Nurkowałem z księciem Williamem, a nawet przeklinałem!

Rozmawiała Irena Boguszewska
W. Brzeski wpadł na święta do rodziny w Koszalinie. Obecnie pracuje w Warszawie jako planer reklam w internecie.
W. Brzeski wpadł na święta do rodziny w Koszalinie. Obecnie pracuje w Warszawie jako planer reklam w internecie. ze zbioru Wojciecha Brzeskiego
Rozmowa z Wojciechem Brzeskim z Koszalina, płetwonurkiem, który w Grecji spotkał się z księciem Williamem.

- Jak Pan został przewodnikiem nurkowania?
- Już od czasów liceum byłem członkiem klubu Mares w Koszalinie, chyba najlepszego klubu płetwonurków w Polsce. Tu uczyłem się nurkować, a potem zdobywałem certyfikaty i wreszcie zostałem przewodnikiem.

- Po czym wyjechał Pan do Grecji.
- Będąc studentem, postanowiłem dorobić sobie w wakacje. Z drugiej strony chciałem pojechać w jakieś atrakcyjne dla nurka miejsce. Moja mama ma przyjaciółkę, która pochodzi z Grecji. Dla mnie jest jak ciocia. Ma pensjonat na wyspie Paxos, który wynajmuje niemieckim turystom. Mama poprosiła ją, żeby skontaktowała mnie z miejscowymi płetwonurkami. Wtedy się okazało się, że potrzebują do pracy kogoś o moich kwalifikacjach. A sama wyspa okazała się idealna. Jest bardzo urokliwa. Nie ma na niej dużych hoteli, za to jest mnóstwo małych pensjonatów. Panuje tam prawdziwy grecki klimat. A wokół są tereny wymarzone do nurkowania. Pod wodą jest tam mnóstwo fantastycznych obiektów. W pobliżu znajduje się wrak statku, ale jeszcze większą atrakcją są podziemne jaskinie.

Ślub Kate i Williama na żywo!

- I co Pan konkretnie robił?
- Byłem w zespole. Mieliśmy ponton z silnikiem. Zabieraliśmy na niego sprzęt do nurkowania i sześciu turystów, którzy chcieli ponurkować. Dobieraliśmy im skafandry, pomagaliśmy im się ubrać i ubezpieczaliśmy, kiedy wskakiwali do wody. Wreszcie razem z nimi nurkowaliśmy i pokazywaliśmy to, co warto zobaczyć - tu krewetki, tam piękny ukwiał, wrak, jaskinie. Pracowałem tak przez trzy miesiące, czyli przez całe wakacje.

- A jak doszło do spotkania z księciem Williamem?
- Któregoś dnia przy wejściu do portu zacumował brytyjski jacht. Niczym specjalnym się nie wyróżniał, był raczej średniej klasy. Czasem na wyspę przypływały dużo większe, piękniejsze i lepiej wyposażone jednostki. Ten nie rzucał się w oczy. Na jachcie była łódź, którą czasem wieczorem załoga przypływała do portu na kolację. Pewnego razu po południu przypłynął nią do nas mężczyzna i powiedział, że towarzystwo chce sobie ponurkować. Grupa liczyła czternaście osób. Mieli za mało sprzętu. Podał nam kartkę z imionami. Przy nich były wypisane rozmiary skafandrów, jakie mamy przygotować. Szef naszej grupy zdecydował, że następnego dnia rano razem z nim podpłyniemy pod jacht dwoma pontonami i zabierzemy turystów w fajne miejsce. Chcieliśmy im pokazać największą jaskinię i tak też zrobiliśmy.

- A sam książę?
- Kiedy podpłynęliśmy, na mostek wyszedł wysoki blondyn i nam pomachał. Powiedział, że za dziesięć minut będą gotowi. Mój szef spytał, czy wiem, kto to był. Powiedziałem, że chyba książę William, ale nie jestem pewien. On był pewien, że to książę. Poznał go. Zaczęliśmy się śmiać. Mój szef był Brytyjczykiem, więc bardzo się przejął., że tak ważną osobistość będzie obsługiwać. Szef wszedł na ich jacht. Z bliska było widać, że jest on luksusowo wyposażony. Na nim było sporo młodych ludzi, w wieku księcia. Podaliśmy sprzęt. Szef pomagał im się włożyć skafandry, zawiesić ciężarki. A ja wskoczyłem do wody i przyjmowałem nurków. Skakali po kolei. William skoczył jako trzeci. Razem ze swoim ochroniarzem, komandosem. Był z nim w parze, praktycznie byli nierozłączni.

- Jakie wrażenie zrobił na Panu książę?
- Był bardzo miły, sympatyczny. Zauważyłem, że mimo młodego wieku na środku głowy zaczyna robić mu się łysina. Byłem tym zaskoczony.

- Rozmawiał Pan z księciem?
- Kiedy wskoczył do wody, pomagałem mu zaczepić latarkę do oświetlania terenu pod wodą. Spytał mnie, jak jest po grecku... fuck you. Zdziwiłem się, że wziął mnie za Greka, ale jeszcze bardziej zdumiało mnie, o co pyta. Upewniłem się, czy faktycznie chodzi mu o to przekleństwo. Wtedy z kolei on bardzo się zdziwił, że używam takich słów. Okazało się, iż skafander na głowie i dość silny wiatr sprawiły, że nie za bardzo usłyszałem, o co naprawdę pytał mnie książę. A pytał o thank you. Zaczęliśmy się serdecznie śmiać. Zaraz też opowiedział znajomym o pomyłce. Mój szef Brytyjczyk o mało nie zemdlał, kiedy usłyszał, jakich słów używam w obecności księcia. Ale ja spokojnie dodałem księciu, jak thank you jest po polsku.

- Jak sobie radził z nurkowaniem?
- Świetnie. Natomiast jego ochroniarz komandos miał problemy. Co i raz wyrzucało go na powierzchnię wody. Przez to książę musiał w końcu skrócić nurkowanie.

- Kto jeszcze towarzyszył księciu?
- Było z nim sporo młodych osób, koledzy i koleżanki. Nie wiem, czy była z nim jego przyszła żona Kate, ale chyba tak. Właśnie na nią zwróciłem uwagę. Pamiętam ciemne włosy i te śliczne dołeczki w policzkach. Była ubrana w skromny zielony sweterek. Pomyślałem sobie wtedy, że to bardzo fajna dziewczyna.

- I jak się to spotkanie skończyło?
- Książę podziękował nam ładnie, dostaliśmy sowity napiwek, ale na imprezę na jacht nas nie zaprosił. A szkoda.

- Opowiedział Pan komuś o tym spotkaniu?
- Nawet nie musiałem. Wieść rozeszła się po okolicy lotem błyskawicy. Kiedy następnego dnia rano szedłem po bułki do sklepiku, ludzie po drodze mnie zatrzymywali. Pytali o księcia Williama. I śmiali się, że w jego obecności przez nieporozumienie zakląłem. Brytyjczycy zastanawiali się, co by było, gdyby gafa się nie wyjaśniła. Gdybym księciu podał greckie przekleństwo zamiast "dziękuję", wtedy on, gdyby chciał komuś pięknie podziękować po grecku, mógłby szpetnie zakląć. Ten rejs mam zapisany w książeczce nurka i zaznaczony żółtą koroną. Jest to niesamowite wspomnienie. Będę miał jeszcze o czym wnukom opowiadać. William pewnie kiedyś zostanie królem.
Rozmawiała Irena Boguszewska

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie