.Myślałam, że już mnie nic nie zdziwi.Pisałam, że byliśmy u wszechwiedzącej dyrektorki tego ośrodka w lipcu.Pisałam tez jakie ta "wspaniała" kobieta dała nam wskazówki, że mamy zmienić ośrodek, adoptować chore dziecko itp.Po tej jałowej dyskusji postanowiliśmy czekać, nie zabierać papierów, powiedzieliśmy sobie może wreszcie się doczekamy.Przestaliśmy tam dzwonić.I co? Przed świętami Bożego Narodzenia przychodzi list z ośrodka a tam Pani Dyrektor się pyta co oni mają robić bo nie wiedzą czy my zabieramy papiery czy nie.Ręce mi opadły.Nie mam słów aby określić pomyślunek tych ludzi.Zajęło im to 4 miesiące.Oczywiście trzeba było napisać bo przecież telefon to wielki wynalazek i nie każdy potrafi się takim cudem posługiwać.Marczela jak chcesz to pisz [email protected]

m
mama

Ośrodek z ul. Mostowej został przeniesiony na Konstytucji, niestety z tymi samymi pracownikami. Zachęcam do kontaktu z Diecezjalnym Ośrodkiem Adopcyjno Opiekuńczym przy ul. Marii Panny 2 tel.56 6522626 biuro czynne poniedziałek, wtorek, piątek w godz. 16.00-18.00 czwartek 10.00-12.00. Tam my załatwialiśmy. W tym ośrodku ludzi traktuje się poważnie. Dokumenty trzeba odebrać z OAO i dostarczyć do DOAO. Życie jest krótkie i piękne jak umiemy omijać ludzi i urzędników, którzy nie wykonują swoich obowiązków zgodnie z zakresem czynności, a pokazują jacy są ważni. Na temat OAO mam bardzo negatywna opinię. Przyszli rodzice trzymajcie się, bo na Was czekają dzieci.

m
marczela
Witam wszystkich,
Z mężem do Ośrodka w Toruniu na Mostowej 30 zapisaliśmy się w 2008r.Nasza decyzja była taka, że zdecydowaliśmy się na starsze dziecko od 3-5 lat.Na początku chcieliśmy aby to była dziewczyna ale potem zmieniliśmy zadanie i stwierdziliśmy, że jest to bez różnicy czy dziewczynka czy chłopczyk.Panie w ośrodku przyjęły nas bardzo ciepło, spotykaliśmy się co miesiąc i rozmawialiśmy o różnych sprawach związanych z adopcją.I tak przez 9 miesięcy.Te 9 miesięcy były miłe, spokojne.Gdyby na tym się kończyło to ośrodek rewelacja!Po zakończonym szkoleniu przyszedł czas na wizytę Pani z ośrodka u nas w domu.Nie ma sprawy, nie mamy nic do ukrycia.Pani się umówiła z nami na wyjeździe z Torunia, podjechała swoim autem, zostawiła je i przesiadła się do naszego samochodu.Tak.... bo niestety musieliśmy po Panią przyjechać 60 km jechać z Panią do nas do domu następne 60 km ,odstawić Panią do Torunia następne 60 km i wrócić do domu 60 km czyli 240 km.Na koniec usłyszeliśmy od Pani " ale mnie nie wydacie?".Podobno Panie nie dostają delegacji.No ale cóż pomyśleliśmy swoje i pojeździliśmy sobie mając na uwadze , że to dla dziecka.Po wizycie były testy, następna parodia.Po testach czekanie na kwalifikację.Miesiąc, półtora...i cisza, zdecydowaliśmy, że sami zadzwonimy się podpytać czy dostaliśmy kwalifikację.I co usłyszeliśmy? No Państwo już od miesiąca macie kwalifikację, my dzwoniliśmy do Państwa tylko nikt nie odbierał.O kurcze! och my niezaradni podaliśmy 3 numery i żadnego nie odebraliśmy, no jacy my nieodpowiedzialni.Tylko komórki mają coś takiego, że wyświetlają numery i jak ktoś jest kulturalny to oddzwania no chyba że nikt nie dzwonił ( zaznaczam numery w ośrodku nie są zastrzeżone )a nawet jak, to nie było nawet informacji.Nieważne, nie będę tłumaczyć zasady działania tel.Następnie otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie z lekarzem, który miał przedstawić jak pielęgnować niemowlaki.Ups.....czy ktoś nie zna naszych akt? niemowlaki?Czy dziecko w wieku 3-5 lat to niemowlak?Hmmm...no ale trzeba wybaczyć, Panie są takie miłe.No i tak czekaliśmy , czekaliśmy, czekaliśmy......... Od czasu do czasu sobie dzwoniliśmy się podpytać jak się sprawy mają.Rozmowy były coraz mniej przyjemne.Słyszeliśmy, że Panie nie mają czasu, że czas oczekiwania to 3 lata? upss....jak to? jak się zapisywaliśmy było 2 lata a z racji, że starsze dziecko to krócej.Kiedyś usłyszałam, że nie mam więcej dzwonić bo oni zadzwonią jak będzie czas.Po tym postanowiliśmy zapisać się do Wojewódzkiego Banku Danych.I się wtedy zaczęło.To hasło zadziałało na Panie jak płachta na byka.Bo ten ośrodek czegoś takiego nie prowadzi.Nawet o tym nie wspomina, że coś takiego jest.Według Pani z tego ośrodka, trafiają tam dzieci których nikt nie chce.Tak to przedstawiają.A to jest nieprawda.A odpowiedź na naszą prośbę wpisania na tą listę było: "Jeśli chcecie aby wasze dane krążyły po całej Polsce to możecie się zapisać" Och co za wrażliwość.My nie mamy nic do ukrycia i mogą nasze dane wisieć nawet na słupach jeśli miałoby to coś przyspieszyć.Po tym już nawet nie udzielano nam informacji.Nadmieniam, że we wszystkich sytuacjach głupio się uśmiechaliśmy a swoje myśleliśmy.Jednak wszystko ma swój koniec.W czerwcu jak minęły 2 lata naszych oczekiwań spotkaliśmy się z Panią Dyrektor.Porażka, nie dziwię się, że to tak funkcjonuje.Dyrektorka nakłaniała nas do zmiany decyzji czyli do adopcji chorego dziecka bo takie dostaniemy od ręki.Oczywiscie nie pisze tutaj o okularach, czy wiecznej grupie czy innych drobnych schorzeniach.Pisze tu o poważnych chorobach, upośledzeniach.Stwierdziła, że jesteśmy natarczywi bo wiecznie dzwonimy i się dopytujemy.Sugerowała, że mamy zabrać dokumenty.Ale najbardziej mnie rozbawiła jak stwierdziła, że powinniśmy zapisać się do ośrodka w Bydgoszczy bo miasteczko gdzie mieszkamy należy do byłego woj.bydgoskiego.No kobiecina mnie rozbawiła.Zajęło jej to 2 lata aby to zauważyć.Tylko, że przy zapisywaniu wyraźnie się pytaliśmy czy możemy się do nich zapisać bo lepiej nam dojeżdżać do Torunia.Tylko po co to było?Po to aby sobie statystyki poprawić?A potem się naśmiewać, że byli wymagający, że wydziwiali?Jak to oczywiście mówią nowo przyjętym małżeństwom.Sama pamiętam jak na pierwszym spotkaniu Pani oczerniała jedno małżeństwo.Jak można kogoś w błąd wprowadzać?Oczywiście zaznaczam, że do dnia dzisiejszego tj.22.11.2010r nie otrzymaliśmy żadnej propozycji.Dokumentów nie odebraliśmy.Czy tak długo się czeka na starsze dzieci?Każdy kto to czyta niech sobie odpowie ilu z was czeka na starsze dzieciaki?Z tego co wiem to większość czeka na maluszki.Byliśmy skłonni adoptować nawet 6-letnie dziecko, ale niestety nie dostaliśmy takiej propozycji.Nic nie poradzimy na to,że ktoś ma ograniczone myślenie i trzyma się sztywno tego co napisane w dokumentach.A może raczej nie doceniam to nie ograniczone myślenie, to chyba wygoda, bo jedna Pani nam powiedział (oczywiście z ośrodka), że rozpatrywali nas pod względem adopcji 2 dzieci ( oczywiście ta propozycja i tak do nas nie dotarła), a my w ankiecie mamy wyraźnie zaznaczone jedno.Niestety mamy małe mieszkanie dlatego nie możemy sobie pozwolić na 2 szkrabów.Czy w ośrodku nie panuje zasada, że dziecko musi mieć swoje miejsce, pokoik? Oj nie, pewnie mi się przyśniło.Pewnie na 38 metrach może mieszkać 2 dzieci z "bagażem", 2 dorosłych i pies.Brawo pomyślunku.Tylko nie w tym kierunku.Te absurdy można mnożyć.To co napisałam to tylko nieliczne.I nie jesteśmy ani przewrażliwieni ani wymagający.Wystarczy rozmawiać, coś proponować bo najgorsze jest milczenie,cisza.Jestem bardzo ciekawa argumentów Pani Dyrektor na pytanie " dlaczego ci Państwo przez 2 i pół roku nie dostali żadnej propozycji ?"Ha ha nawet nie mieliśmy szansy być wybredni.To jest działanie dla dobra dziecka? chyba według ośrodka w Toruniu przy ul.Mostowej 30.Pozdrawiam wszystkich tam czekających i życzę dużo cierpliwości i zrozumienia dla zapracowanych Pań z ośrodka.

Anka,chetnie podzieliłabym sie z Tobą moimi ciezkimi przezyciami,ktorych dostarczyły mi i mojej rodzinie urzednicy z tego osrodka
a
anka

Witam wszystkich,
Z mężem do Ośrodka w Toruniu na Mostowej 30 zapisaliśmy się w 2008r.Nasza decyzja była taka, że zdecydowaliśmy się na starsze dziecko od 3-5 lat.Na początku chcieliśmy aby to była dziewczyna ale potem zmieniliśmy zadanie i stwierdziliśmy, że jest to bez różnicy czy dziewczynka czy chłopczyk.Panie w ośrodku przyjęły nas bardzo ciepło, spotykaliśmy się co miesiąc i rozmawialiśmy o różnych sprawach związanych z adopcją.I tak przez 9 miesięcy.Te 9 miesięcy były miłe, spokojne.Gdyby na tym się kończyło to ośrodek rewelacja!Po zakończonym szkoleniu przyszedł czas na wizytę Pani z ośrodka u nas w domu.Nie ma sprawy, nie mamy nic do ukrycia.Pani się umówiła z nami na wyjeździe z Torunia, podjechała swoim autem, zostawiła je i przesiadła się do naszego samochodu.Tak.... bo niestety musieliśmy po Panią przyjechać 60 km jechać z Panią do nas do domu następne 60 km ,odstawić Panią do Torunia następne 60 km i wrócić do domu 60 km czyli 240 km.Na koniec usłyszeliśmy od Pani " ale mnie nie wydacie?".Podobno Panie nie dostają delegacji.No ale cóż pomyśleliśmy swoje i pojeździliśmy sobie mając na uwadze , że to dla dziecka.Po wizycie były testy, następna parodia.Po testach czekanie na kwalifikację.Miesiąc, półtora...i cisza, zdecydowaliśmy, że sami zadzwonimy się podpytać czy dostaliśmy kwalifikację.I co usłyszeliśmy? No Państwo już od miesiąca macie kwalifikację, my dzwoniliśmy do Państwa tylko nikt nie odbierał.O kurcze! och my niezaradni podaliśmy 3 numery i żadnego nie odebraliśmy, no jacy my nieodpowiedzialni.Tylko komórki mają coś takiego, że wyświetlają numery i jak ktoś jest kulturalny to oddzwania no chyba że nikt nie dzwonił ( zaznaczam numery w ośrodku nie są zastrzeżone )a nawet jak, to nie było nawet informacji.Nieważne, nie będę tłumaczyć zasady działania tel.Następnie otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie z lekarzem, który miał przedstawić jak pielęgnować niemowlaki.Ups.....czy ktoś nie zna naszych akt? niemowlaki?Czy dziecko w wieku 3-5 lat to niemowlak?Hmmm...no ale trzeba wybaczyć, Panie są takie miłe.No i tak czekaliśmy , czekaliśmy, czekaliśmy......... Od czasu do czasu sobie dzwoniliśmy się podpytać jak się sprawy mają.Rozmowy były coraz mniej przyjemne.Słyszeliśmy, że Panie nie mają czasu, że czas oczekiwania to 3 lata? upss....jak to? jak się zapisywaliśmy było 2 lata a z racji, że starsze dziecko to krócej.Kiedyś usłyszałam, że nie mam więcej dzwonić bo oni zadzwonią jak będzie czas.Po tym postanowiliśmy zapisać się do Wojewódzkiego Banku Danych.I się wtedy zaczęło.To hasło zadziałało na Panie jak płachta na byka.Bo ten ośrodek czegoś takiego nie prowadzi.Nawet o tym nie wspomina, że coś takiego jest.Według Pani z tego ośrodka, trafiają tam dzieci których nikt nie chce.Tak to przedstawiają.A to jest nieprawda.A odpowiedź na naszą prośbę wpisania na tą listę było: "Jeśli chcecie aby wasze dane krążyły po całej Polsce to możecie się zapisać" Och co za wrażliwość.My nie mamy nic do ukrycia i mogą nasze dane wisieć nawet na słupach jeśli miałoby to coś przyspieszyć.Po tym już nawet nie udzielano nam informacji.Nadmieniam, że we wszystkich sytuacjach głupio się uśmiechaliśmy a swoje myśleliśmy.Jednak wszystko ma swój koniec.W czerwcu jak minęły 2 lata naszych oczekiwań spotkaliśmy się z Panią Dyrektor.Porażka, nie dziwię się, że to tak funkcjonuje.Dyrektorka nakłaniała nas do zmiany decyzji czyli do adopcji chorego dziecka bo takie dostaniemy od ręki.Oczywiscie nie pisze tutaj o okularach, czy wiecznej grupie czy innych drobnych schorzeniach.Pisze tu o poważnych chorobach, upośledzeniach.Stwierdziła, że jesteśmy natarczywi bo wiecznie dzwonimy i się dopytujemy.Sugerowała, że mamy zabrać dokumenty.Ale najbardziej mnie rozbawiła jak stwierdziła, że powinniśmy zapisać się do ośrodka w Bydgoszczy bo miasteczko gdzie mieszkamy należy do byłego woj.bydgoskiego.No kobiecina mnie rozbawiła.Zajęło jej to 2 lata aby to zauważyć.Tylko, że przy zapisywaniu wyraźnie się pytaliśmy czy możemy się do nich zapisać bo lepiej nam dojeżdżać do Torunia.Tylko po co to było?Po to aby sobie statystyki poprawić?A potem się naśmiewać, że byli wymagający, że wydziwiali?Jak to oczywiście mówią nowo przyjętym małżeństwom.Sama pamiętam jak na pierwszym spotkaniu Pani oczerniała jedno małżeństwo.Jak można kogoś w błąd wprowadzać?Oczywiście zaznaczam, że do dnia dzisiejszego tj.22.11.2010r nie otrzymaliśmy żadnej propozycji.Dokumentów nie odebraliśmy.Czy tak długo się czeka na starsze dzieci?Każdy kto to czyta niech sobie odpowie ilu z was czeka na starsze dzieciaki?Z tego co wiem to większość czeka na maluszki.Byliśmy skłonni adoptować nawet 6-letnie dziecko, ale niestety nie dostaliśmy takiej propozycji.Nic nie poradzimy na to,że ktoś ma ograniczone myślenie i trzyma się sztywno tego co napisane w dokumentach.A może raczej nie doceniam to nie ograniczone myślenie, to chyba wygoda, bo jedna Pani nam powiedział (oczywiście z ośrodka), że rozpatrywali nas pod względem adopcji 2 dzieci ( oczywiście ta propozycja i tak do nas nie dotarła), a my w ankiecie mamy wyraźnie zaznaczone jedno.Niestety mamy małe mieszkanie dlatego nie możemy sobie pozwolić na 2 szkrabów.Czy w ośrodku nie panuje zasada, że dziecko musi mieć swoje miejsce, pokoik? Oj nie, pewnie mi się przyśniło.Pewnie na 38 metrach może mieszkać 2 dzieci z "bagażem", 2 dorosłych i pies.Brawo pomyślunku.Tylko nie w tym kierunku.Te absurdy można mnożyć.To co napisałam to tylko nieliczne.I nie jesteśmy ani przewrażliwieni ani wymagający.Wystarczy rozmawiać, coś proponować bo najgorsze jest milczenie,cisza.Jestem bardzo ciekawa argumentów Pani Dyrektor na pytanie " dlaczego ci Państwo przez 2 i pół roku nie dostali żadnej propozycji ?"Ha ha nawet nie mieliśmy szansy być wybredni.To jest działanie dla dobra dziecka? chyba według ośrodka w Toruniu przy ul.Mostowej 30.Pozdrawiam wszystkich tam czekających i życzę dużo cierpliwości i zrozumienia dla zapracowanych Pań z ośrodka.

X
Xenia

Jestem w ciężkim szoku po tym co przeczytałam. Chodzimy z mężęm na kurs adopcyjny do tego ośrodka, od kwietnia tegoż roku i nie spotkaliśmy się z niechęcia pracowników - wręcz odwrotnie. Nikt nie podciął nam skrzydeł, ani nie odebrał nadziei. Spotkania odbywają się w bardzo przyjaznej atmosferze. Pewnie jak to zazwyczaj bywa nikomu sie nie dogodzi, zawsze będą ludzie za i przeciw. Trzeba sprawdzić na własnej skórze i niczym sie nie sugerować przy podejmowaniu tak ważnej życiowej decyzji.

~~gość~~
W dniu 24.06.2010 o 12:20, Gość napisał:

Tak czytam i nie mogę uwieżyć co Wy za bzdury wypisujecie. Ale myślę, że jeżeli ktoś kto to czyta i zastanawia się nad adopcją nie zrezygnuje z podjętej decyzji. Można wybrać Ośrodek Adopcyjny jaki się chce. Ale osoba ,która to pisze nie ma chyba pojęcia co chce przekazać innym osobom czekającym na dziecko/ja krótko po adopcji/.



No właśnie, chyba źle czytasz i nie potrafisz wyciągać wniosków.Nikt tu nikogo nie zniechęca do adopcji tylko pisze o ośrodku adopcyjnym na ul.Mostowej.To co tu napisane można powiedzieć jest przestrogą dla przyszłych małżeństw, że ośrodek ten w swoim funkcjonowaniu kuleje i to bardzo.Doskonale podcina skrzydła i odbiera nadzieję.Właśnie ten ośrodek potrafi bardzo zniechęcić małżeństwa do adopcji.Ale pewnie pracujesz w tym ośrodku i nie wiesz co pisać.
G
Gość

Tak czytam i nie mogę uwieżyć co Wy za bzdury wypisujecie. Ale myślę, że jeżeli ktoś kto to czyta i zastanawia się nad adopcją nie zrezygnuje z
podjętej decyzji. Można wybrać Ośrodek Adopcyjny jaki się chce.
Ale osoba ,która to pisze nie ma chyba pojęcia co chce przekazać innym osobom czekającym na dziecko/ja krótko po adopcji/.

G
Gość
W dniu 06.06.2010 o 08:51, Gość napisał:

Można pominąć współpracę z OAO przy Mostowej i zgłosić sie do Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjno Opiekuńczego, który mieści się przy ul. Marii Panny obok sklepu z dewocjonaliami. Tam jest milsza atmosfera. W banku danych o dzieciach jest dużo dzieci czekających na rodziny. Nie rozumiem dlaczego nie podaje się listy tych dzieci. Chętni rodzice mogliby spokojnie przeanalizować i zaakceptować swój wybór. Nie rozumiem dlaczego to akurat pracownicy Ośrodków adopcyjnych dobierają dzieci do rodziców. Koło Krakowa istnieje ośrodek, gdzie przyszli rodzice przebywają z oczekującymi dziećmi na rodziny. Tam właśnie dzieci pierwsze dają znaki i zbliżają się do wybranej pary lub osoby samotnej - czekających na dzieci. Znam dwie osoby samotne, które w ten sposób dały szczęście porzuconym dzieciom. Do dnia dzisiejszego są szczęśliwymi matkami. Jedna z nich ma już pełnoletniego syna a po adopcji jej stan zdrowia znacznie uległ poprawie. Ma dla kogo żyć i odwrotnie. Adopcja starszego dziecka jest nie przynosi nam wielu niespodzianek związanych z ukrytymi wadami rozwojowymi. Widzimy aktualny rozwój dziecka i możemy spokojnie wychowywać je stymulując jego rozwój. Natomiast malutkie dziecko jest wielką niespodzianką. Pracownicy OAO nie przekazują rzetelnych informacji o dzieciach. Dlatego tez warto skontaktować się z organizacjami zajmującymi się rodzicielstwem zastępczym, które organizują spotkania, wspierają rodziców i dzieci, organizują róznego rodzaju wiedza na temat zaburzeń dzieci i stymulacji ich. Są tam praktycy z wieloletnim praktycznym doświadczeniem. Od nich możemy nauczyć się bardzo duzo. Jestem mama adopcyjną i zastępcza od ponad dwudziestu kilku lat. Jestem nie tylko teoretykiem, ale również praktykiem w wychowywaniu dzieci z różnymi problemami. Zainteresowani proszę o zgłaszanie sie do Wirgiliusza, gdzie można nawiązać z nami kontakt. Powodzenia! Nie zniechęcajcie się. Dzieci na Was oczekują.

G
Gość
W dniu 06.06.2010 o 08:51, Gość napisał:

Można pominąć współpracę z OAO przy Mostowej i zgłosić sie do Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjno Opiekuńczego, który mieści się przy ul. Marii Panny obok sklepu z dewocjonaliami. Tam jest milsza atmosfera. W banku danych o dzieciach jest dużo dzieci czekających na rodziny. Nie rozumiem dlaczego nie podaje się listy tych dzieci. Chętni rodzice mogliby spokojnie przeanalizować i zaakceptować swój wybór. Nie rozumiem dlaczego to akurat pracownicy Ośrodków adopcyjnych dobierają dzieci do rodziców. Koło Krakowa istnieje ośrodek, gdzie przyszli rodzice przebywają z oczekującymi dziećmi na rodziny. Tam właśnie dzieci pierwsze dają znaki i zbliżają się do wybranej pary lub osoby samotnej - czekających na dzieci. Znam dwie osoby samotne, które w ten sposób dały szczęście porzuconym dzieciom. Do dnia dzisiejszego są szczęśliwymi matkami. Jedna z nich ma już pełnoletniego syna a po adopcji jej stan zdrowia znacznie uległ poprawie. Ma dla kogo żyć i odwrotnie. Adopcja starszego dziecka jest nie przynosi nam wielu niespodzianek związanych z ukrytymi wadami rozwojowymi. Widzimy aktualny rozwój dziecka i możemy spokojnie wychowywać je stymulując jego rozwój. Natomiast malutkie dziecko jest wielką niespodzianką. Pracownicy OAO nie przekazują rzetelnych informacji o dzieciach. Dlatego tez warto skontaktować się z organizacjami zajmującymi się rodzicielstwem zastępczym, które organizują spotkania, wspierają rodziców i dzieci, organizują róznego rodzaju wiedza na temat zaburzeń dzieci i stymulacji ich. Są tam praktycy z wieloletnim praktycznym doświadczeniem. Od nich możemy nauczyć się bardzo duzo. Jestem mama adopcyjną i zastępcza od ponad dwudziestu kilku lat. Jestem nie tylko teoretykiem, ale również praktykiem w wychowywaniu dzieci z różnymi problemami. Zainteresowani proszę o zgłaszanie sie do Wirgiliusza, gdzie można nawiązać z nami kontakt. Powodzenia! Nie zniechęcajcie się. Dzieci na Was oczekują.

G
Gość

Można pominąć współpracę z OAO przy Mostowej i zgłosić sie do Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjno Opiekuńczego, który mieści się przy ul. Marii Panny obok sklepu z dewocjonaliami. Tam jest milsza atmosfera. W banku danych o dzieciach jest dużo dzieci czekających na rodziny. Nie rozumiem dlaczego nie podaje się listy tych dzieci. Chętni rodzice mogliby spokojnie przeanalizować i zaakceptować swój wybór. Nie rozumiem dlaczego to akurat pracownicy Ośrodków adopcyjnych dobierają dzieci do rodziców. Koło Krakowa istnieje ośrodek, gdzie przyszli rodzice przebywają z oczekującymi dziećmi na rodziny. Tam właśnie dzieci pierwsze dają znaki i zbliżają się do wybranej pary lub osoby samotnej - czekających na dzieci. Znam dwie osoby samotne, które w ten sposób dały szczęście porzuconym dzieciom. Do dnia dzisiejszego są szczęśliwymi matkami. Jedna z nich ma już pełnoletniego syna a po adopcji jej stan zdrowia znacznie uległ poprawie. Ma dla kogo żyć i odwrotnie. Adopcja starszego dziecka jest nie przynosi nam wielu niespodzianek związanych z ukrytymi wadami rozwojowymi. Widzimy aktualny rozwój dziecka i możemy spokojnie wychowywać je stymulując jego rozwój. Natomiast malutkie dziecko jest wielką niespodzianką. Pracownicy OAO nie przekazują rzetelnych informacji o dzieciach. Dlatego tez warto skontaktować się z organizacjami zajmującymi się rodzicielstwem zastępczym, które organizują spotkania, wspierają rodziców i dzieci, organizują róznego rodzaju wiedza na temat zaburzeń dzieci i stymulacji ich. Są tam praktycy z wieloletnim praktycznym doświadczeniem. Od nich możemy nauczyć się bardzo duzo. Jestem mama adopcyjną i zastępcza od ponad dwudziestu kilku lat. Jestem nie tylko teoretykiem, ale również praktykiem w wychowywaniu dzieci z różnymi problemami. Zainteresowani proszę o zgłaszanie sie do Wirgiliusza, gdzie można nawiązać z nami kontakt. Powodzenia! Nie zniechęcajcie się. Dzieci na Was oczekują.

G
Gość
W dniu 31.05.2010 o 08:00, ~~gość~~ napisał:

To jest normalne w tym ośrodku.Myślę, że ten ośrodek powinien być zamknięty.Powinno się powołać nowy skład, taki, który nie pokazuje swojej wyższości tylko pomaga ludziom i przede wszystkim dzieciom.Niestety sama miałam przyjemność poznać czym jest wydzieranie się jednej z Pań ośrodka na rodzica.Kiedyś zadzwoniłam z zapytaniem do ośrodka i Pani wręcz darła się na mnie, że po co do nich dzwonię, oni nie maja czasu jak przyjdzie czas to problem się rozwiąże.Czy tak ma działać ta instytucja?Czy osoby tam pracujące są na właściwych miejscach?Szkoda, że tak mało rodziców pisze o problemach z tym ośrodkiem, ale jest to zrozumiałe.Podskoczysz nie dostaniesz dziecka.


Ja również mam bardzo złe doświadczenia z pracownikami tego OAO. Nie rozumiem dlaczego jednostka nadrzędna nie reaguje na coraz częstsze negatywne opinie o pracy tych urzędników . Przygotowujemy się do likwidacji domów dziecka, a pracownicy OAO swoja postawą zniechęcają do tego ludzi.
~~gość~~

To jest normalne w tym ośrodku.Myślę, że ten ośrodek powinien być zamknięty.Powinno się powołać nowy skład, taki, który nie pokazuje swojej wyższości tylko pomaga ludziom i przede wszystkim dzieciom.Niestety sama miałam przyjemność poznać czym jest wydzieranie się jednej z Pań ośrodka na rodzica.Kiedyś zadzwoniłam z zapytaniem do ośrodka i Pani wręcz darła się na mnie, że po co do nich dzwonię, oni nie maja czasu jak przyjdzie czas to problem się rozwiąże.Czy tak ma działać ta instytucja?Czy osoby tam pracujące są na właściwych miejscach?Szkoda, że tak mało rodziców pisze o problemach z tym ośrodkiem, ale jest to zrozumiałe.Podskoczysz nie dostaniesz dziecka.

Dodaj ogłoszenie