Mariusz Kuras: Nie mieliśmy strzelca i lidera

ROZMAWIAŁ DARIUSZ KNOPIK
fot. Tomek Czachorowski
Rozmowa z MARIUSZEM KURASEM, trenerem Zawiszy Bydgoszcz w zakończonym sezonie.

To tylko część wywiadu z Mariuszem Kurasem. Nasi prenumeratorzy przeczytali go już dziś w wydaniu papierowym. Ty też znajdziesz go w sobotnim papierowym wydaniu "Gazety Pomorskiej". Zapraszamy do lektury!
NIE MOŻESZ DOKONAĆ TAKIEGO ZAKUPU? Możesz zakupić e-wydanie naszej gazety. KLIKNIJ TUTAJ ABY DOWIEDZIEĆ SIĘ WIĘCEJ

- Zespół w rundzie wiosennej był teoretycznie silniejszy personalnie niż jesienią, a osiągnął gorsze wyniki. Dlaczego?
- Patrząc na skład na papierze to był on lepszy. O to chodziło, by się wzmocnić. Kibice, dziennikarze żądali gwiazd i one się pojawiły. Z różnych powodów one nie stały się gwiazdami naszych rozgrywek. Złożyło się na to kilka powodów.

- A jaki był mechanizm pozyskiwania tych ludzi. Innymi słowy mówiąc, jaki był układ między panem a Piotrem Burlikowskim, wiceprezesem ds. sportowych.
- Między nami był układ czysto partnerski, na normalnych zasadach funkcjonowania. Dążyliśmy do osiągnięcia sukcesu. Piotrek był piłkarzem, pracował w konkretnych klubach i na pewno ma ogromną wiedzę na temat piłkarzy i całego rynku, podobnie jak ja. Nie mieliśmy problemu z dogadaniem się i nie szukałbym żadnych sensacji.

- Nie szukam sensacji, tylko chcę się dowiedzieć, jakie były reguły pozyskiwania zawodników do Zawiszy?
- Transfery, które zrobiliśmy, były zrobione po to, by ci zawodnicy grali i byli istotnym wzmocnieniem zespołu. Oczywiście, jeśli będą w dobrej dyspozycji. Tym samym zmieniła się trochę struktura naszej wyjściowej jedenastki, bo weszły trzy nowe elementy. Mam na myśli Kosmalskiego, Podgórskiego i Rybskiego. Natomiast niekoniecznie byłem zadowolony z naszej gry w tych pierwszych spotkaniach. Pomimo, że nie przegrywaliśmy, to nasza gra nie wyglądała tak jak jesienią. Dlatego w pewnym momencie sezonu nastąpił powrót do poprzedniej jedenastki, bardzo zbliżonej do tej z jesieni. To przyniosło efekt w postaci lepszej gry i zdobyczy punktowej. Zmiany nastąpiły od meczu przeciwko Czarnym Żagań. Wygraliśmy po dobrych zawodach. Cztery dni później wychodzimy na spotkanie z Olimpią Grudziądz i prezentujemy się fatalnie, gramy najgorszy mecz w sezonie. Do dziś się zastanawiam, dlaczego?

MARIUSZ KURAS NIE JEST JUŻ TRENEREM ZAWISZY

- No to jakie były te powody, które uniemożliwiły nam awans?
- Przede wszystkim brak skuteczności wśród napastników. Mieli kilkanaście bardzo dobrych okazji, by strzelić gole, ale je notorycznie marnowali. Jeśli w naszej drużynie znalazłby się lider strzelców, to byłoby nam łatwiej. Sobczak w rundzie jesiennej strzelił 5 goli, a wiosną tylko 3 i nie może powiedzieć, że nie dostawał szansy, bo on miał ich najwięcej. W innych zespołach tacy liderzy się wykrystalizowali: Grzybowski w Górniku czy Lachowski w Zagłębiu. U nas nikt nie chciał trafić na afisz. Bardziej szukał dogrania, niż sam decydował się na skończenie akcji.
Po drugie brakowało w zespole lidera z prawdziwego zdarzenia, takiego mentalnego wojownika, piłkarza, który umie trzymać zespół w ryzach. U nas takiego nie było. Mieliśmy taki grzeczny zespół, który bazował na atmosferze, jaką wytworzyłem. Szukaliśmy takiego piłkarza. Początkowo miał być takim graczem Bartek Hinc, którego chciałem sprowadzić z Warty Poznań, ale nie doszedł do porozumienia z klubem, chociaż moim zdaniem zagrałby tutaj za porównywalne pieniądze, jakie dostali inni piłkarze Zawiszy w tym samym okresie. Nie udało się też z Mariuszem Kukiełką, który już w wieku 16 lat ustawiał szatnię, bo taki ma charakter. Tutaj zdecydowały względy proceduralne.
Po trzecie, kilku moich piłkarzy miało inne problemy niż sportowe i nie mówię tutaj o alkoholu. To się przenosiło na zespół i tyle w temacie.

- Awansu nie ma, ale trzeba budować zespół na kolejny sezon. Ma pan jakiś pomysł?
- Przede wszystkim trzeba szukać piłkarzy z rocznika 1990, którzy wejdą na boisko i będą grali. Drugim etapem poszukiwań powinni być piłkarze ograni na tym poziomie rozgrywkowym i którzy są przyzwyczajeni do tego typu grania, czyli wielkiej walki, a nie koniecznie grania w piłkę. Sprowadzanie piłkarzy z nazwiskiem, którzy otarli się o grę w ekstraklasie nie zawsze przynosi skutek na poziomie drugiej ligi, gdzie gra się specyficznie.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Szkada tak dobrego trenera,działacze powinni się astanowić co jest dobre dla zespołu a nie patrzeć w swoje pełne kabzy,wierze że znajdzie się szkoleniowiec który godnie poprowadzi zetke tam gdzie jej miejsce,a jest na kujawach sporo utalentowanych szkoleniowców takich jak Karabasz Maciej czy Durda Darek pozdrawiam Kibolek
e
elo
cyt. z bloga T. Malinowskiego:
" Znajomy, który w zawiszowskich realiach siedział po uszy opowiadał mi o innych zjawiskach, które zwykło się określać patologią. Przyznam, że trochę włos zjeżył się na głowie. Dobrze, aby udało się przewietrzyć szatnię (!)", panie Mariuszu my wiemy kto był prowodyrem i robił zamęt w szatni, wiemy kto odpowiada za taką a nie inną politykę transferową i wiemy, że to napewno nie jest pan, Kuras Kuras trzymaj się
Dodaj ogłoszenie