Praca czeka w gospodarstwach, ale chętnych na stałe zajęcie u rolników jest za mało

Lucyna Talaśka-Klich
Lucyna Talaśka-Klich
Umiejętność prowadzenia ciągnika i obsługi maszyn  rolniczych jest mile widziana u kandydatów do pracy w gospodarstwie.
Umiejętność prowadzenia ciągnika i obsługi maszyn rolniczych jest mile widziana u kandydatów do pracy w gospodarstwie. Obraz summa z Pixabay
Właściciele gospodarstw rolnych mają coraz większe problemy ze znalezieniem chętnych do stałej pracy na roli. Proponują coraz wyższe zarobki, ale oczekiwania kandydatów rosną jeszcze szybciej niż stawki.

- To już chyba nawet nie chodzi o pieniądze - twierdzi właściciel gospodarstwa w pow. świeckim, który proponuje ok. 20 zł za godzinę pracy. W internecie zamieścił ogłoszenie w tej sprawie, ale odzew jest kiepski. A on ma hodowlę bydła i dodatkowe ręce do pracy są bardzo potrzebne.

Rolnicy składają wnioski o dopłaty bezpośrednie 2021 - terminy

Niektórzy nie mają pracy, ale jej nie szukają

- Bezrobocia nie widać - uważa rolnik z pow. inowrocławskiego, który szuka m.in. operatora ciągnika. Przyznaje, że pojawiają się pytania o pracę, ale gdy potencjalni kandydaci słyszą, że gospodarz nie może zapewnić im mieszkania, kończą rozmowę.
- Uprawiamy warzywa i już się boję, co będzie w sezonie, który u nas zaczyna się w czerwcu - dodaje.- Zwykle potrzebujemy 15 -20 pracowników sezonowych. Będziemy musieli wspomagać się pracownikami z Ukrainy, ale to oznacza wzrost kosztów produkcji, bo im trzeba zapewnić zakwaterowanie.

- Jestem przekonany, że za około 10 lat to chętnych do pracy na roli będzie znacznie mniej - uważa producent warzyw. - Starsze pokolenie jeszcze wie, czym jest praca w gospodarstwie, ale ci młodsi mają takie wymagania, że często nie jesteśmy w stanie ich spełnić.

To też może Cię zainteresować

Podobnie uważa Leszek Dereziński, członek zarządu Związku Pracodawców – Dzierżawców i Właścicieli Rolnych, który jest też od dawna w zarządzie spółki Kom-Rol w Kobylnikach (k. Kruszwicy): - Coraz częściej młodym ludziom zależy na pracy do godziny piętnastej, a w piątek to jeszcze krótszej, bo przecież zaczyna się weekend! Kiedy słyszą, że do krów trzeba wstać skoro świt, albo popracować w sobotę czy na zmiany, to rezygnują. Na szczęście mamy stały, dobry zespół pracowników. Obawiam się jednak, że z czasem będzie coraz trudniej, chociaż zarobki w rolnictwie systematycznie rosną.

Stawki za pracę w gospodarstwie w dużych widełkach

Właściciel 45 krów chce zatrudnić osobę, która potrafi doić krowy i obsługiwać ładowacze czołowe lub ładowarki. Oferuje 3600 zł wynagrodzenia plus wyżywienie i zakwaterowanie (w pokoju z centralnym ogrzewaniem i TV).

W powiecie brodnickim właściciele gospodarstwa w którym jest bydło mleczne, oferują miesięczną płacę 5 500 - 7 000 zł brutto. Do obowiązków nowego pracownika (na pełen etat, początkowo umowa o pracę na czas określony) będzie należało m.in.: dojenie krów, pojenie cieląt, poza tym mile widziana umiejętność obsługi ładowarki. Praca w systemie zmianowym, bądź ciągłym, również w weekendy i nocą.

- Mam do wyboru - kupno robotów do obory albo zatrudnienie kolejnych pracowników - opowiada gospodarz z Kujaw. - Na razie wybrałem to drugie, ale już zastanawiam się skąd wziąć pieniądze na roboty, bo chętnych do pracy jest coraz mniej. Poza tym ci, którzy jeszcze odpowiadają na ogłoszenia nie mają wielkich chęci do pracy. Irytują mnie pytania o to, co ja im mogę dać? Chodzi najczęściej o jakieś dodatkowe zachęty, np. samochód wyłącznie do ich dyspozycji albo samodzielne mieszkanie z tarasem.

Jego znajomi - rolnicy też szukają pracownika. - Bo młody chłopak, który dostał służbowy samochód, po pierwszej wypłacie odjechał nim w siną dal - dodał gospodarz. - Samochód co prawda nie był nowy, ale kolega chciałby go odzyskać. Na zwrot czeka już ponad miesiąc. Znowu dał ogłoszenie, bo pracy przy krowach jest dużo.

Pandemiczne „wakacje” w gospodarstwie

Paweł Pączka, prezes Grupy Producentów Owoców Galster w Wierzchucicach (pow. bydgoski) twierdzi, iż w czasie pandemii nawet więcej osób szuka zatrudnienia w ich grupie, ale to efekt przede wszystkim tego, że lockdown odebrał im pracę gdzie indziej. - Takie osoby znajdują chwilową przystań w rolnictwie. Robią sobie „wakacje covidowe”, nie zamierzając wiązać się z gospodarstwem na dłużej. A my ich szkolimy, uczymy, ponosimy dodatkowe koszty... Na szczęście mamy wielu dobrych pracowników, którzy są u nas od lat.

To też może Cię zainteresować

Leszek Dereziński zwraca uwagę na jeszcze jeden problem właścicieli gospodarstw w czasie pandemii: - Teleporady! Dzięki nim pracownik, który nie ma ochoty do pracy, łatwiej załatwia zwolnienie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Seba1978

To nic dziwnego. Każde mądre społeczeństwo wie ze im więcej socjalu tym więcej leniuchow.

Dodaj ogłoszenie