MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Policjant z Chełmna zginął na służbie. Jest umorzenie

Monika Smól
Monika Smól
Katarzyna Mieczkowska, wdowa po policjancie: - Mąż zginął, bo każą im kręcić kilometry dla statystyk. Narazili go na utratę życia.
Katarzyna Mieczkowska, wdowa po policjancie: - Mąż zginął, bo każą im kręcić kilometry dla statystyk. Narazili go na utratę życia. Łukasz Szałkowski
Katarzyna Mieczkowska odwołuje się od decyzji prokuratora, który umorzył sprawę tragicznej śmierci jej męża podczas służby 13 lipca 2018 r. - Chcą to zamieść pod dywan - mówi. Oskarżyciel zaprzecza.

Umorzenie dotyczy i nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez policjantów KPP w Chełmnie - prowadzącego odprawę i kierownika Ogniwa Ruchu Drogowego.

Przypomnijmy, Marek Mieczkowski został skierowany do patrolowania motocyklem gminy Stolno. Przełożeni twierdzili, że gdy został odprawiony, o g. 6, nie padało. Wkrótce - jak mówią - został wezwany do komendy, by wymienić motocykl na radiowóz, bo padać zaczęło o g. 7.30. Gdy wracał doszło do nieszczęścia. Zginął na miejscu na prostym odcinku DK55 w Stolnie. Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci było przerwanie rdzenia. Rodzina zmarłego nie chciała, by śledztwem zajmowali się mundurowi z Chełmna. Obawiała się mataczenia. Zajęli się nim tylko w tzw. niezbędnym zakresie. Potem sprawa trafiła do policji i Prokuratury Rejonowej w Iławie. Wcześniej prokurator i policjanci z Chełmna spotkali się w miejscu wypadku i strażacy - na ich polecenie - wycięli znak drogowy, o który uderzyć miało ciało policjanta. Poinformowała nas o tym w lipcu ubiegłego roku prokurator z Chełmna.

Kilka dni temu wdowa dostała pismo o umorzeniu sprawy.

- Prokurator z Iławy nie przesłuchał mnie - mówi Katarzyna Mieczkowska. - Decyzji o umorzeniu nie wydał inny prowadzący. Mogłam wnieść wiele do sprawy. Mąż dzień wcześniej wrócił z służby nerwowy. Nie chodził do pracy w skórach, a następnego dnia tak pojechał, bo nie podczas porannej odprawy 13 lipca, a dzień wcześniej - mimo złych prognoz - dostał dyslokację na motocykl. Odprawiający zeznał, że gdy męża odprawiał rano słońce go oślepiało. A pokój odpraw jest po zachodniej stronie! Mąż jako jedyny z komendy ukończył kurs doskonalący technikę jazdy w Legionowie, a biegły w opinii z wypadku stwierdza, że zginął z powodu złej techniki jazdy. Żenujące! W sporządzaniu opinii wziął pod uwagę ślady nie pasujące do bieżnika motocykla. Wpisał inny wzrost męża - nie miał 12 cm czy 1,7 m a 1,88 m. Opinia brzmi, jakby ją pisało dziecko. Mąż miał włączony lewy kierunkowskaz, co na prostej drodze świadczy iż chciał coś/kogoś ominąć. Motocykl nie był uszkodzony, a znak drogowy w który miał uderzyć - ani drgnął! Przy wadze męża 90 kg i jadąc - jak twierdzi biegły - nawet 90 km/h - czy znak by nie ucierpiał?

Pokrzywdzona wskazuje, że świadek, który reanimował jej męża zeznał, iż w miejscu wypadku przed nim był kierowca tira, a gdy on nadjechał - odjechał.

- Dlaczego do tej osoby nie dotarto? To mógł być naoczny świadek. Czemu nie zabezpieczono monitoringu z trasy? - pyta. - Mąż został narażony przez przełożonych na utratę życia, bo trzeba kręcić kilometry dla statystyk. Córka ma dwa latka, syn niecały rok i muszę im ciągle mówić, że tata jest u aniołków. Chcę dojść do prawdy, czuć, że zrobiłam, co mogłam. Jestem mała w świecie olbrzymów. Nadzieja w zażaleniu i mediach.

Prokurator przyznaje, że na decyzję o umorzeniu wpłynęła znacznie opinia biegłego rekonstrukcji wypadków drogowych.

- Materiał dowodowy jest obszerny, uznaliśmy go za pełny - mówi Sylwester Skowyra, zastępca prokuratora rejonowego w Iławie. - Wnioski dowodowe wdowy częściowo zostały uwzględnione, oddaliliśmy te, które niczego nie wnosiły. Mamy opinię biegłego, dane pogodowe z instytutu meteorologii, materiały z przesłuchania świadków. Poza tym, konsultowałem się z przebywającym na urlopie prokuratorem referentem Maciejem Krakosem. I dodaje, że z materiałów wynika, że warunki pogodowe były złe, padało, ale w chwili odprawy nie były tak złe, by nie zezwalały na pełnienie służby na motocyklu. - Ustawa o policji nie zabrania jeżdżenia w deszczu przy zachowaniu szczególnej ostrożności. Przyczyna wypadku wynika z zachowania kierowcy - może zasłabł, wpadł w poślizg. Według biegłego mógł jechać na 2 biegu 72-90 km/h.

Tajemnicze miejsce odprawy
Jak wskazuje, przesłuchani zostali kierownik chełmińskiej drogówki i policjant odprawiający policjanta do służby. - Odprawiający zeznał, że mimo ostrzeżeń o ulewach z dnia poprzedniego dnia, w Chełmnie nie padało - mówi Skowyra. - Policjant przyszedł ubrany odpowiednio do jazdy na motocyklu. Dodał, że podczas odprawy świeciło słońce i nie mógł odczytać telegramów na monitorze. Kilka osób najechało na wypadek. Tylko jedna nie została ustalona. Motocykl był badany pod względem technicznym. Według biegłego był sprawny. Alert o opadach wpłynął do komendy w o godz. 10, gdy policjant już nie żył.

Rzecznik policji z Chełmna nie chciała zdradzić, w jakim pomieszczeniu do służby odprawiony został Marek Mieczkowski. Zasłaniała się prowadzonym śledztwem. Gdy powiadomiliśmy, że prokurator umorzył je - dalej trzymała ten fakt w tajemnicy. Zapytaliśmy, gdzie zazwyczaj się to odbywa? - W sali odpraw lub w pomieszczeniach służbowych - biurowych odprawiających - mówi Dorota Lewków, oficer prasowy KPP w Chełmnie. - Uzależnione jest to od liczby funkcjonariuszy rozpoczynających służbę.

Czy motocykl, którym poruszał się policjant - honda CBF 1000, mógł na drugim biegu osiągnąć prędkość 90 km/h?.

- Jeśli biegłego nie było na miejscu wypadku na oględzinach, a motocykl był przemieszczany zanim trafił do niego to nie może stwierdzić, że był na drugim biegu - mówi Zbigniew Ginter z klubu Wyczół Gościeradz, doświadczony instruktor jazdy motocyklowej. - Zmiana położenia może wpłynąć na ustawienia. 90 km/h nie osiągnął na drugim biegu. Jeśli zgadzałaby się prędkość musiał być czwarty, trzeci. Od 15 lat prowadzę zajęcia na Kartodromie Bydgoszczy, wychowałem wielu mistrzów wyścigów motocyklowych i crossu.

Decyzja o umorzeniu jest nieprawomocna. Można się na nią zażalić do sądu. Lada dzień trafi do tego organu takie zażalenie. - W trakcie prowadzenia postępowania składaliśmy szereg wniosków dowodowych, które w naszej ocenie przybliżyłyby prawdę obiektywną, prokurator odrzucił wszystkie - mówi mecenas Janusz Kaczmarek, były minister spraw wewnętrznych i administracji. - I choćby dlatego zażalenie jest słuszne. Opinia biegłego jest niespójna i zamiast wyjaśniać okoliczności wypadku powoduje, że są one niejasne i nielogiczne.

Dotarliśmy do treści zażalenia. Janusz Kaczmarek wskazuje na bierność prowadzących postępowanie, wytyka iż m.in. nie przesłuchano mieszkańców okolicy wypadku, nie dokonano oględzin monitoringu wewnętrznego KPP Chełmno, nie przesłuchano dyżurnego KPP - na okoliczność warunków atmosferycznych. Powołuje się też na zarządzenie nr 30 komendanta głównego policji z 22 września 2017 roku w sprawie pełnienia służby na drogach, w którym w 74 ust. 2 stanowi: „Przy ustalaniu dyslokacji i sposobie jej pełnienia należy uwzględnić w szczególności warunki atmosferyczne i informacje o przewidywanych zagrożeniach dla bezpieczeństwa i porządku publicznego na drogach”.

Czego wstydzą się kobiety? Aktorki i psycholog dyskutują.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska