Od Rzymu do Meksyku - lata 60.

Partnerem cyklu jest Totalizator Sportowy
IO Tokio 1964 r. Józef Szmidt - zdobywca olimpijskiego złota w trójskoku.
IO Tokio 1964 r. Józef Szmidt - zdobywca olimpijskiego złota w trójskoku. PAP
W latach 60. XX w. Letnie Igrzyska Olimpijskie odbyły się trzykrotnie: w 1960 r. w Rzymie, w 1964 r. w Tokio i cztery lata później w Meksyku. Wszędzie tam z sukcesami startowali Polacy.

Józef Szmidt, Irena Szewińska, Jerzy Kulej – bez tych nazwisk historia polskiego olimpizmu byłaby o wiele uboższa. Cichym współautorem ich triumfów był Totalizator Sportowy, od 1956 r. mecenas polskiego sportu.

ZOBACZ MATERIAŁ WIDEO:

Upał nad Tybrem

Zacznijmy od igrzysk w Rzymie i od olimpijskiej statystyki: z Wiecznego Miasta przywieźliśmy 4 złote medale, 6 srebrnych i 11 brązowych, razem 21. W klasyfikacji punktowej Polska zajęła wówczas 6. miejsce, pokonując takie potęgi sportowe jak Francja i Wielka Brytania. Komentatorom dało to powód do uzasadnionych wniosków, że oto Polska wkroczyła do sportowej czołówki.

Złoto wywalczył w boksie Józef Paździor, Ireneusz Paliński w podnoszeniu ciężarów, Józef Szmidt w trójskoku, ale do narodowej legendy przeszedł Zdzisław Krzyszkowiak, zwyciężając w biegu na 3000 metrów z przeszkodami. Zawodnik, którego bezlitośnie trapiły choroby i kontuzje, który ponadto nienawidził upałów, zdecydowanie pokonał wszystkich swoich wielkich rywali (w tym aż trzech Rosjan z Sokołowem i Rżyszczynem na czele). „Przegląd Sportowy” pisał, że po 28 latach, od sukcesu „Kusego” za oceanem, „polski długodystansowiec znów stanął na najwyższym podium”. Sam Krzyszkowiak po biegu mówił najwyraźniej wzruszony dziennikarzom: „Jestem dumny, że jestem Polakiem”. Razem z nim dumna była cała Polska słuchająca transmisji z biegu przy radioodbiornikach.

Jedyną kobietą wśród srebrnych polskich medalistów – w skoku w dal była Elżbieta Krzesińska, której podczas zawodów ktoś zgubił buty. Startowała więc w męskich, pożyczonych od Józefa Szmidta, o dwa numery za dużych. Mimo to w butach z zawiniętymi noskami Elżbieta Krzesińska została wicemistrzynią olimpijską.

Dodajmy, do sportowej legendy przeszły też dwa przegrane przez Polaków pojedynki pięściarskie. W jednym Tadeusz Walasek walczył w finale wagi ciężkiej z Amerykaninem Crookiem i według wszystkich obserwatorów wygrał. Sędziowie uznali jednak, że złoty medal zdobył Crook. Z kolei w wadze półciężkiej Zbigniew Pietrzykowski przegrał w finale z mało znanym Cassiusem Clayem. Tym samym, który zmienił później nazwisko na Muhammad Ali i został najsłynniejszym bokserem wszech czasów.

IO w Tokio. Złoty medal w sztafecie kobiet 4 x 100 metrów dla Polski. Na pierwszym planie Irena Szewińska.
IO w Tokio. Złoty medal w sztafecie kobiet 4 x 100 metrów dla Polski. Na pierwszym planie Irena Szewińska. PAP

Tokijskie rekordy

W kolejnych Letnich Igrzyskach – w Tokio – emocje były nie mniejsze. Tym razem statystyka ułożyła się następująco: zdobyliśmy 7 złotych krążków, 6 srebrnych i 10 brązowych, czyli ogółem 23. Z taką liczbą medali zajęliśmy najwyższą lokatę w dotychczasowych startach.

Były to pierwsze igrzyska transmitowane w telewizji w kolorze. Do programu wprowadzono kobiecą i męską siatkówkę oraz narodowy sport Japonii – judo. Lekkoatletyka poszerzona została o dwie nowe konkurencje: pięciobój lekkoatletyczny (późniejszy siedmiobój) oraz bieg na 400 metrów (obie wśród kobiet). Igrzyska Olimpijskie w Tokio były rekordowe pod względem osiągniętych wyników – pobito 37 rekordów świata i 77 olimpijskich.

Autorką największej niespodzianki w polskiej ekipie była 18-letnia Irena Kirszenstein, później Szewińska, która zdobyła dwa srebrne medale: w skoku w dal oraz w biegu na 200 metrów. Ale jej udziałem było również złoto. Polka zdobyła bowiem złoty medal w sztafecie 4 x 100 metrów, wraz z Teresą Ciepły, Haliną Górecką i Ewą Kłobukowską, bijąc jednocześnie rekord świata. Był to pierwszy taki triumf Polek w historii.

Ponadto po raz drugi na najwyższym stopniu podium stanął trójskoczek Józef Schmidt. Uzyskał wynik 16,85 metra i był to na ówczesne czasy oszałamiający rekord olimpijski. Swój pierwszy złoty medal olimpijski wywalczył w Tokio Jerzy Kulej. W walce finałowej pokonał reprezentanta ZSRR Jewgienija Frołowa i był to jeden z najdramatyczniejszych pojedynków bokserskich w jego karierze.

„Pojedynek o złoty medal z Frołowem był rewanżem za przegraną stosunkiem głosów w styczniu 1964 r. w meczu ZSRR – Polska. Stamm, widząc moje zdenerwowanie, wziął mnie za rękę i spytał: >>Coś taki spięty? Chodź na spacer<< Mówił mi, że to moja wielka szansa, że w Moskwie nie przegrałem i trzeba Frołowa zaskoczyć. . >>Zmieniamy twój styl walki. Tym razem nie zaatakujesz, a poczekasz na jego ofensywę<< – wyjaśniał Papa. Byłem znany z tego, że idę do przodu, a tymczasem miałem udawać kogoś, kto się boi” – wspominał Kulej po latach.

Wspomnijmy jeszcze o złocie Waldemara Baszanowskiego – w rewelacyjnym stylu uzyskał w trójboju 432,5 kg, bijąc dotychczasowy rekord olimpijski o 25 kg. Sportowa legenda głosi, że podnoszenie ciężarów Baszanowski zaczął trenować w wojsku. W jednostce nie było odpowiednio wyposażonej siłowni, więc za zgodą dowódcy sam zmajstrował sobie sztangę, używając do tego części od czołgu – kół zamachowych i zębów z gąsienicy.

Jerzy Kulej podczas ceremonii wręczenia złotego medalu (IO Tokio 1964 r.).
Jerzy Kulej podczas ceremonii wręczenia złotego medalu (IO Tokio 1964 r.). PAP

„Meksyk jest nasz”

Na igrzyska w Meksyku w 1968 r. Polacy jechali już jako faworyci. I potwierdzili swoją klasę: zdobyli 18 medali, w tym 5 złotych, 2 srebrne i 11 brązowych. Baszanowski, chorąży reprezentacji, powtórzył osiągnięcie z Tokio, wygrywając z przewagą aż 15 kg nad Irańczykiem Parwizem Dżalajerem. Kulej podobnie – o pojedynku z Kubańczykiem Enrique Regüeiferosem zdobył drugi złoty medal (wygrał stosunkiem głosów 3:2). Klasą samą dla siebie okazała się Szewińska – zwyciężyła w biegu na 200 metrów, poprawiając czasem 22,58 rekord świata oraz zdobyła brąz na dystansie 100 metrów. metrów. W Meksyku rozbłysła jednak tak że inna polska gwiazda na światowym poziomie – szermierz Jerzy Pawłowski. Finałowe starcie Pawłowski miał z Rosjaninem Markiem Rakitą. Była to zacięta walka, w której losy złotego medalu ważyły się do samego końca. Polak nie dał się ponieść nerwom i utrzymał skupienie do samego końca. Olimpijskie złoto było uwieńczeniem jego kariery. Gratulacje płynęły ze wszystkich stron. Nawet ówczesny minister obrony narodowej – gen. Wojciech Jaruzelski posłał mu telegram z gratulacjami.

Co ciekawe, od 1964 r. szermierz był agentem wywiadu CIA o ps. „Paweł”. Zwerbowany został podczas pobytu w USA i przekazywał Amerykanom głównie informacje personalne i towarzyskie o osobach z kręgów polityczno-wojskowych. W 1975 r. został w Polsce aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz USA.

Na igrzyskach w Meksyku sport był dlań ważniejszy od polityki, podobnie jak dla kilkudziesięciu innych polskich olimpijczyków. Wspomnijmy choćby Huberta Skrzypczaka, który zdobył wtedy brązowy medal w wadze papierowej po trzech wygranych walkach i przegranej w półfinale z Koreańczykiem Jee Yong-ju.

„Byłem mały, ale ambitny. Lubiłem wygrywać. W Meksyku też chciałem wygrać. Może gdyby sędziowie byli dla mnie bardziej przychylni, to awansowałbym do finału. Ale nie ma sensu do tego wracać. Cieszę się, że zdobyłem medal. Szczególnie, że to były moje pierwsze i ostatnie igrzyska” – wspominał Skrzypczak w 2020 r.

„Kolejne świetne igrzyska Polaków” – podsumowywał w 1968 r. „Przegląd Sportowy”. A wioślarz Jerzy Broniec, który w Meksyku bez powodzenia startowa ł w dwójce bez sternika, dodawał po latach: „My, z bloku komunistycznego, byliśmy politycznie na cenzurowanym. Ale jeśli politykę zostawić z boku, to były najpiękniejsze igrzyska, na jakich byłem”.

Waldemar Baszanowski – złoty medalista olimpijski w podnoszeniu ciężarów w wadze lekkiej (Tokio 1964 r. i Meksyk 1968 r.). Na zdjęciu podczas zawodów
Waldemar Baszanowski – złoty medalista olimpijski w podnoszeniu ciężarów w wadze lekkiej (Tokio 1964 r. i Meksyk 1968 r.). Na zdjęciu podczas zawodów w Tokio. Fot. PAP/CAF

Totalizator Sportowy – mecenas polskiego sportu

Dok ładnie 25 stycznia 1956 r., kiedy w Polsce I sekretarzem KC PZPR był Bolesław Bierut, a premierem Józef Cyrankiewicz, na mocy Zarządzenia nr 7 Przewodniczącego Głównego Komitetu Kultury Fizycznej rozpoczęło działalność Państwowe Przedsiębiorstwo Totalizator Sportowy.

Dochód z działalności nowo powstałej instytucji miał być przeznaczony na budowę i remonty obiektów i urządzeń sportowych. W warszawskim Śródmieściu, u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Wspólnej, powstała pierwsza kolektura. 8, 12, 31, 39, 43, 45 – taki był pierwszy wynik losowania, które przez kolejnych kilkadziesiąt lat było częścią życia codziennego i polskiej popkultury. Warto dodać, że jeszcze wtedy losowano nie kulki, a zwitki papieru, natomiast bęben losowania był poruszany ręcznie.

Zresztą sposób finansowania sportu przez Totalizator Sportowy już wtedy był jasny i przejrzysty. Każdy los kosztował „złotówkę”, z której 51% przeznaczano na wypłatę wygranych, a 49% na działalność przedsiębiorstwa oraz finansowanie obiektów sportowych. W ten sposób przez lata wszystkie obiekty sportowe w Polsce były finansowane w dużej mierze właśnie ze środków Totalizatora Sportowego.

Wideo

Materiał oryginalny: Od Rzymu do Meksyku - lata 60. - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie