Nie możemy milczeć wobec ekscesów mowy nienawiści [komentarz]

Wojciech Potocki

Wideo

W poniedziałek o godzinie 14.03 serce Pawła Adamowicza przestało bić. Lekarze nie byli w stanie - mimo wielogodzinnej walki - uratować prezydenta Gdańska. Zadane z furią trzy mocne ciosy nożownika przerwały życie człowieka, męża, ojca, obywatela, prezydenta miasta Wolności i Solidarności.

Z każdą chwilą mijającą od tej tragicznej wiadomości utwierdzam się w przekonaniu, że ta absurdalna śmierć niewiele zmienia w polskiej rzeczywistości. Niestety, spektakl nienawiści, pogardy, histeryczna żądza obrony władzy, mimo szlachetnych zaklęć, trwa. Gdy prezydent wykrwawiał się na stole operacyjnym, pierwszy obywatel Rzeczpospolitej napisał, że „wiele nas dzieliło”. Gdy serce Adamowicza przestało bić, Andrzej Duda na pilnie zwołanym spotkaniu liderów partyjnych potrafił tylko zaproponować wspólny marsz milczenia.

Prawdziwy mąż stanu zrobiłby wszystko, co w mocy jego intelektu, by taka tragedia - skoro już do niej doszło - była źródłem refleksji nad kondycją społeczeństwa i państwa. Czy jest na to zbyt wcześnie? Czy ma tryumfować postawa „ciszej nad tą trumną”? Nie, bo już w kilka godzin po kondolencjach złożonych przez prezydenta i premiera w kontrolowanej przez partię rządzącą tzw. publicznej telewizji ruszył spektakl upolityczniania śmierci i zakłamywania przyczyn mordu. Nie ma on nic wspólnego z uspokajaniem nastrojów. Nikt z wielu autorów materiałów zarzucających Adamowiczowi korupcję, uleganie wpływom mafii deweloperów, wystawiających mu polityczny akt zgonu nie przeprosił za haniebne pomówienia. I nie wierzę, aby kiedykolwiek to się stało.

Nieobecność prezesa PiS w ławach sejmowych, gdy posłowie czcili pamięć zamordowanego prezydenta, to zły znak.

Nieobecność prezesa PiS w ławach sejmowych podczas gdy inni posłowie uczcili pamięć Pawła Adamowicza chwilą ciszy też jest niepokojącym sygnałem. Nawet w obliczu śmierci najważniejszy polityk partii rządzącej nie daje przykładu, którego Polakom tak bardzo potrzeba - szacunku. Prezes PiS obraża poczucie przyzwoitości, nie przyznając się do tego, że świadomie nie uczestniczył w „minucie ciszy”. Zamiast tego woli ustami rzeczniczki powiedzieć, byśmy my, obywatele, nie doszukiwali się w jego spóźnieniu na salę obrad drugiego dna.

Nie musimy się doszukiwać. Każdy obywatel, któremu zależy na pokoju i uszanowaniu drugiego człowieka, mógł na własne oczy zobaczyć, jak małostkowość i osobiste animozje wzięły górę nad postawą obywatelską kogoś, kto oceniany jest jako mąż stanu, lecz podobnie jak prezydent kraju, w chwilach najwyższej próby, nie wznosi się ponad urazę.

Owszem, ostatnie dni przynoszą informacje o zatrzymaniu wielu hejterów szkalujących pamięć zamordowanego oraz grożących śmiercią kolejnym prezydentom i politykom opozycji. I to jest światełko w tunelu. Dopiero tragedia zmobilizowała organy państwa, by egzekwowały prawo. Jednak, aby policja i prokuratura trzymały rękę na pulsie, to my, obywatele musimy im pomóc, zgłaszając przypadki mowy nienawiści i domagać się precyzyjnego prawa działającego na co dzień. Być może absurdalna śmierć prezydenta Gdańska nauczy nas, by pilnować się nawzajem. Pokazała nam przecież jak na dłoni, że jesteśmy społeczeństwem przemocowym, które boi się do tego przyznać. I samooczyścić.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
miesz.

I ZNOWU GAZETA SZERZY NIENAWIŚĆ ...

Dodaj ogłoszenie