MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Poród jak horror, dziecko niepełnosprawne. Szpitale płacą miliony za błędy. Ale procesy o zapłatę trwają długie lata...

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Wideo
od 7 lat
Zwlekanie z cesarskim cięciem i niemonitorowanie płodu - to najczęstszy scenariusz błędów przy porodach. Czy milionowe zadośćuczynienie rekompensuje matce to, że do końca życia jej dziecko będzie niepełnosprawne?

Ponad 1 mln zł na mocy wyroku sądu zapłacić musi szpital w Lipnie (Kujawsko-Pomorskie) matce i jej dziecku za błąd przy porodzie, do którego doszło w 2013 roku. To 900 tys. zł zadośćuczynienia z odsetkami liczonymi od 2015 roku (moment wniesienia pozwu), odszkodowanie i 5 tys. zł comiesięcznej renty - znów z odsetkami i spłatą od tamtego roku. Bój o te pieniądze trwał 9 lat!

Kwota robi wrażenie? - Subiektywnie takie sumy pieniędzy mogą wydawać się wysokie. Ale biorąc pod uwagę rozmiar doznanej szkody, brak perspektyw na poprawę stanu zdrowia dziecka, a także długotrwałość stanu, w którym poszkodowany doznaje cierpienia, czyli od dnia narodzin, nie są one już tak wygórowane. Nie zapominajmy, że mowa o sytuacjach, gdy dziecko nie przeżyło ani jednego dnia bez bólu i cierpienia, nigdy nie będzie samodzielne, nie założy rodziny, nie nawiąże relacji społecznych. A ta pozornie imponująca kwota zadośćuczynienia jest zasądzana jednorazowo - podkreśla adwokat Ewa Piróg-Wolska z Torunia, która wraz adwokatem Tadeuszem Felskim wywalczyła zadośćuczynienia od szpitala w Lipnie.

Nocny koszmar w szpitalu w Lipnie. Tak rodziła 17-letnia matka

11-letnia dziś dziewczynka jest głęboko niepełnosprawna od urodzenia i taką pozostanie do końca życia. Nie siada, nie wstaje, nie mówi, nie przełyka, jest pampersowana i cierpi na całkowitą ślepotę obu oczu. Według biegłych, nie ma rokowań na jakąkolwiek poprawę.

Jak przyszła na świat ta dziewczynka? Mająca wówczas zaledwie 17 lat matka rodziła w szpitalu w Lipnie nocą, z 24 na 25 lutego 2013 roku. W pozwie przeciwko szpitalowi i jego ubezpieczycielowi PZU podała, że źle podłączono jej kroplówkę i skurcze nie następowały. Zignorowano też zielony kolor wód płodowych. O godz. 23.30 przebito pęcherz płodowy, a dopiero kwadrans po godzinie 2.00 położna zgłosiła lekarzowi "brak postępów w porodzie".

Ostatni w Kujawsko-Pomorskiem wyrok dotyczy szpitala w Lipnie. Zapłacić ma za błąd przy porodzie ponad milion zł. Sądowy boj o to trwał 9 lat. Jak podkreślają
Ostatni w Kujawsko-Pomorskiem wyrok dotyczy szpitala w Lipnie. Zapłacić ma za błąd przy porodzie ponad milion zł. Sądowy boj o to trwał 9 lat. Jak podkreślają toruńscy adwokaci Ewa Piróg-Wolska i Tadeusz Wolski, to smutny standard w Polsce. Długotrwałość takich procesów wynika nie tylko z konieczności oczekiwania na ekspertyzy biegłych, ale i postawy samych pozwanych szpitale. One do ugody rzadko są skore... pixabay/Polska Press/nadesłane

Wtedy dr Krzysztof K. na zmianę z położną kładli się na brzuchu młodej matki. Narodzin dziecka to nie przyspieszyło, tylko powiększyło krwawienie i niewyobrażalne cierpienie kobiety. Po godzinie takich działań dopiero zdecydowano o wykonaniu cesarskiego cięcia.

W toku procesu w I Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego we Włocławku ustalono, w oparciu o jasną opinię biegłych medyków z z Collegium Medicum UJ w Krakowa, że zaprzestano monitorowana stanu dziecka przez KTG i zbyt późno wykonano cesarskie cięcie. "Podstawowym błędem było forsowanie porodu drogami natury stymulowanego oksytocyną bez ciągłego nadzoru kardiotokograficznego" - stwierdzono.

-Stan neurologiczny powódki (dziewczynki-red.) jest wyłączną konsekwencją nieprawidłowego przebiegu porodu - podkreśliła w uzasadnieniu wyroku sędzia Tatiana Czajkowska. Dodając, że "brak podstaw do twierdzenia, że powódka przyszła na świat z wadami wrodzonymi".

Długie lata walki o zapłatę. "Szpitale nie były zainteresowane ugodą"

Dziecko w Lipnie przyszło na świat w zamartwicy, z niedotlenieniem mózgu. Dziewczynka cierpi na czterokończynowe porażenie: nie siedzi, nie stoi. Ma też ciężką niepełnosprawność umysłową i obustronną ślepotę. Nie mówi, tylko wydaje nieartykułowane dźwięki. Nie załatwia się sama, jest pampersowana. Ma kłopoty nawet z przełykaniem. Jest i będzie do końca życia całkowicie zależna od osób trzecich.

-Tuż po urodzeniu utraciła wszystkie przyszłe perspektywy życiowe, związane z właściwym rozwojem fizycznym i umysłowym - podkreśliła sędzia Czajkowska, ogłaszając wyrok.

Walkę o zapłatę za tę krzywdę matka i dziewczynka zaczęły w 2015 roku. Szpital odmawiał zapłaty, błędu po swoje stronie nie widział i twierdził m.in., że dziecko przyszło na świat z wadami wrodzonymi. Przez 9 lat walki w sądzie rodzice dziewczynki życiowo i finansowo radzili sobie, jak mogli. Tomy książek mogłyby napisać o tym setki matek niepełnosprawnych dzieci w Polsce.

Ostatni w Kujawsko-Pomorskiem wyrok dotyczy szpitala w Lipnie. Zapłacić ma za błąd przy porodzie ponad milion zł. Sądowy boj o to trwał 9 lat. Jak podkreślają
Ostatni w Kujawsko-Pomorskiem wyrok dotyczy szpitala w Lipnie. Zapłacić ma za błąd przy porodzie ponad milion zł. Sądowy boj o to trwał 9 lat. Jak podkreślają toruńscy adwokaci Ewa Piróg-Wolska i Tadeusz Wolski, to smutny standard w Polsce. Długotrwałość takich procesów wynika nie tylko z konieczności oczekiwania na ekspertyzy biegłych, ale i postawy samych pozwanych szpitale. One do ugody rzadko są skore... pixabay/Polska Press/nadesłane

Wyrok Sąd Okręgowy we Włocławku ogłosił w grudniu 2023 roku. Nie jest on jeszcze prawomocny, ale dalszy bój toczy się już tylko o odsetki. Szpital wyrok zaakceptował i nie wniósł apelacji. Uczyniło to PZU, ale jedynie w części dotyczącej okresu liczenia odsetek.

Adwokat Ewa Piróg-Wolska podkreśla, że - niestety - długotrwałość takich procesów to w Polsce prawie standard. -Sprawy dotyczące błędów medycznych, a w szczególności tych popełnionych przy porodzie prowadzimy z adwokatem Tadeuszem Felskim od wielu lat. Długotrwałość wynika nie tyko z konieczności uzyskania opinii biegłych, lecz także postawy pozwanych. Tak było zarówno w sprawie, w której pozwanym był szpital w Lipnie, jak i np. w tej dotyczącej szpitala w Golubiu-Dobrzyniu, która też zakończyła się kilka lat temu sukcesem. Mimo uzyskania opinii biegłych, które były jednoznacznie korzystne dla strony powodowej, szpitale nie były zainteresowane zawarciem ugody - nie kryje prawniczka.

Prawie 2 mln zł za błąd przy porodzie w Brodnicy. Monika przykuta do łóżka

O zapłacie za błąd lekarski na porodówce w Brodnicy (Kujawsko-Pomorskie) głośno było w środowisku rodziców niepełnosprawnych dzieci w całym kraju w 2021 roku. Wówczas to za błąd przy porodzie sąd przyznał łącznie blisko 2 mln zł zapłaty.

Co się wydarzyło na porodówce w Brodnicy? Monika ma dziś 15 lat. Przyszła na świat w sierpniu 2009 roku. Jak ustalił Sąd Okręgowy w Toruniu w oparciu o opinie biegłych (kluczowa była znów ekspertyza tych z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie), zeznania licznych świadków i dokumentację, lekarze w Brodnicy popełnili kilka błędów. Ciąża mamy Moniki przebiegała wzorowo. Nie było podejrzeń wad rozwojowych płodu. Wbrew późniejszym twierdzeniom medyków pacjentka nie miała też infekcji dróg moczowych.

Więcej informacji z Brodnicy znajdziesz >>> TUTAJ <<<

Kobieta przyjęta na porodówkę była w stanie, który kwalifikował ją do wykonania carskiego cięcia. Nie zrobiono tego mimo małowodzia, ryzyka niedotleniania płodu, sączących się zielonych wód płodowych, aspiracji smółki. Naturalny poród stymulowano oksytocyną. Przez ten czas zaniedbano monitorowania stanu płodu ciągłym zapisem KTG. Skutek? Po kilku godzinach pacjentka urodziła dziewczynkę w stanie głębokiego niedotleniania. Dziecko dostało 1 punkt w skali Apgar i musiało być przewożone do specjalistycznej placówki leczniczej.

Monika dotknięta jest czterokończynowym porażeniem spastycznym, padaczką i głęboką niepełnosprawnością intelektualną. Ma uszkodzony system nerwowy i wzrok. Wymaga i wymagać będzie już do końca życia całodobowej opieki. Nie siada, nie mówi, nie załatwia sama potrzeb fizjologicznych; trzeba ją karmić, myć, ubierać, pampersować. Wymaga specjalistycznego leczenia oraz rehabilitacji. Co jasne, opieka nad takim dzieckiem zmieniła też na zawsze życie całej rodziny.

-To nie jest rzadki scenariusz, niestety. Zaniechanie wykonania cesarskiego cięcia, wielogodzinne wywoływanie porodu naturalnego, brak stałego monitorowania stanu płodu KTG finalnie skutkujące niedotlenieniem - te elementy powtarzają się w naszych sprawach - nie kryła w rozmowie z nami Małgorzata Klemczak z kancelarii odszkodowawczej KMK Progres w Bydgoszczy, do której trafiła sprawa Moniki.

W tym przypadku proces trwał 6 lat. Wyrok zapadł w styczniu 2021 roku i dość szybko stał się prawomocnym. Poród i błędy miały miejsce w czasie, gdy brodnicka porodówka była częścią szpitala w Grudziądzu (lecznica w Brodnicy jest placówką samodzielną od 2013 roku). Stąd wyrok nakazujący zapłatę - solidarnie - Regionalnemu Szpitalowi Specjalistycznemu im. dr. Władysława Biegańskiego w Grudziądzu i jego ubezpieczycielowi PZU SA.

Więcej informacji z Torunia i okolic przeczytasz >>>TUTAJ<<<<

Na mocy wyroku sądu wypłacić należało: 1 mln zł zadośćuczynienia z odsetkami od 2015 roku, 312 tys. zł tak zwanej renty skapitalizowanej, czyli kosztów opieki nad dzieckiem w minionych latach (znów z odsetkami), po 5540 zł co miesiąc renty, wyrównanie renty za okresy minione, ponad 23 tys. zł zwrotu części kosztów procesowych. W sumie daje to wspomniane blisko 2 mln zł. To jednak nie wszystko. Lecznica i PZU będą finansowo odpowiadać za skutki porodu, jakie jeszcze mogą się pojawić w przyszłości, do poziomu 46 tys. 500 euro.

Jakie wyroki zapadają w kraju? Od miliona do trzech milionów zł

Zasądzane w kraju kwoty za podobne błędy przy porodach są coraz wyższe. Zależą od wielu kwestii, a mogą łączyć się również z dodatkowymi zadośćuczynieniami dla samych rodziców niepełnosprawnych dzieci - za ból, cierpienia psychiczne, konieczność rezygnacji z pracy zawodowej.

Jedną z rekordowych kwot przyznanego zadośćuczynienia za błąd medyczny przy porodzie jest nadal ponad 3 mln zł z odsetkami. Taka sumę przyznał Sąd Najwyższy w wyroku z 15 czerwca 2018 roku. Zadośćuczynienie otrzymało dziecko, które urodziło się z poważnym niedowładem rąk i nóg. Sąd podkreślił w tym wyroku, że w takich sytuacjach cierpienie z powodu kalectwa dziecka można traktować jak śmierć. Jeśli jeden z członków rodziny pozostaje w nieodwracalnym stanie śpiączki lub trwałego stanu wegetatywnego, zachodzą podobne skutki jak w przypadku śmierci. Oznacza to zerwanie więzi podobne jak w przypadku utraty życia. Zadośćuczynienie otrzymali więc też rodzice dziecka, które z powodu jego kalectwa nie mogli nawiązać z nim odpowiedniej dla relacji rodzicielskich więzi. Ten proces trwał łącznie 9 lat.

Polecamy

20 lutego 2019 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał dziewczynce dotkniętej niepełnosprawnością w stopniu znacznym (dziecięce porażenie mózgowe) 1 mln zł zadośćuczynienia. Dodatkowo, rodzicom dziecka przyznano 100 tys. zł za naruszenie ich dóbr osobistych w postaci niezakłóconego życia rodzinnego i prawa do rozwoju osobistego.

Z kolei Sąd Apelacyjny w Łodzi w wyroku z dnia 23 lutego 2017 roku przyznał poszkodowanemu dziecku 700 tys. zł. Dziewczynka na skutek zaniechania przeprowadzenia przez szpital odpowiednich badań doznała ciężkiego niedotlenienia centralnego układu nerwowego. Opóźniony jest jej rozwój ruchowy, rozwój mowy oraz obniżone są jej funkcje umysłowe i poznawcze. Będzie wymagała pomocy rodziców do końca życia.

W głośnej sprawie, w której orzekał Sąd Apelacyjny w Warszawie (wyrok z 18 stycznia 2016 roku) dziewczynka, która na skutek błędu lekarzy znalazła się w stanie wegetatywnym, otrzymała 1 mln 200 tys. zł zadośćuczynienia. Z powodu „zerwania więzi rodzinnych” zadośćuczynienie otrzymali również jej rodzice. Matce przyznano 300 tys. zł, a ojcu 200 tys. zł. W tej sprawie błąd lekarski polegał m.in. na niewykonaniu cesarskiego cięcia mimo wskazujących na taką potrzebę wyników badania KTG oraz przeprowadzeniu porodu kleszczowego o co najmniej pół godziny za późno.

Czytaj więcej artykułów tego autora >>> TUTAJ <<<<

WAŻNE. Adwokat Ewa Piróg-Wolska z Torunia - komentarz.

"Sprawy dotyczące błędów medycznych, a w szczególności błędów popełnionych przy porodzie prowadzimy z adwokatem Tadeuszem Felskim od wielu lat. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że długotrwałość procesów w tego typu spawach wynika nie tyko z konieczności uzyskania opinii biegłych, lecz także postawy pozwanych. Zarówno w sprawie, w której pozwanym był Szpital w Lipnie, jak i w sprawie, której pozwanym był Szpital w Golubiu – Dobrzyniu, która także zakończyła się kilka lat temu sukcesem, mimo uzyskania w toku procesu opinii biegłych, które były jednoznacznie korzystne dla strony powodowej pozwane Szpitale nie były zainteresowane zawarciem ugody.

W mojej ocenie stan ten jest wysoce niekorzystny dla obu stron postępowania - pozwani ponoszą konsekwencje w postaci naliczania odsetek ustawowych za opóźnienie od chwili skierowania przedsądowego wezwania do zapłaty lub w przypadku jego braku doręczenia odpisu pozwu. Natomiast strona powodowa pozbawiona jest przez lata procesu świadczenia w postaci bieżącej renty, a tym samym odstępu do rehabilitacji w większym aniżeli proponowany przez NFZ zakresie. O ile procesowo możliwe jest złożenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia np. po uzyskaniu korzystnej opinii, to faktycznie jego rozpoznanie powodowałoby jeszcze dłuższe procedowanie w sprawie, albowiem wydane w tym zakresie postanowienie podlega zaskarżeniu.

Znając historie wielu kobiet i ich dzieci, które znalazły się w podobnej sytuacji mogę wskazać, iż w przeważających przypadkach błąd polega na złym monitorowaniu płodu lub na zaniechaniu wykonania badania KTG, a w konsekwencji zbyt późnym podjęciu decyzji o wykonaniu cesarskiego cięcia.

Kolejnym problemem, który daje się zauważyć jest brak systemu wsparcia dla kobiet, które po tak traumatycznych przeżyciach powracają z ciężko chorym dzieckiem do domu. Jedynie dzięki swoje determinacji i wsparciu rodziny są w stanie sprostać nowej, niezwykle trudnej sytuacji. Wielokrotnie nie mają już ani sił, ani środków na zadbanie o swoje zdrowie psychiczne jak i fizyczne.

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądów zdrowie i życie są najwyższymi wartościami, należy pamiętać, iż mimo że zasądzane w tego typu sprawach kwoty mogą subiektywnie wydawać się wysokie, to biorąc pod uwagę rozmiar doznanej szkody, cierpień brak perspektyw na poprawę stanu zdrowia, a także długotrwałość stanu, w którym poszkodowanym doznaje cierpienia tj. od dnia narodzin nie są one już tak wygórowane. Pamiętajmy, iż w przypadku błędu przy porodzie o takim rozmiarze jak w/w sprawach spotykamy się z sytuacją, gdy dziecko nie przeżyło ani jednego dnia bez bólu i cierpienia, nigdy nie będzie samodzielne, nie założy rodziny, nie nawiąże relacji społecznych, a kwota zadośćuczynienia jest zasądzana jednorazowo".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Poród jak horror, dziecko niepełnosprawne. Szpitale płacą miliony za błędy. Ale procesy o zapłatę trwają długie lata... - Nowości Dziennik Toruński

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska