Młodzi mówią, że pandemia koronawirusa to stan wojenny ich generacji. Przesadzają?

Adam Willma
Adam Willma
Rozmowa z doktorem Marcinem Kędzierskim z Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

Młodzi mówią, że pandemia to stan wojenny ich generacji. Przesadzają?
Trudno ludziom w wieku 40+ zrozumieć doświadczenia młodych. Pamiętajmy, że te młode osoby doświadczają dziś rzeczywistości, która już w ich życiu się nie powtórzy. To czas doświadczania relacji społecznych, budowania związków i nabywania doświadczeń, które będą miały decydujący wpływ na życie towarzyskie, społeczne, zawodowe i duchowe. Ich frustracja jest zrozumiała - zamknięcie na rok i radykalne ograniczenie możliwości spotkań będzie miało wpływ na sytuację tych osób również z perspektywy ekonomicznej. Ci młodzi ludzie wchodzą na rynek pracy w czasie kryzysu (który jeszcze parę miesięcy potrwa) i przez to będą trwale poszkodowani. Ich dochody będą trwale niższe niż u osób, które weszły na rynek pracy w okresie prosperity. Pandemia najmocniej uderzyła w młodych, bo uderzyła w nich podwójnie. Wielu straciło pracę albo pracuje na znacznie gorszych warunkach (nie mogąc liczyć już na umowę o pracę). Cios drugi wynika z tego, że poprzez walkę z kryzysem i bardzo silne obniżenie stóp procentowych ludzie uciekają z oszczędnościami na rynek nieruchomości. Stąd dramatyczny wzrost cen na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. A to jest szczególnie istotne z perspektywy najmłodszego pokolenia, które wchodzi w dorosłość i myśli o usamodzielnieniu.

Pandemia najmocniej uderzyła w młodych, bo uderzyła w nich podwójnie. Wielu straciło pracę albo pracuje na znacznie gorszych warunkach (nie mogąc liczyć już na umowę o pracę).

Skoro mamy współczesny stan wojenny, dlaczego państwa, na wojnie z wirusem, nie skorzystały z narzędzi, jakie daje wojna? Gdy wybuchają wojny fabryki broni działają w ścisłym reżimie narzuconym przez rządy. Tymczasem koncerny farmaceutyczne toczą z nami nadal grę rynkową.
Pojawiło się wiele pytań, na które nie znaleźliśmy odpowiedzi: jaki charakter powinna mieć własność firm, które produkują tak strategiczne produkty jak szczepionki? Ponieważ szczepionki zaliczyć można do dóbr egzystencjalnych, czy lekarstwa w ogóle również są takimi dobrami? Bo przecież lekarstwa umożliwiają życie gospodarcze, a ich brak sprawia, ze życie społeczne i gospodarcze jest zawieszone. Pojawia się też pytanie czy europeizować firmy produkujące szczepionki. Mówiąc inaczej – czy przejąć tę własność, aby miała charakter publiczny. Pandemia pokazała jednak rosnącą siłę podmiotów prywatnych kosztem państw, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu miałyby narzędzia i gotowość taką operację przeprowadzić. A dzisiaj - mimo deklaracji – wydaje się to mało prawdopodobne.

Pandemia była rzeczywistym początkiem XXI wieku?
Historycy lubią takie cezury natomiast dopiero za kilkadziesiąt lat dowiemy się na ile były one właściwe. Z mojej perspektywy początkiem XXI wieku był rok 2008 i to z trzech powodów. Po pierwsze, z powodu wielkiego kryzysu finansowego, który zmienił pozycję globalną Stanów Zjednoczonych. Po drugie, mieliśmy wówczas do czynienia z inwazją Rosji na Gruzję i to było zakwestionowanie nienaruszalności granic (kontynuacją tych wydarzeń była aneksja Krymu). W tym roku odbyły się również igrzyska olimpijskie podczas których po raz pierwszy klasyfikację medalową wygrały Chiny, a nie USA. To był symboliczny moment.
Na pewno rok2020 domyka burzliwą dekadę kryzysów. Ubiegły rok możemy uznać za symboliczny koniec ery postzimnowojennej. Wchodzimy w nową epokę, której nazwy jeszcze nie mamy.

Czy to również symboliczny koniec liberalnej demokracji dotychczasowej formule?
Można dostrzec znamiona kryzysu, a koronawirus ujawnił w dwójnasób słabość liberalnej demokracji. Wyraźnie widać, że Chiny dały sobie radę z znacznie sprawniej. Ale czy to jest rzeczywiście początek końca formuły liberalno-demokratycznej? Takiego stwierdzenia bym nie zaryzykował. Państwa Azji Południowo-Wschodniej: Tajwan, Korea Południowa, a także Wietnam, Australia, Nowa Zelandia czy Japonia poradził sobie też całkiem nieźle.
Nie mam wrażenia, że model chiński nagle stał się bardzo atrakcyjny dla reszty świata. Oczywiście, Chiny są wygranymi tego kryzysu, ale to nie jest tak jednowymiarowe, bo na pandemii wszyscy trochę stracili. Sam fakt, że wirus wydostał się z Chin będzie zapewne przedmiotem różnych postępowań i wniosków o odszkodowania. To spowoduje kolejne napięcia. Pandemia pozostawi po sobie sporo chaosu i nieufności. I tę nieufność bardzo trudno będzie zwalczyć.

Pozostały jeszcze instytucje godne zaufania?
Takie doświadczenie jak pandemia uczy ludzi pewnej adaptacyjności - staramy się samodzielnie radzić z tym zagrożeniem. Czy znajdziemy sposób wspólnotowej odpowiedzi na ten kryzys? Czy jednak uciekniemy rozwiązania indywidualistyczny? Ja mam obawę, że efektem kryzysu będzie ucieczka w prywatność. Każdy będzie próbował radzić sobie na własną rękę, bo widzimy, że te państwa nas nie do końca zabezpieczają. Normy, które daje nam państwo nie będą normami nadrzędnymi. Będą normą równoległą, mocno relatywną. Wszystkie te zjawiska będą raczej osłabiały zaufanie (poza najmniejszymi wspólnotami), a nie sprzyjały jego odbudowie.
Jednym słowem zmaganie się z tym światem zostanie przerzucone do strefy głęboko prywatnej.

„Wielki Reset” - to najbardziej nośne hasło pandemii. Co zmienią te dwa lata w życiu statystycznego Polaka?
Pandemia nie przyniosła radykalnej zmiany, ale przyśpieszyła procesy, które były obserwowane w ostatnich latach. Na pewno część pracowników przejdzie pracę zdalną, wielu zada sobie pytanie, czy faktycznie muszę mieszkać w centrum dużego miasta. Wzrost cen, zwłaszcza w największych miastach, może wypchnąć część Polaków z powrotem do na prowincję (co zresztą nie byłoby złe). Druga sprawa to kwestia rynku pracy i tutaj pogłębiło nam się zjawisko szarej strefy kosztem umów o pracę. A więc jakość pracy, ochrona praw pracowniczych się pogorszą. Kryzys sprawił też, że maleje skłonność do inwestowania, co było dużym problemem jeszcze przed pandemią i co wpływa na liczbę miejsc pracy.
Na długo pozostanie u pracodawców i pracowników poczucie niepewności, które będzie miało przełożenie na nasze zdrowie psychiczne. Jeżeli miałbym powiedzieć o resecie, to to jest właśnie najpoważniejszy reset. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, staraliśmy się tę niepewność ograniczyć poprzez ubezpieczenia emerytalne, ubezpieczenia zdrowotne, poprawę jakości służby zdrowia. Żyliśmy w świecie względnej pewności. A teraz czeka nas przejście od takiej złudnej pewności do świata, który jest bardzo niepewny, a przyszłość bardzo trudna do prognozowania.

Dr Marcin Kędzierski.
Dr Marcin Kędzierski. Archiwum

Kto okaże się politycznym zwycięzcą po pandemii?
Jak zapowiadają naukowcy z Niemiec, jeśli pandemia potrwałaby co najmniej 2 lata, zresetowałaby nam władzę w całej Europie. Dowiedzielibyśmy się, że rządzić mogą ludzie, co do których 2 lata nie przypuścilibyśmy nawet, że mogą dojść do władzy.
Choć na początku pandemii zaufanie do rządów wzrastało (co jest naturalnym zjawiskiem w czasie kryzysu) to z czasem siła tych ruchów nazywanych populistycznymi zaczęła na powrót rosnąć. Polska jest na tym tle ciekawym przykładem - jednym z bardzo nielicznych państw, w których zaufanie do rządu w czasie pandemii radykalnie spadło. Obecnie zaufanie do rządu jest w Polsce najniższe wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. Ale ta nieufność przekłada się nie tylko na rząd, ale na całą elitę polityczną. W czasie pandemii w sondażach wszystkie partie polityczne traciły i to może być sygnał, który otworzy drogę do władzy nowym ruchom spoza tradycyjnej polityki. Beneficjentem tego zjawiska w Polsce może być Szymon Hołownia. Gdyby wybory miały odbyć się w tym roku, Polska 2050 byłaby głównym rozgrywającym i decydowała o tym kto będzie tworzył przyszły rząd. Ale czy tak się stanie za 2-3 lata, nie jestem już pewien.

Eksperci twierdzą, że na całym świecie kurczy się klasa średnia. Jakie będą konsekwencje tego zjawiska?
Nie mam wrażenia, żeby w Polsce ta struktura mocno się zmieniła. Pamiętajmy, że polski eksport w 4 kwartale (najtrudniejszym czasie pandemii) rósł i to w relacji do 4 kwartału 2019 roku. Są takie branże, które kryzys zmiótł z powierzchni ziemi. Ale mamy też nową klasę średnią - związaną z pracą zdalną, której sytuację pandemia polepszyła. Nie wydaje mi się, aby ta klasa średnia, jeśli postrzegać ją jako posiadaczy 2 aut, domu letniskowego i beneficjentów wczasów zagranicznych radykalnie się zmniejszyła. Skutkiem gospodarczym pandemii jest raczej pogorszenie się sytuacji tych osób najsłabiej zarabiających.

Przyzwyczailiśmy się do kolosalnej mobilności. Czy to już jest epizod za nami?
Mieszkając przy lotnisku obserwuję każdego dnia kurczenie się tej mobilności. Liczba samolotów radykalnie się zmniejszy, bardzo podrożeją bilety lotnicze. Sądzę, że pierwsze dwie dekady XXI wieku z perspektywy czasu nazywane będą czasem tanich lotów. Ten epizod w naszej historii właśnie się kończy. Zmieni się zatem sposób spędzania wolnego czasu. Linie lotnicze skurczą się również za sprawą radykalnego zmniejszenia skali turystyki biznesowej. Przez pandemię nauczyliśmy się działać zdalnie. Firmy dostrzegły, że nie trzeba wysyłać pracowników i marnować pieniędzy i czasu na delegacje. Mniejsza liczba pasażerów biznesowych uderzy z kolei w turystykę indywidualną. To istotna zmiana dla wielu branż, zwłaszcza dla branży turystycznej, która w dużej mierze oparta jest właśnie na tanich lotach

Nie dla szczepionki AstraZeneca

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie