Polacy masowo ruszyli po zwrot pieniędzy za odwołane wycieczki. Właściciele biur podróży: rząd oferuje pomoc, za którą musimy zapłacić

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Polskapress
Od kilku dni klienci biur podróży, którzy wpłacili pieniądze na poczet wycieczek zagranicznych odwołanych z powodu pandemii, mogą ubiegać się o zwrot pieniędzy z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, nazywanego potocznie funduszem zwrotów. Rząd twierdzi, że fundusz skutecznie wesprze polską turystykę. Ale właściciele biur turystycznych są innego zdania. Mówią, że to pomoc niewystarczająca. W dodatku taka, za którą muszą zapłacić.

Wiosną klienci wpłacali zaliczki na poczet zagranicznych wczasów. Gdy wycieczki z powodu koronawirusa odwołano, pojawił się problem – wiele biur podróży nie miało środków na oddanie klientom wpłaconych pieniędzy. Zgodnie z przepisami, na zwrot środków firmy miały 180 dni. Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, jak zapewnia rząd, pomoże firmom uregulować właśnie te zobowiązania.

Fundusz funkcjonuje od 1 października, o zwrot pieniędzy zawnioskowało już kilkadziesiąt tysięcy klientów w całym kraju. Aby skorzystać z funduszu, trzeba założyć konto w portalu prowadzonym przez Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (jest on obsługiwany przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny) pod adresem www.tfg.ufg.pl, a następnie wypełnić wniosek.

Właściciele biur podróży twierdzą, że fundusz jest dla ich branży wsparciem niewystarczającym. I w dodatku, jak mówią, najpierw muszą za to wsparcie zapłacić. A to dlatego, że w ciągu 7 dni od złożenia wniosku do funduszu firma musi wpłacić 7,5 proc. łącznej wartości wypłat objętych wnioskiem na rzecz Turystycznego Funduszu Pomocowego.

Firma musi też dodatkowo wpłacić kwotę w wysokości 2,5 proc. lub 4,1 proc. (w zależności od wielkości przedsiębiorcy) łącznej wartości wnioskowanych wypłat. Weryfikacja wniosków nastąpi w ciągu 30 dni, a w przypadkach bardziej skomplikowanych - do 4 miesięcy. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny w terminie 14 dni od dnia zakończenia weryfikacji wniosku ma dokonać wypłaty zwrotu pieniędzy na rzecz podróżnych.

- Krótko mówiąc, żeby móc otrzymać kwotę z funduszu zwrotów, którą oczekują klienci, firma najpierw musi wpłacić odsetki od tej kwoty, potem dopiero klienci otrzymują zwrot. To jest taka pomoc, za którą trzeba najpierw zapłacić. Formuła tego funduszu jest podobna do wzięcia kredytu. Rząd nie daje firmom pieniędzy, tylko je pożycza na 6 lat. Nie dokłada do tego rozwiązania ani złotówki. Nie mogę powiedzieć, że to nie jest pomoc. Fundusz oczywiście pomoże wielu organizatorom wycieczek zagranicznych, którzy w tym momencie nie mogą oddać pieniędzy klientom, bo ich na to nie stać. Natomiast jest to pomoc niewystarczająca, bo otrzymane środki z funduszu trzeba oddać. Tymczasem słyszymy od polityków, że wsparcie dla naszej branży leje się szerokim strumieniem. To okropne kłamstwo. Dziś wiele firm ma problem z tym, żeby otrzymać kredyt bankowy. I to jest wina rządu, który w tej kwestii nam nie pomógł. Niektórzy z nas nie są w stanie kupić nawet tostera na raty - mówi Alina Dybaś, prezes Turystycznej Organizacji Otwartej, która zrzesza małych i średnich przedsiębiorców turystycznych.

Alina Dybaś twierdzi, że tylko do małych i średnich biur od 1 do 6 października zgłosiło się 1,2 tys. osób w sprawie zwrotu pieniędzy. Wiele małych firm, nie mając zamrożonych środków na kontach, samodzielnie zwracało pieniądze klientom. Te firmy nie wystąpią więc o kredyt do funduszu zwrotów.

Właściciele firm turystycznych, którzy są rozczarowani polityką rządu, dołączają do pozwu zbiorowego przeciwko państwu. Przedsiębiorcy zarzucają rządowi, że nie ogłosił stanu nadzwyczajnego, dzięki któremu firmy mogłyby ubiegać się o odszkodowania.

- Do pozwu zbiorowego przyłączyło się już 150 firm i ta liczba rośnie. Cały czas otrzymujemy zapytania w tej sprawie od przedsiębiorców. Przedsiębiorców zainteresowanych złożeniem pozwu jest około 400, ale wielu z nich jest w bardzo trudnej sytuacji. Ci ludzie mówią nam, że nie mają co do garnka włożyć i nie stać ich nawet na opłaty sądowe. To są osoby na granicy załamania psychicznego. Myślę tu głównie o małych rodzinnych firmach, często wielopokoleniowych - twierdzi Alina Dybaś. -
Pozywamy państwo za to, że rząd zamknął nam biznesy, nie dając alternatywy. Rząd mając narzędzia prawne perfidnie ich nie wykorzystał. I to tylko dlatego, żeby nie wypłacać ludziom należnych odszkodowań. Zamiast tego wprowadził bon turystyczny, który był kiełbasą wyborczą, stanowi pomoc pozorną, nie dla wszystkich skuteczną - dodaje Dybaś.

Obecnie wiele firm turystycznych zawiesiło funkcjonowanie do marca 2021 r. W branży szacuje się, że po okresie jesienno-zimowym 25-30 proc. przedsiębiorców może nawet zlikwidować działalność albo się przekształcić i zacząć działać w innym obszarze.

- Ci, którzy to przetrwają, odrodzą się, bo jesteśmy na takim etapie rozwoju, że chcemy wyjeżdżać i spędzać wakacje za granicą. Nie da się tego trendu już odwrócić. Pandemia jest problemem, ale nasza branża jest w stanie nauczyć się z nią żyć, dostosować się. Naprawdę można podróżować w sposób bezpieczny. My tylko prosimy o to, żeby nam państwo nie przeszkadzało. Chcielibyśmy też, żeby pomoc dla firm była rozsądna – mówi Alina Dybaś.

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Materiał oryginalny: Polacy masowo ruszyli po zwrot pieniędzy za odwołane wycieczki. Właściciele biur podróży: rząd oferuje pomoc, za którą musimy zapłacić - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie