Nie śmiej się dziadku

[email protected]
16 tysięcy kilometrów nowych dróg w Polsce? Owszem - w międzywojennej. W przyszłym roku stuknie nam dwadzieścia lat wolności.

Nasi dziadkowie już to przerabiali. Komu wyszło lepiej?

Adam Willma
Wyobraź sobie, że jesteś obywatelem dużego, liczącego 389 tys. kilometrów kwadratowych (dziś 322 tys.) kraju ciągnącego się od Helu po rumuńską granicę i północno-wschodnim klinem wbijającego się aż do Łotwy.

Polska ukraińska, Polska żydowska
34-milionowe państwo musi budzić respekt, wszak nie tak wiele ma sobie równych w Europie. Twoja Polska jest nie tylko polska - wyjeżdżając do województwa wołyńskiego powinieneś wziąć ze sobą rozmówki polsko-ukraińskie, bo ukraiński jest tam językiem dla zdecydowanej większości. W Nowogródzkiem przyda się pobieżna choćby znajomość białoruskiego, pierwszego języka dla niemal 40 procent twoich rodaków.

W województwie poleskim zamiast wieżyczek katolickich kościołów dostrzeżesz cebulaste dachy cerkwi, wszak prawie 80 procent tamtejszych obywateli to prawosławni, w Wołyńskiem - 70.

Prawie tyle samo co prawosławnych, mieszka w twoim kraju wyznawców religii mojżeszowej. W miastach na Polesiu i Wołyniu stanowią połowę populacji. W wielu innych częściach Polski co trzeci mieszkaniec miasta przyznaje się do żydowskiego pochodzenia.

Mieszkasz w cywilizowanym kraju, choć kaganek oświaty nie zawędrował jeszcze pod wszystkie strzechy - kilkanaście procent ludzi, zwłaszcza na wschodnich wsiach nie potrafi czytać i pisać.

Na wschód od Edenu
Zdecydowana większość mieszkańców twojego kraju utrzymuje się z roli - trzykrotnie więcej niż z pracy w przemyśle. Jeśli los sprawił, że urodziłeś się w niezamożnej wiejskiej rodzinie, twoja przyszłość nie rysuje się optymistycznie. Jako robotnik najemny będziesz musiał nauczyć się żyć za 70-80 złotych miesięcznie. Najgorzej jest na przednówku, kiedy gospodarze płacą czasem ledwie złotówkę dziennie. W sezonie stawka może podnieść się trzykrotnie, a jako właściciel pary pociągowych koni, wyciągniesz dziennie do 8 złotych.

Jeśli mieszkasz w mieście i udało ci się znaleźć pracę w fabryce albo w zakładzie rzemieślniczym, zarobisz stówę. Jako hutnik możesz liczyć nawet na 130 złotych, ale jeśli trafiłeś do tartaku, w których pensje ciągną się w statystycznym ogonie, nie możesz liczyć na więcej niż 60. Najlepiej zapłacą ci w Warszawie, przyzwoicie - w miastach byłego zaboru pruskiego. Im dalej na wschód, tym stawki niższe.

Trzy tysiące prezydenta
Jeśli możesz wylegitymować się maturą, staraj się o państwową posadę. Tu już jako urzędnik (albo nauczyciel) najniższej XII grupy zaszeregowania otrzymasz 100 złotych miesięcznie, a w razie awansu o trzy szczeble - dołączysz do najliczniejszej grupy urzędników, którzy co miesiąc pobierają z kasowego okienka 210 złotych. O zarobkach prezydenta (3 000) albo ministrów (2 000) będziesz mógł jedynie pomarzyć, ale dni do pierwszego na pewno liczyć nie będziesz. Podobnie twój sąsiad, pracujący jako posterunkowy za 150 złotych. Pensja komisarza policji (335) albo sędziego czy prokuratora (425) to już tylko marzenie.

Za bardzo solidną uchodzi posada na kolei, gdzie pensje rozpoczynają się od 100 złotych. Ci, którym niestraszna wojaczka, mogą starać się o etaty wojskowe. Już jako kaprale pochwalić się będą mogli 137 złotymi pensji (167 dla utrzymujących rodzinę), a po nominacji chorążowskiej co miesiąc pobierać będą z okienka 230 złotych. Kapitan - to już pieniądze zbliżone do sędziów i prokuratorów.

Państwowe uposażenia oznaczają również cały system premii i dodatków. Dla ministra - dodatkowe 2 tysiące miesięcznie, dla naczelnika wydziału w urzędzie wojewódzkim - 200 złotych, dla starosty 100, a dla naczelnika więzienia III klasy - 50.
Prezes sądu okręgowego otrzyma 400-złotowy dodatek funkcyjny, ale jego kolega kierujący sądem grodzkim, będzie musiał zadowolić się dodatkowymi 50-100 złotymi. Zawiadowcy odcinka drogowego III klasy mogą liczyć na dodatkowych 25 złotych.

Drewniana i murowana
O takich pieniądzach bezrobotni, których liczba dochodzi do 15 procent, mogą tylko pomarzyć. Czteroosobowa rodzina ma do dyspozycji średnio 60-70 złotych. Niewiele za to można kupić, więc nasza rodzina bezrobotnych pochłania rocznie 115 kilogramów chleba (rodzina pracującego urzędnika - 97), 243 kilo ziemniaków (202) i tylko 26 kg mięsa i ryb (67), 70 deko masła (13,2 kg), 20 deko sera (3,7 kg), 13 kg cukru i słodyczy (32 kg) oraz 20 jajek (242 szt.).

To właśnie żywność jest największym wydatkiem w domowym budżecie. Na szczęście ceny w ostatnich 10 latach spadły, zwłaszcza w porównaniu z kryzysem pod koniec lat 20. Ziemniaki dostać można nawet po 6 groszy za kilogram. Za kilogramowy bochen chleba zapłacić trzeba 32 grosze. Wołowina to wydatek rzędu 1,20 zł za kilogram, zwykle o 10-20 groszy taniej niż wieprzowina. Drogie jest mleko - po 22 grosze za litr, jaja trzymają się po 6 groszy. Za cukier płacić trzeba aż złotówkę, za kilogram pszennej mąki - 50 groszy. Im bliżej Katowic, tym tańszy węgiel (28 złotych za tonę), warszawiaków i lwowiaków ciepło kosztować może nawet dwa razy więcej.

Sporo trzeba też wydać na odzież, obuwie i ubezpieczenia. Stosunkowo niewielką pozycją w wydatkach jest komorne, nie przekraczające zwykle 15 procent dochodów. Gwoli sprawiedliwości przyznać trzeba, że duża część polskich mieszkań, mówiąc najdelikatniej, nie gwarantuje wielkiej wygody. W murowanych budynkach mieszka niespełna połowa Polaków, ale na przykład w województwie zachodnim - aż 90 procent. W drugim krańcu Polski proporcje się odwracają - wschód jest królestwem drewna i gliny.

W polskich mieszkaniach jest ciasno. W Warszawie aż 43 procent mieszkań składa się z zaledwie jednego pokoju (w Berlinie takich mieszkań jest ledwie 4 procent), podczas gdy w Londynie aż 72 procent mieszkań to wielkie 5-pokojowe (i większe) apartamenty. Tymczasem aż 58 procent warszawiaków musi dzielić swój pokój z co najmniej dwiema osobami. Cóż mówić, jeśli zwodociągowanych jest w Polsce raptem 20 procent budynków!

Fin pozazdrości
Nic więc dziwnego, że z naszym zdrowiem nie jest najlepiej. W dodatku na 10 tys. Polaków przypada ledwie 3,7 lekarza i biją nas pod tym względem nie tylko najlepsze w tej dziedzinie Węgry (10,5) czy Łotwa (7,9), ale nawet Sowiety (5,0). Żadna to satysfakcja, że wygrywamy z fińską biedą. Również miejsc w szpitalach sąsiedzi zza wschodniej granicy mają więcej, bo aż 28 na 10 tysięcy mieszkańców, podczas gdy u nas ledwie 23. Plotka głosi, że statystykę podbijają Sowietom miejsca w psychuszkach, co można pewnie przypisać także Niemcom pod Hitlerem (98). Ale przecież nie Czechom (54) czy Duńczykom (65)!

Smutnym skutkiem tych zaniedbań jest szalejąca gruźlica, która nadal jest głównym zabójcą Polaków i stawia nas w światowej czołówce.

Wstyd przyznać, że na wypadek choroby ubezpieczonych jest ledwie 2 miliony Polaków i tyle samo ma w perspektywie spokojną emeryturę.

Ale idzie ku lepszemu, choćby w demografii. Rosną polskie miasta, już 13 z nich przekroczyło 100 tysięcy mieszkańców, w tym Gdynia, w centrum której jeszcze kilkanaście lat temu siano żyto i sadzono ziemniaki. W tym samym czasie liczba łodzian urosła o 200 tysięcy!

Kraj nasz piękny, aż chciałoby się wyruszyć w drogę. Niestety, dróg porządnych nadal mało, ledwie 60 tys. kilometrów, choć od 1924 zbudowaliśmy już 16 tysięcy kilometrów nowych. Robotnikowi pozostaje kolej, na bardzo przyzwoitym poziomie i nieprzyzwoicie krótki urlop - ledwie tydzień w roku.

Wieczór w kinematografie
Człowiek roztropny potrafi jednak rozerwać się nie wyjeżdżając ze swego miasta. Ot, samo wyjście do kinematografu potrafi być niezłą rozrywką.

Kinematografów mamy więcej niż w całych Indiach Brytyjskich, a nawet w Austrii czy Szwajcarii, ale już 2,5-krotnie mniej niż w Szwecji. Wybór filmów nie do pogardzenia. Każdego roku cenzuruje się w Polsce około 600 tytułów, z czego na ogół tylko kilkanaście nie przechodzi cenzury.

Najtańsza rozrywka to radio; bardzo ostatnio modne. Na tysiąc Polaków, do radia ma już dostęp 25, więcej niż we Włoszech (18).

Z rozrywkami trzeba jednak ostrożnie, wydawanie pieniędzy lekką ręką nikomu dobrze się nie przysłużyło. A i tak zadłużenie kraju sięga 136 złotych na mieszkańca (w tym 85 złotych to dług zagraniczny). Daleko nam jednak do takich dłużników jak Anglia (4,4 tys.) czy Francja (4,2 tys.). Kiedyż oni zdążą te długi pospłacać?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie