Trwa kompletowanie składu toruńskich siatkarek na kolejny sezon w I lidze. Miał być przełomowy, bo klub liczył na większe zainteresowanie meczami, które mają się odbywać w nowej hali przy ul. Bema. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana.
Okazało się bowiem, ze organizacja treningów i meczów w nowej hali może przekroczyć możliwości Budowlanych. Siatkarki mają grać na nawierzchni Gerflor, której przygotowanie trwa 6-7 godzin, a ze względu na mecze koszykówki nie da się jej położyć na stałe. To żaden problem dla choćby okazjonalnych meczów reprezentacji, ale dla drużyny klubowej, która potrzebuje określonego rytmu zajęć, już tak.
- Treningi w takiej sytuacji są praktycznie nierealne. Nie wiemy jeszcze, co zrobimy. Być może będziemy trenować na starym obiekcie, a tylko w mecze będziemy rozgrywać na Bema. Nie muszę jednak dodawać, jak bardzo to niekomfortowe rozwiązanie. Jest jeszcze boczne boisko, ale tam z kolei nie ma wiele miejsca dla kibiców - przyznaje prezes Budowlanych Jarosław Hausman.
Dlatego prezes klubu tonuje ambicje na kolejny sezon. - Kwestią zasadniczą jest pozyskanie sponsora, który chciałby Orlen Ligi. Na dziś takiego nie mamy. To będzie ważny sezon, bo przekonamy się, czy torunianie w nowej hali chcą oglądać siatkówkę, jeśli oczywiście uda nam się tam zagościć - dodaje Hausman.
Czytaj e-wydanie »