MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Odnalazł i wyciągnął z głębin 86 topielców. Teraz Roman Berendt, zawodowy nurek i strażak, ma w Szubinie własne muzeum

Maja Stankiewicz
Maja Stankiewicz
Roman Berendt, zawodowy nurek i strażak, opowiadał w bibliotece w Szubinie o trudnej pracy nurka. Pokazywał zdjęcia
Roman Berendt, zawodowy nurek i strażak, opowiadał w bibliotece w Szubinie o trudnej pracy nurka. Pokazywał zdjęcia Maja Stankiewicz
Muzeum „Wodnik” to jedna z atrakcji Szubina. Przyjeżdżają je zwiedzać pasjonaci z całej Polski. Na spotkaniu w bibliotece Roman Berendt opowiadał jednak nie o zbiorach, a o życiu nurka.

To życie trudne i pełne niebezpieczeństw. Wymaga sprawności fizycznej i mocnych nerwów. Dla Romana Berendta nurkowanie to nie tylko praca, także wielka pasja.

- To człowiek niesamowity, szubiński James Bond - przedstawiał gościa Mirosław Rzeszowski, dyrektor Rejonowej Biblioteki Publicznej w Szubinie. - Jestem Berendt, Roman Berendt – odpowiedział na to żartobliwie bohater spotkania. I choć zorganizowano je późnym wieczorem, sporo osób przyszło do książnicy by posłuchać mrożących krew w żyłach opowieści z życia zawodowego nurka.

40 lat z wodą

Roman Berendt to międzynarodowy instruktor nurkowania. Był kierownikiem robót nurkowych MSWiA i nurkiem zawodowym Głównego Urzędu Morskiego. Nurkowaniu poświęcił ponad 40 lat swojego życia. Jego podwodny świat nie jest jednak tak kolorowy jak ten pokazywany często w telewizji. - Odbieram go zupełnie inaczej – mówił w bibliotece.

Pierwszy raz zobaczył płetwonurka w Wąsoszu jak miał 10 lat, powolutku wchodził tyłem do wody. Zrobił na nim ogromne wrażenie. Do dziś zachował w pamięci ten obraz. Pierwsze szlify płetwonurka zdobył w Centralnym Ośrodku Szkolenia Płetwonurków nad Jeziorem Charzykowskim. Tam połknął bakcyla. - Miałem szczęście do instruktora. Zabierał mnie w ciekawe miejsca np. na pole węgorzy. Łebki ryb wystawały ponad muł. Wspaniały widok – wspomina.

Potem był Ośrodek Szkolenia Nurków i Płetwonurków w Gdyni, gdzie trafił do grupy nurków klasycznych. W bibliotece pokazywał zdjęcia z tego czasu – w mosiężnym hełmie, skafandrze, w butach z ołowiem. - Cały strój ważył od 93 do 100 kilogramów - opowiadał.

Podczas manewrów na poligonie w Drawsku Pomorskim uratował życie załogi czołu, który uległ awarii podczas przejazdu pod wodą. Sam też podczas jednej z akcji o mało nie stracił życia.

Monolog z topielcem

Ważna część jego zawodowej historii to praca w Podwodnym Pogotowiu Technicznym, gdzie wykonywał roboty przy jazach, elektrowniach wodnych, zaporach. Pracował przy obiektach hydrotechnicznych m. in. w Pieczyskach, Żarnowcu, Włocławku. - Kiedy sobie dziś uzmysłowię co robiliśmy bez zabezpieczeń to można nas przyrównać do kamikadze – przyznaje po latach.

Późno, bo w wieku 35 lat został zawodowym strażakiem w jednostce PSP w Bydgoszczy. Jego atutem były wysokie uprawnienia nurka zawodowego i duże doświadczenie. Jako zawodowy nurek ma udokumentowanych ponad 7 tys. godzin pod wodą, to 290 dni.

To Cię może również zainteresować

W straży często przychodziło mu szukać osób, które utonęły. Wielu kolegów miało opory psychiczne, po kwadransie wychodzili z wody roztrzęsieni. On dobrze to znosił, choć – przyznaje łatwo nie było. Zdarzało się, że poszukiwania trwały po kilka godzin przez 2-3 dni.

- Jako katolik miałem swoją metodę. Odmawiałem zdrowaśki i różaniec. To mnie uspokajało. W przerwie modlitwy prosiłem topielca, by dał się odnaleźć. Prowadziłem z nim monolog – opowiada Roman Berendt. Przyznaje, że podczas pracy w straży osobiście odnalazł i wyciągnął z wody 70 ciał, 16 kolejnych odnalazł jako pracownik Podwodnego Pogotowia Technicznego.

- Jestem dumy, że udało mi się wyciągnąć tyle osób - podkreśla nurek. - Rodziny mogły pochować bliskich.

Zaproszenie do muzeum

Dziś jako emerytowany strażak nadal szkoli młodych adeptów nurkowania. Jako jedyny w Polsce organizuje pokazy nurkowania w klasycznym sprzęcie. Odbywa się to zwykle w bazie nurkowej w Piechcinie.

W swoim domu w Szubinie stworzył klub dla nurków oraz prywatne muzeum „Wodnik”, gdzie oglądać można stare kombinezony, maski, butle tlenowe. Wśród eksponatów prawdziwe perełki. Np. aparat tlenowy do ewakuacji załóg łodzi podwodnych z lat 50., który wiele osób z branży widziało tylko na zdjęciach. Są busole okrętowe, koła sterowe, łańcuchy kotwiczne.

- O muzeum nie będę opowiadał. Można przyjść i samemu zobaczyć. Wystarczy się wcześniej umówić - zachęcał w bibliotece Roman Berendt.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Zastrzeż PESEL - Pismak przeciwko oszustom

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska