Mało kto chce przeprowadzić się do domu dziecka. Ja chciałam - mówi młoda bydgoszczanka

Katarzyna Piojda [email protected]
To ostatni Dzień Dziecka Kamili w placówce.
To ostatni Dzień Dziecka Kamili w placówce. Andrzej Muszyński
- Koleżanka chciała odprowadzić mnie do domu. Powiedziałam, że sama wolę iść. Ona przecież nie wie, że mieszkam w domu dziecka - mówi Kamila.

- Koleżanka chciała odprowadzić mnie do domu. Powiedziałam, że sama wolę iść. Ona przecież nie wie, że mieszkam w domu dziecka - mówi Kamila.

Szczupła 18-latka z długimi włosami. Mieszka w domu dziecka w Bydgoszczy. - I mam nadzieję, że ten Dzień Dziecka będzie moim ostatnim w placówce - szepcze Kamila. A przecież starała się o pobyt tutaj.

Mama zginęła w wypadku. To było 10 lat temu. Kamilka chodziła wtedy do pierwszej klasy. - Tata mną się nigdy nie interesował za bardzo - dodaje dziewczyna."Za bardzo" w tym przypadku znaczy: wcale. - Byłam w domu, to byłam. Jak nie, to ojciec nawet nie zauważał tego - wspomina dziewczyna.

Chętnie zgodził się, gdy szwagierka zapytała go, czy może Kamilę wziąć do siebie. Na stałe. - Parę dni potem z jedną walizką pełną ciuchów pojechałam do cioci. Do cioci, wujka i dwóch kuzynek. - Na początku, gdy miałam 11 czy 12 lat, wszystko było w porządku. Cieszyłam się, że mam normalną rodzinę. No, prawie normalną, bo przecież ja byłam przyszywana.

Im była starsza, tym bardziej przeszkadzało jej to, co się dzieje między ciocią a wujkiem. Non stop kłótnie. I znęcanie psychiczne. - To gorsze niż bicie - uważa. Dziewczyna długo zbierała się w sobie, żeby komuś z zewnątrz opowiedzieć, jak jest w jej domu. - Kto uwierzy dzieciakowi z gimnazjum? - pytała samą siebie Kamila. I czekała.

W zeszłym roku zebrała się na odwagę. Poszła do pracownika socjalnego z ośrodka pomocy społecznej. - To, co mówiłam tej pani, momentami było nie do uwierzenia. Przeszłam badania, czy nie zmyślam.

Przeczytaj także:

To były ostatnie święta Dorotki i Pawełka w domu dziecka. "O jeny! Naprawdę będziemy mieli mamę i tatę?"

Nie zmyślała

- Pani socjalna powiedziała, że mam wybrać: albo zostaję dalej u cioci i wujka, ale sąd i tak zacznie wyjaśniać, co dzieje się w domu, albo sprawa będzie wyjaśniana, ale się wyprowadzę z tego domu.
Kamila wybrała drugi wariant. - Mało które dziecko chce trafić do domu dziecka. Ja jednak chciałam. W placówce opiekuńczo-wychowawczej przebywa prawie rok

Grafik nastolatki

Dzień powszedni to pobudka między szóstą a siódmą, bo od ósmej (albo dziewiątej) - szkoła. Panie kucharki przygotowują kanapki na pierwsze i drugie śniadanie. Jak w instytucji jakiejś. Dziewczyna należy do uuczniów "zewnętrznych". - To znaczy tych, którzy chodzą lub jeżdżą do szkół poza terenem naszego domu dziecka - tłumaczy moja rozmówczyni. - Bo tutaj, na miejscu, też jest szkoła.

Później obiad w stołówce domu dziecka. Potem czas wolny. Niedługi. Już między godz. 16 a 18 jest czas nauki. - Wtedy odrabiamy lekcje - wyjaśnia Kamila. - Gdy lekcji nie mamy zadanych, uczymy się.
W weekendy można dłużej pospać. Dłużej robić, co się chce. Można też dostać "przepustkę" na wyjazd z placówki. Do domu rodzinnego na przykład. 18-latka rzadko wyjeżdża. Bo nie chce często. Najwyżej kuzynka ją odwiedza.

Przeczytaj także:
Wychowankowie Domu Dziecka w Bąkowie zamieszkają "na swoim"

Kamili dobrze idzie w technikum. - Będę miała mało trójek na świadectwie. Większość to czwórki i piątki - cieszy się nastolatka.Nie tylko oceny jej się podobają, ale i sama szkoła.- Mam fajne koleżanki, takie do pogadania - twierdzi. - Rozmawiamy o chłopakach, modzie, filmach, imprezach.

O domu też?
- Raczej nie - odpowiada Kamila.

Niedawno z koleżanką wracały z lekcji autobusem. - Zaproponowała, że mnie odprowadzi do domu. Nie zgodziłam się. Ona wie, na jakim osiedlu mieszka. Nie ma jednak pojęcia, że w domu dziecka. Kamila zaprosi koleżankę, gdy będzie mieszkała już w normalnym domu. - Przeprowadzę się z kilkorgiem innych wychowanków stąd do mieszkania usamodzielnienia. To będzie w zwykłym bloku. Oddadzą go do użytku za pół roku.


Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
asia

Chce się w prowadzić do domu dziecka błagam !!!!. Ja tu cierpie.

g
gr

dzielna dziewczyna

Z
Zofia

Kamilko myślę, że tak losem twym Pan Bóg pokierowł , że wybrałaś mniejsze zło chciałabym Ci życzyć wszystkiego najlepszego i dobrych przyjaciół ale wierz Ja mam podobny życiorys do Twego i całe życie od 13 lat musiałam być dorosła mimo, że miałam starsze rodzeństwo .Dzisiaj mam ponad 50 lat więcej i dalej muszę innym pomagać ,nie zaznałam w życiu dobra i nie zawsze spotkałam dobrych ludzi tych dobrych to jest jak na lekarstwo. Tacy ludzie wartościowi jak Ty jak Ja nie są lubiani wśród społeczeństwa bo nie są zrozumiani a wręcz się ich prześladuje nawet już w dorosłym życiu .Jaka młodość taka starość mówię na swym przykładzie by Cię spotkało coś lepszego ode mnie.

T
TOMASZ

Droga Kamilo wszystko będzie dobrze na pewno .

T
TOMASZ Kowalski .

Droga Kamilo ja Tobie życzę z całego serca by Ciebie spotkało dużo szczęścia w życiu na pewno twój los odmieni i będą spotykały Cię tylko dobre rzeczy współczuję Tobie że musisz mieszkać w domu dziecka bardzo chciałbym byś miała swój własny dom tak zwyczajny .

T
TOMASZ

Kamila to naj,najpiekniejsze  imię .

G
Gość

Kolejny artykuł z wieloma niewiadomymi i chaotyczny. Moim zdaniem, dziewczyna nie miała tak źle, a skoro zdecydowała się na dom dziecka tak późno, jak wynika z treści artykułu, nasuwa się myśl, że to jakieś zwykłe kaprysy nastolatki. Jeśli w domu jest tragiczna sytuacja, odpowiednie służby same interweniują, tym bardziej, że teraz zabierają dzieci z byle powodu, np. bieda, co nie do końca jest winą opiekunów, bo kogo to obchodzi, że drugi nie ma pracy ? Nikt mu nie da z litości zatrudnienia, bo tak naprawdę każdy, w tym pracodawca, patrzy na siebie i ma to gdzieś. Moim zdaniem, dziewczyna zamiast, jak sama twierdzi, "rozmawiać z koleżankami o chłopakach", lepiej częściej by pomyślała żeby odwiedzić grób zmarłej tragicznie matki i wysilić się na chwilę refleksji i zadumy  

Dodaj ogłoszenie