- Wynik jaki osiągnęliśmy w Tarnowie bralibyśmy przed meczem w ciemno - przyznał trener Jan Ząbik.
Teraz wiemy już, że nawet zwycięstwo w Małopolsce było możliwe. Przeciętny występ zaliczył Adrian Miedziński, bardzo słaby Darcy Ward. Ta para miała dostarczać zwycięstwa torunianom, a przywoziła najwyżej remisy. Zawiedli także bracia Pulczyńscy, którzy mieli po jednym udanym wyścigu.
Nie ma jednak co narzekać, bo także w zespole gospdoarzy kilku zawodników pojechało poniżej oczekiwań kibiców. Z pewnością więcej spodziewano się po Gregu Hancocku, który był wyraźnie słabszy od Holdera. Przede wszystkim zawiódł tarnowian Maciej Janowski.
Po ostatnim biegu w Tarnowie żużlowcy i sztab szkoleniowy serdecznie się wyściskali, w boksach wszyscy byli uśmiechnięci od ucha do ucha. Z kolei tarnowianie nie kryli rozczarowania. - Sześć punktów przewagi z zespołem takiej klasy jak Unibax to mało, bardzo mało - kręcił głową Martin Vaculik.
Czy jednak na pewno? Taki wynik w rundzie zasadniczej nikogo nie powaliłby na kolana, ale w play off to zupełnie inna sprawa. Unibax w rewanżu musi wygrać 49:41 (w przypadku remisu w dwumeczu finbał będzie dla Azotów, jako zespołu lepszego w rundzie zasadniczej), a tu już umożliwia gościom korzystanie z rezerw taktycznych.
Tylko raz w tym sezonie - w Gorzowie - tarnowianie przegrali w takich rozmiarach. Pamiętajmy, że Unibax trzy razy w tym sezonie zmierzył się z Azotami Tauron i zawsze przegrywał.
Niech za ostrzeżenie posłużą Unibaksowi derby Ziemi Lubuskiej w play off dwa lata temu. W pierwszym meczu gorzowianie przegrali na wyjeździe 43:47 i już świętowali awans. I w rewanżu przegrali po raz drugi, tym razem 43:46.