Na wprowadzeniu euro stracą jedynie firmy, które grają niską ceną [rozmowa z Michałem Pawlikiem]

Agnieszka Domka-Rybka
Agnieszka Domka-Rybka
Zaktualizowano 
Nadesłane
Przepisy mogą mieć swoje dobre strony, jednak dla małych firm natłok zmian zawsze jest problematyczny. Muszą ponieść koszty dostosowania się do nich. Często narażają się także na nieświadome łamanie regulacji, których właściciele nie zdążyli sobie jeszcze przyswoić - rozmowa z Michałem Pawlikiem, współtwórcą i prezesem SMEO - firmy faktoringowej, która dostarcza rozwiązania finansowania faktur sektorowi MŚP.

Firmy skarżą się na zatory płatnicze i często tłumaczą, że dlatego nie płacą kontrahentom, ponieważ same nie otrzymały pieniędzy od klientów. Problem narasta? Ile przedsiębiorcy muszą dziś czekać na zapłatę?

Według BIG InfoMonitor, które regularnie prowadzi badanie dotyczące zatorów płatniczych, odsetek firm, które cierpią z tego powodu, wzrósł w 2017 roku z 45 do ponad 52 procent. Od tego czasu utrzymuje się na stałym poziomie. W pierwszym kwartale tego roku wynosił ok. 50 procent. Nie jest strasznie, jeśli chodzi o średni okres oczekiwania na pieniądze. Zazwyczaj płatności przychodzą (według danych z European Payments Report 2018) po 33 dniach. Ten termin trochę wzrósł w ostatnich latach - w 2016 r. przedsiębiorcy czekali na fakturę przeciętnie 30 dni.

Polecamy także: Są pieniądze na windy w budynkach, w których mieszkają starsi i niepełnosprawni [rozmowa z minister Anną Gembicką]

Jakie mogą być najgorsze konsekwencje opóźnień w opłacaniu faktur?

Najgorsze, co może zdarzyć się, gdy klient spóźnia się z fakturami, to, oczywiście, brak płynności finansowej. W najgorszym scenariuszu skutkuje to upadkiem firmy. Opóźnienia są najbardziej dotkliwe dla małych firm. Wyobraźmy sobie sytuację, w której ma ona trzech czy czterech dość dużych klientów. Każdy opłaca fakturę dopiero po trzech miesiącach od realizacji kontraktu. Jeśli sytuacja zdarzy się raz, przedsiębiorca sięgnie po rezerwy finansowe. Jeżeli kilkakrotnie, może nie mieć pieniędzy, żeby zapłacić na czas pracownikom, czy opłacić wynajem biura. Jeśli jeszcze częściej, biznes w końcu upadnie.

Istnieją w naszym kraju przepisy, które mogłyby przyśpieszyć płacenie faktur, czy nasze prawo jest pod tym względem bardzo łaskawe i mamy raczej „wolną amerykankę”?

Chroni nas nie tylko prawo polskie, a także międzynarodowe. Dyrektywa unijna wprowadziła 60-dniowy termin płatności. W Polsce potwierdza to ustawa z 2013 roku. Dodatkowo, niezależnie od terminu płatności faktury, od 31. dnia bez płatności można domagać się od kontrahenta odsetek za kredyt kupiecki. W praktyce jednak obie strony mogą zgodzić się na dłuższe terminy, czego czasem nadużywają większe podmioty w stosunku do mniejszych partnerów, wymuszając 90 lub nawet 120 dni płatności.

Nie można zmusić klientów, by szybciej zapłacili za produkty lub usługi? Część ekspertów twierdzi, że niektórzy przedsiębiorcy spóźniają się umyślnie i wtedy mogą skorzystać z darmowego „kredytu obrotowego”.

Niektóre podmioty kredytują się kosztem innych, zwłaszcza jeśli mają przewagę wielkości. Bardzo długie terminy płatności stosowane są m.in. w branżach budowlanej i transportowej, gdzie standardem jest zlecanie zadań podwykonawcom. Małe przedsiębiorstwa często boją się używać dostępnych dla nich rozwiązań i nie egzekwują m.in. kredytu kupieckiego. Nie wiedzą, że mogą lub obawiają się negocjować termin płatności i skrócić go np. z 60 do 30 dni.

Polskie firmy dłużej zwlekają z płatnościami niż przedsiębiorstwa w innych krajach?

Wiem, że uwielbiamy narzekać, ale badania pokazują, że nie jest tak źle. Średni termin płatności w Polsce to 33 dni, a w Europie - 34. Czyli, jesteśmy lekko powyżej przeciętnej. Daleko za nami są kraje południa Europy - w Portugalii średni termin płatności za fakturę to 56 dni, a we Francji czy Belgii przedsiębiorca czeka na pieniądze 42 dni. Pokazuje to, że z dłuższymi terminami płatności da się żyć. Pewną różnicą jest popularność rozwiązań finansowych, które ten problem rozwiązują. Przykładowo we Włoszech, choć w tym zestawieniu wypadają gorzej niż Polska, większość firm korzysta powszechnie z różnych form zabezpieczenia przed spóźnionymi płatnościami, czy po prostu przyspieszających uzyskanie pieniędzy, takich jak faktoring.

Czy są przepisy, które szczególnie dają się we znaki przedsiębiorcom? A może nasze prawo, ogólnie rzecz ujmując, nie jest im przyjazne?

Nie ma jednego przepisu, który sprawia im największy problem. Natomiast, według zeszłorocznych badań Związku Pracodawców Polskich, dla 72 proc. firm największym utrudnieniem jest niestabilność prawa. W zeszłym roku mieliśmy zalew nowych przepisów, to była m.in. „ulga na start”, działalność nierejestrowana dla dochodów nieprzekraczających 1050 zł miesięcznie, „mały ZUS” czy split payment. Przepisy mogą mieć swoje dobre strony, jednak dla małych firm natłok zmian zawsze jest problematyczny. Muszą ponieść koszty dostosowania się do nich. Często narażają się także na nieświadome łamanie regulacji, których właściciele nie zdążyli sobie jeszcze przyswoić.

Da się wymienić namacalne efekty wprowadzenia Konstytucji dla Biznesu? Nie jest bardziej chwytem propagandowym?

Da się, Konstytucja dla Biznesu pomaga małym przedsiębiorcom. Wielu naszych klientów korzysta choćby z możliwości wrzucania w koszty pracy małżonka czy dzieci. Widać także pierwsze efekty pracy biur Rzecznika MŚP. Kilka interwencji z ich strony sprawiło np., że państwowe podmioty przestały stosować podzielone płatności wobec najmniejszych firm.

Polecamy także: Kujawsko-pomorskich firm nie stać na duże podwyżki wynagrodzeń [rozmowa]

Rząd wprowadził „ulgę na start” czy „mały ZUS”, ale tak naprawdę większość firm płaci składki w normalnej wysokości, ponad 1300 zł miesięcznie. Dużo! Dlaczego nie ma szans, bo nie ma, żeby płacili niższe składki?

„Mały ZUS” jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla zaczynających biznes. Dużo zyskują na start. Jednak problemy mogą przyjść po dwóch latach, gdy trzeba zacząć płacić składki w normalnej wysokości, do czego nie byli przyzwyczajeni. Efekty? Obecnie blisko 300 tys. drobnych przedsiębiorców ma zaległości w ZUS. Dla wielu jest to tak wielkie obciążenie, że albo balansują na granicy opłacalności, albo zamykają interesy. Odpowiadając na drugą część pytania - jesteśmy, jak wszystkie kraje europejskie, starzejącym się społeczeństwem, a pieniądze na emerytury trzeba skądś brać. Pytanie nie powinno więc brzmieć czy ZUS powinien być niższy, tylko jak należy zreformować system emerytalny w obliczu zbliżającej się „srebrnej fali”. Dziś na stu „wnuczków” w wieku 0-14 lat przypada 112 osób w wieku emerytalnym. Liczba osób w wieku produkcyjnym będzie maleć, i trzeba naprawdę zastanowić się nie za ile, ale jak mają one finansować starszych.

Władza słucha biznesu, czy tylko chce z nich wycisnąć jak najwięcej m.in., żeby sfinansować programy socjalne?

Rząd stara się słuchać przedsiębiorców, m.in. tych z sektora małych i średnich. Rzecznik MŚP czy wiele ułatwień, o których wspomnieliśmy wcześniej, działają całkiem sprawnie i ułatwiają życie. Jak pokazał niedawny przykład testu przedsiębiorcy, słucha także krytyki i potrafi wycofać się z pomysłów, które nie są do końca przemyślane.

Polecamy także: Roman Rogalski: - Dziś już nie da się płacić minimalnie za pracę. I to nawet w takim województwie, jak kujawsko-pomorskie [rozmowa]

Dużo mówi się o wprowadzeniu euro w Polsce. Jakie firmy mogłyby skorzystać na euro, a jakie stracić?

Większość polskich firm zyskałaby na wprowadzeniu euro, zwłaszcza tych stawiających na eksport, ale nie tylko. Wyeliminowałoby to np. ryzyko związane z wahaniami kursów, zmniejszyło koszty transakcji finansowych, zarówno, jeśli chodzi o importerów jak i eksporterów, no i zwiększyłoby atrakcyjność naszego rynku jako całości. Straciłyby jedynie te firmy, dla których cena jest jedyną przewagą rynkową.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3