MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ludzie lubią grzebać w przyrodzie. Jarosław Pająkowski o zmianach w świecie zwierząt i roślin

Lucyna Talaśka-Klich
Lucyna Talaśka-Klich
Dyr. Pająkowski: - Człowiek za bardzo lubi "poprawiać" naturę.
Dyr. Pająkowski: - Człowiek za bardzo lubi "poprawiać" naturę. Archiwum ZPKnDW/Urząd Miejski w Grudziądzu
Rozmowa z Jarosławem Pająkowskim, dyrektorem Zespołu Parków Krajobrazowych nad Dolną Wisłą o zmieniającym się świecie zwierząt i roślin.

Spis treści

Papuga w atlasie ptaków polskich

Aleksandretta Obrożna znalazła się w atlasie ptaków polskich. A przecież to papuga! Czy to znaczy, że klimat aż tak bardzo się ocieplił?
Klimat się zmienia, ale nie zapominajmy, że na przyrodę patrzymy z perspektywy własnego życia, czyli 30, 50 lub - daj Boże - 100 lat. A pewne procesy w przyrodzie zachodzą dużo wolniej niż zmiany klimatu. Przed wiekami, zanim pojawiły się pomiary temperatury, pewne zjawiska tylko opisywano, głównie po łacinie, np. w dokumentach kościelnych. I z tych zapisków wynika, że także kiedyś działy się dziwne rzeczy w przyrodzie. Np. pod koniec lutego zakwitły jabłonie, bywały tak suche lata, że przez Odrę - która zamieniła się w kilka strumieni - można było przejść niemalże suchą stopą. Średniowiecze było znacznie cieplejsze niż wcześniej sądziliśmy. XV i XVI wiek - aktywność kilku wulkanów, tzw. mała epoka lodowcowa, gdy zdarzały się bardzo srogie zimy. Dziś - patrząc z perspektywy naszego życia - jest ewidentne wahnięcie temperatury w cieplejszą stronę. To widać w świecie przyrody po chociażby tzw. zasięgach gatunków.

Wyższe temperatury pozwalają im na większe zasięgi i zdobywanie świata?
Owszem, wśród owadów także to zauważamy. Modliszki są dziś obecne nawet tam, gdzie kiedyś byłoby im za zimno. Również w Polsce. Z kolei bardzo barwny ptak o nazwie żołna, który kiedyś przylatywał tylko do południowych części naszego kraju, dziś stałe lęgowiska ma nawet w północnych częściach Polski . To efekt przede wszystkim tego, że mamy łagodniejsze zimy.

Ptaki zaczęły kombinować - czy opłaca im się odlecieć na zimę

I dlatego niektóre ptaki nie odlatują do ciepłych krajów?
Ptaki zaczęły kombinować, uczyć się. W związku z tym, że taki przelot (500 -1000 km lub nawet więcej) wiąże się z dużym wydatkiem energetycznym, to coraz częściej ptaki wolą pozostać w naszym kraju, w pobliżu dużych zbiorników wodnych. Kiedyś dzikie gęsi migrowały na zimę do Holandii, Danii czy Niemiec, ostatnio coraz częściej pozostają np. na Żuławach.

Mają jakąś opcję awaryjną, gdyby nagle pojawił się mróz?
Przystosowały się do panujących warunków, a gdyby nastąpił atak ostrej zimy, to są w stanie szybko odlecieć w cieplejsze rejony Europy - na to wystarczą im dwie doby. Z kolei żurawiom, które kiedyś wybierały tylko dzikie ostępy, teraz wystarczy zabagnienie śródpolne. W dodatku pięć -dziesięć procent populacji żurawi stara się w Polsce przezimować. W naszym regionie np. koło Gruczna czy w Borach Tucholskich są takie stanowiska, gdzie żurawie były słyszane nawet w grudniu, styczniu i lutym. Nie wiemy jednak, czy są to nasze żurawie, czy te, które przyleciały ze Skandynawii. Bo to może być tak jak z sikorkami, które widzimy przez cały rok i może się wydawać, że to wciąż te same ptaki. A to nieprawda, bo one migrują - nasze lecą na południe, a te z północnej części Europy i ze Wschodu lecą do nas na zimę.

Te bardziej zahartowane? Można je jakoś odróżnić?
Gdybyśmy ptaki zważyli, to by się okazało, że te przylatujące z Północy ważą nieco więcej.

Mają więcej tłuszczu niż te żyjące w cieplejszym klimacie?
Okazuje się, że w strefie śródziemnomorskiej bardziej opłaca się być lżejszym ptakiem, gromadzić mniejsze zapasy. A wracając do żurawi, to rzeczywiście tych ptaków jest znacznie więcej niż kiedyś.

Stołują się na polach, bo "zaprosiliśmy ptaki do stołu"

Rolnicy z tego się nie cieszą, bo coraz więcej dzikich ptaków stołuje się na ich polach.
Zaprosiliśmy ptaki do „stołu”, nauczyliśmy je lenistwa. Na przykład łabędzie nauczyły się, że nie ma nic smaczniejszego niż młody rzepak. To powoduje duże straty w uprawach.

Może za jakiś czas Aleksandretty Obrożne (które w innych krajach niszczą uprawy i plantacje, konkurują z rodzimymi ptakami o miejsca lęgowe) będą pustoszyć uprawy także w Kujawsko-Pomorskiem, ale na razie największym zagrożeniem dla plonów są rodzime gatunki dzikich ptaków.
O ile kiedyś na uprawach stołowało się po kilkadziesiąt gęsi, to dziś coraz częściej siadają ich setki a nawet tysiące! Liczebność znacząco zwiększyły także kruki. To jest już dużym problemem gospodarczym.

Zielone papugi na wolności żyły do niedawna tylko w Europie Zachodniej, dziś także w okolicach Nysy. Wpłynęły na to tylko zmiany klimatu?
Łagodniejsze zimy i upalne lata sprawiają, że zaczynają się pojawiać u nas także gatunki żyjące do niedawna tylko w południowej części świata. Np. czapla złotawa (zamieszkuje Afrykę, południową Europę, Azję Mniejszą i Bliski Wschód - przyp.red.), zaczyna czuć się u nas jak u siebie w domu. Z Aleksandrettą Obrożną było inaczej, chociaż klimat też miał znaczenie. Ona sobie coraz lepiej radzi w Polsce, ale to człowiek sprowadził ją do Europy.

W II połowie XX wieku te papugi zaczęły pojawiać się na wolności w okolicach Londynu, zaś w latach 70.tych minionego wieku zostały sprowadzone do Belgii, żeby „uczynić Brukselę bardziej kolorową”. Czy to było rozsądne?
Niestety lubimy naprawiać świat według własnego uznania. Czasami jest to efektem zwykłej głupoty, bezmyślności. Zdarzały się w polskich wodach nawet piranie, które wypuścił jakiś pseudo hodowca.

Żółwie ozdobne "wypuszczane na wolność"

Pirania pewnie nie przeżyje w polskich wodach, ale żółw ozdobny „na wolności” da radę.
Niestety, z żółwiami mamy ogromny problem. Naszym rodzimym gatunkiem jest żółw błotny. Z kolei w polskich akwariach żyją żółwie: białolicy i czerwonolicy. I najczęściej dobrze się mają, gdy dzieci jeszcze nie wyfrunęły z domu i się nimi opiekują. Potem niektórzy rodzice nie wiedzą co z żółwiami zrobić i - w ramach rzekomej miłości do przyrody - wypuszczają je.

To też może Cię zainteresować

Zdaniem Światowej Unii Ochrony Przyrody, żółw czerwonolicy uznany jest za jeden ze 100 najniebezpieczniejszych obcych gatunków inwazyjnych na świecie. Jest się czego bać?
Te żółwie, choć pochodzą z ciepłej części Ameryki, potrafią przeżyć w polskich warunkach, nawet podczas srogich zim. Są dużą konkurencją dla naszych żółwi. Nie chodzi tylko o pokarm, ale i o choroby, które są dużym zagrożeniem dla rodzimych gatunków.

Szop pracz w domu. Zamiast kotka lub pieska?

A taki np. szop pracz - gatunek inwazyjny, ale wielu Polaków uważa go za słodkie zwierzątko. Niektórzy nawet próbowali trzymać go w domu.
To bardzo nierozsądne. Szop pracz jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Sieje ogromne spustoszenie w przyrodzie (zagraża np. niektórym gatunkom ptaków) i nie ma naturalnych wrogów. On pojawił się już w wielu miejscach w Polsce, często ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z jego obecności. Najwięcej osobników żyje nad Odrą, ale za kilka lat może być ich wszędzie dużo. W Kujawsko-Pomorskiem szop też występuje. Otrzymujemy informacje o zdarzeniach drogowych i wynika z nich, że w ciągu dziesięciu ostatnich lat przynajmniej pięć szopów zginęło na A1, na odcinku pomiędzy Gdańskiem a Toruniem.

Szakalowi złocistemu, który od 2015 roku widywany jest w Polsce, chyba bardziej pomogły zmiany klimatu niż człowiek?
Informacje o pojawieniu się szakala złocistego, który rzekomo uciekł z niewoli i pojawił się w Polsce, początkowo traktowano jako żart. Dziś wiadomo, że szakali w naszym kraju jest coraz więcej, żyją także w dolinie Wisły. I nie są to pojedyncze osobniki, ale grupy rodzicielskie, więc będzie ich przybywać.

Czas na dyskusję w sprawie zwierząt

Przybywa także dziko żyjących piżmaków i norek amerykańskich...
Zawinił człowiek, chociaż nawet w profesjonalnych hodowlach zdarzają się uciekinierzy. Przez nieuwagę ktoś nie zamknie klatki i zwierzę to wykorzysta. Czasami na fermy próbują się dostać drapieżniki (takie jak lis czy kuna) i mogą zniszczyć zabezpieczenia, które ułatwią ucieczkę. Podobnie jest ze stawami rybnymi, w których hoduje się np. pstrągi tęczowe, a po uszkodzeniu wałów przedostaną się do innych wód.

To co można zrobić?
Sądzę, że czas wywołać dyskusję na ten temat, bo za chwilę może być za późno.

I wyciągnąć argument strzel by? Przecież to człowiek zawinił, nie zwierzęta. A co z gatunkami chronionymi? Chyba nie jest już aż tak źle, że powinny być odstrzały redukcyjne łosi albo wilków?
Łosi i wilków jest rzeczywiście znacznie więcej niż kiedyś, a dzięki ochronie strefowej w Lasach Państwowych mamy w ciągu ostatnich 25 lat prawie czterokrotny wzrost liczebności bielików. W Kujawsko-Pomorskiem nie ma nadleśnictwa w którym nie byłoby przynajmniej kilku par bielików. To samo dotyczy bociana czarnego, kani rudych, dwóch gatunków sów. Tam gdzie są gniazda, ptakom zapewniono święty spokój. I to się sprawdziło. Co do łosi, to dzięki całorocznej ochronie i zakazowi odstrzału ich pogłowie w kraju bardzo się odbudowało do ok. 30 000 sztuk. A łosie, które uwielbiają pędy roślin, potrafią w jeden dzień ogołocić ogródek.

Taka ich natura, a ogródki można odgrodzić.
Trudniej jest odgrodzić wszystkie drogi; byk potrafi przeskoczyć nawet 2-metrowe ogrodzenie. Łosie często wchodzą pod koła i powodują wypadki. Poza tym zwierzęta potrzebują szlaków migracyjnych.

Dlatego nad drogami buduje się przejścia dla zwierząt.
Nad nowymi drogami szybkiego ruchu w Polsce budowane są porządne przejścia dla zwierząt i jest ich rzeczywiście znacznie więcej niż np. w Niemczech. Pod tym względem jesteśmy w europejskiej czołówce.

Po stracie kucyka Ursula von der Leyen wypowiedziała wojnę wilkom. Nie powinniś-my patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa?
Za dużo dzikich zwierząt nie powinno żyć w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi. Rolnicy mają zapewnić zwierzętom hodowlanym jak najlepszy dobrostan, wypas, a nie mogą zostawić ich na noc na pastwisku ze względu np. na wilki.

Kiedyś owce zaganiane były na noc np. do koszaru.
Gdyby dziś trzeba było codziennie zganiać zwierzęta na noc, trzeba by zatrudnić dodatkowe osoby. A to są koszty. Dlatego uważam, że tam, gdzie są duże kompleksy leśne, powinniśmy dziką zwierzynę zostawić w spokoju. Blisko skupisk ludzkich warto dopuścić możliwość redukcji.

Świat roślin. Zawlekliśmy dużo różnych gatunków

Świat roślin też staramy się urządzić po swojemu. Co nam nie wyszło?
Z roślinami chronionymi nie jest źle, tym bardziej, że co chwilę stwierdzamy nowe gatunki. Problem mamy z roślinami inwazyjnymi. Zawlekliśmy dużo różnych gatunków, a powinniśmy brać pod uwagę, czy są one neutralne i bezpieczne przyrodniczo. Barszcz Sosnowskiego jest tego przykładem. Nie zbawił polskiego rolnictwa, a stał się udręką. Chociaż nie wszyscy to wciąż rozumieją. Pewien pszczelarz chciał, żeby nikt nie zaglądał mu do pasieki, więc odgrodził się tym niebezpiecznym barszczem. No cóż, zawsze pojawi się jakiś cichy „fachowiec”, który chce urządzić przyrodę po swojemu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

STUDIO EURO PO HOLANDII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska