Kronika bydgoska. Zalecamy, rekomendujemy, czyli kiedyś było jakoś łatwiej

Ewa Czarnowska-Woźniak
Ewa Czarnowska-Woźniak
Fajnie jest czuć wiatr we włosach, gorzej, gdy zacznie wiać w oczy...
Fajnie jest czuć wiatr we włosach, gorzej, gdy zacznie wiać w oczy... Fot.Tomasz Czachorowski
Jeśli mi, w czasach, kiedy byłam młodszą i starszą matką, wydawało się, że życie rodzica ucznia jest trudne, nie wiedziałam co mówię. Nie ma dnia, bym z ulgą nie konstatowała, że to uśmiech losu, iż nie staję przed dziesiątkiem dylematów, jakie mają dzisiejsi opiekunowie dzieci i młodzieży w wieku szkolnym.

Pomyśleć, że jeszcze rok temu powrót z wakacji oznaczał radość spotkania z dawno niewidzianymi koleżankami, dziewczyńskie piski radości i przytulasy. I nieśmiertelne wypracowania pod hasłem „Jak spędziłeś czas wolny od nauki”. Teraz przytulać się nie wolno, a zza maski można nie poznać opalonej kumpeli. Zresztą i izolacja – na różnych warunkach – trwała już ponad pół roku (więc co to za wakacje), a najważniejszym tekstem do napisania jest teraz zbiór zasad sanitarnych do przestrzegania w szkolnych warunkach pandemicznych.

I tu nasz samorząd, tak zwany organ prowadzący większość bydgoskich placówek oświatowo-wychowawczych, stanął na wyżynach zapobiegliwości. Z gąszcza niejasnych, otwartych na całą szerokość interpretacji przepisów rządowych utkał strategię postępowania. Siłą rzeczy niedookreśloną, przerzucającą cały trud wykonawczy na barki dyrektorów szkół i przedszkoli.

(Jeśli dawnym dyrektorom wydawało się, że mają trudne życie, nie wiedzieli co mówią.)

Stąd na powakacyjnej konferencji prasowej wiceprezydent Bydgoszczy odpowiedzialna za sprawy oświatowe, o całym scenariuszu bezpieczeństwa w poszczególnych placówkach mogła mówić tylko w tonie proszącym:

- Zalecamy, by minimalny czas przerw międzylekcyjnych wynosił 10 minut, jeśli tylko warunki atmosferyczne pozwolą, by dzieci spędzały przerwy poza budynkiem szkoły – na boisku czy terenie przyszkolnym. W szkołach, które mają odpowiednie warunki lokalowe, rekomendujemy oddzielenie pomieszczeń uczniów klas I-III od tych wykorzystywanych przez uczniów starszych klas. Należy, w miarę możliwości, ograniczyć przechodzenie uczniów z sali do sali... – wyliczała Iwona Waszkiewicz. I tak dalej, i tym podobnie. Radzili sobie w te trudne przed-szkolne dni jak umieli. Bo to, że w planach pandemicznej organizacji życia szkół mogą się wybić na niezależność (przypominam - jako organ prowadzący...) skutecznie im z głowy wybijał przykład Zakopanego. Tam burmistrz zagrożonej turystami strefy chciał autonomicznie przesunąć początek roku szkolnego - z czego natychmiast go zawrócił minister edukacji, podpierając się regionalnym sanepidem ...

Więc hola, hola... I tak na końcu zostaniecie sami z naszym bałaganem. I te liczne zalecenia, i rekomendacje to tylko czubeczek góry lodowej. Nikt nigdzie nie przewidzi każdego możliwego niebezpiecznego zachowania. Nikt nie ma szans zapanowania nad wszystkim. Czy komunikaty wyświetlane na przystankach sprawią, że młodzież dojeżdżająca do szkoły będzie bardziej dbała o zachowanie bezpiecznego dystansu? Czy chodzenie tylko prawą stroną korytarza zapewni, że zasmarkany kolega nie będzie kichał na zdrową koleżankę po drugiej stronie taśmy?...

Żal mi tych nauczycieli i dyrektorów, którzy mają teraz na głowie cały pandemiczny świat. Sami są podatnymi na zachorowanie ludźmi, żonami, mężami, matkami i synami. Teraz występują dodatkowo w roli cerberów patrzących na (nieumyte) ręce swoich podopiecznych i choreografów układających ruch sceniczny w klasach i na korytarzach. Gdzieś po drodze dobrze by było, żeby jeszcze czegoś te dzieciaki nauczyli - za często słyszę, że powrót do szkoły uczniów jest konieczny, bo dla ratowania gospodarki do normalnej pracy muszą wrócić ich rodzice. A, o ile pamiętam, nie na to się nauczyciele pisali, nie od tego organicznie są. Za chwilę zorientujemy się, że para poszła nie w ten gwizdek co trzeba i przespaliśmy kolejny sezon takiej organizacji pracy szkół, by było bezpiecznie, nowocześnie i skutecznie dydaktycznie. Ale za to minister będzie z siebie zadowolony. Witaj, szkoło! Niewesoło...

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Materiał oryginalny: Kronika bydgoska. Zalecamy, rekomendujemy, czyli kiedyś było jakoś łatwiej - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie