Ojciec Darek uczył (na Madagaskarze) dzieci swoje, a miał ich wszystkich... dużo

Agata Kozicka [email protected] tel. 52 326 31 83
Ojciec Darek Marut otoczony dziećmi z Madagaskaru Z archiwum misjonarza
Już teraz bydgoscy misjonarze mogą utworzyć w swojej szkole na Madagaskarze dodatkowe cztery klasy dla łącznie 200 dzieci adoptowanych w ciągu ostatnich kilku dni. Jest lekarz, który zapłaci za leczenie 100 dzieci i 50 kilogramów makaronu, i całe kartony maskotek.

pomorska.pl/bydgoszcz

Więcej informacji z Bydgoszczy znajdziesz na stronie www.pomorska.pl/bydgoszcz

Reakcja Czytelników na artykuł w "Pomorskiej" tydzień temu była błyskawiczna. Duchacze utworzyli specjalne subkonto na datki na Madagaskar, na szkołę. Bo chętnych, żeby pomóc, są setki.

- Przeszłam wojnę, brałam udział w Powstaniu Warszawskim - opowiada pani Irena z Chojnic. - I nie potrafię pozostać obojętna na potrzeby innych. Szczególnie dzieci, które prawie nic nie mają. Mam 80 lat, ale będę pomagała, jak długo się da.

- Chciałabym zaadoptować dwójkę. Właściwie, to jedno ja, a drugie - moja córka. I każdemu chciałybyśmy zapewnić szkołę oraz wyżywienie - deklaruje mieszkanka z okolic Torunia.

Konto do adopcji

(fot. Z archiwum misjonarza)

Konto do adopcji

Przypomnijmy, wystarczy wpłacić 100 złotych na konto Zgromadzenia Ducha Świętego, al. Jana Pawła II 117, 85-152 Bydgoszcz

nr 34 1240 1183 1111 0010 3066 5489

z dopiskiem: "Adopcja na odległość" lub "Ofiara na Madagaskar", by zapewnić malagaskiemu dziecku naukę przez cały rok szkolny.

Wpłacając 330 złotych można dodatkowo zapewnić dziecku pełne wyżywienie przez cały rok.

- W ciągu ostatnich kilku dni mieliśmy ponad 200 wpłat na adopcję na odległość - z radością informuje ojciec Darek Marut. - A to nie wszystko. Ciągle odbieramy telefony z pytaniami, jak wpłacić, co wpisać na przelewie. Jest też sporo ludzi bez internetu. Wysłaliśmy już do 50 takich osób listownie informacje z numerem konta, żeby ułatwić "adopcję".

- A będę mogła mu wysłać paczkę na święta? Taką ze słodyczami? - pyta Czytelniczka, której przekazujemy, że lepiej - pieniądze. - Zdaję sobie sprawę, że misjonarze za pieniądze wydane na tę paczkę kupią zdecydowanie więcej. Ale i tak chcę wysłać paczkę, żeby to on (przyznany dzieciak - przyp. red.) ją dostał, żeby miał coś dla siebie.

Gdy opowiadam tę historię ojcu Darkowi, śmieje się. - Ja rozumiem, że każdy chce swoją paczkę wysłać. Ale trzeba pamiętać, że wysłanie 20-kilogramowej paczki kosztuje około 200 zł, idzie 6 miesięcy i jeszcze nie ma pewności, że nie zginie w drodze albo że połowa zawartości nie zniknie, zanim dotrze do dziecka.

A dzieci i tak dzielą się tym, co dostaną - jeden cukierek na siedem, osiem osób. Tak było z tym, którego znalazłem niespodziewanie w moim bagażu.

Sęk w tym, że tych darów dla dzieci w Madagaskarze jest dużo więcej.

- Odezwała się pani, która chciała przekazać 50 kg makaronu. Dzieciaki ze szkoły w Falmierowie (woj. wielkopolskie), z którymi od dawna jestem w kontakcie, przygotowały dla dzieci z Madagaskaru cały karton po telewizorze ciuchów i maskotek. Jeden malec mówi: "Oddaję wszystkie zabawki, bo im tam są bardziej potrzebne". A pani Ewa, nauczycielka, kiedy wspomniałem, że Malgasze nie wiedzą, która jest godzina, bo nie mają zegarków, jak stała tak zdjęła zegar ze ściany i dorzuciła do pudła.

Darów jest coraz więcej. - Myślimy o tym, żeby może zebrać je wszystkie i jednorazowo wyekspediować kontener. Zobaczymy.

Będzie wykształcenie, będzie coś dla żołądka i...

- Odezwał się lekarz. Powiedział, że nie potrafi siedzieć i nic nie robić, kiedy cierpią dzieci. A że nie może sam im pomóc na Madagaskarze, to zapłaci za leczenie i lekarstwa 100 dzieci na miejscu - opowiada ojciec Darek.

Duchacze nie muszą się martwić o biuro "adopcyjne".

- Koperty, papier, ksero - zgłosili się ludzie, którzy oferują tu na miejscu swoją pomoc i czas przy organizacji adopcji na odległość.

A będzie co robić. - Każdy, kto zdecyduje się na adopcję, dostanie w ciągu dwóch miesięcy, może trochę później, informację o przydzielonym mu dziecku. Dostanie zdjęcie i będzie regularnie informowany o jego postępach w nauce. Ale przypominam, że kolejny rok szkolny zaczyna się, tak jak u nas, we wrześniu, więc na te postępy trzeba cierpliwie poczekać - zaznacza misjonarz.
My też czekamy na informacje, o dziecku, które zaadoptowała redakcja "Pomorskiej". Gdy dostaniemy - zaraz Państwu o tym opowiemy. I opowiemy o innych dzieciach z Madagaskaru, które zaadoptują nasi Czytelnicy. Jeśli się na to zdecydujecie - zadzwońcie, wyślijcie list, opowiedzcie o swoich wrażeniach. Napiszemy o tym na naszych łamach.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Aga~

Jeśli ojciec w Polce zarabia ok. 1 tyś zł a ma dzieci i zona się nimi opiekuje, też nie mają co jeść. Może by im te dary przekazać?

A
Adam

Darek nie daj się tam ! Jesteśmy z Tobą !

Dodaj ogłoszenie