Rozpacz i łzy na szpitalnym korytarzu

BARBARA ZYBAJŁO-NERKOWSKA barbara.zybajlo@pomorska.pl tel. 52 396 69 35Zaktualizowano 
Ludzie nie chcą płakać na oczach tłumów, gdy dowiadują się o śmierci kogoś bliskiego.
Ludzie nie chcą płakać na oczach tłumów, gdy dowiadują się o śmierci kogoś bliskiego. sxc.hu
Ludzie nie chcą płakać na oczach tłumów, gdy dowiadują się o śmierci kogoś bliskiego. Zwłaszcza w małych miasteczkach, gdzie wszyscy się znają. Tragedię trudno jest jednak wrzucić w jakieś standardy. Wszystko w gestii lecznicy.

Jednym serce wyrywa się z żalu po stracie najbliższych, a drudzy przyglądają się, bo mają przed sobą sensację jak na szklanym ekranie. Rozpacz i łzy na szpitalnym korytarzu to codzienność. Apetyt na normalność podsyca fikcyjny szpital w Leśnej Górze z serialu "Na dobre i na złe", a za oknem rzeczywistość skrzeczy. Ale czy tak naprawdę musi być?

Tuchola - rozpacz na oczach

- Będąc w odwiedzinach w tucholskim szpitalu byłem mimowolnym świadkiem sytuacji, którą opiszę w szczegółach tylko po to, aby wyjaśnić, co mnie tak ścisnęło za gardło... - pisze Szymon Chyła z Tucholi. - Było to po godzinie 19 - wchodząc i wychodząc ze szpitala wejściem od ulicy Nowodworskiego, w poczekalni, na przejściowym korytarzu do dalszej części budynku, siedzieli wraz z policjantem członkowie rodziny ofiary wypadku. Łatwo było się domyślić, co się stało, jak zobaczyło się łzy i rozpacz.

Czytelnik pyta, czy nie powinno się zapewnić oczekującym członkom rodzin bardziej ludzkich warunków do rozmowy z lekarzem, który musi przekazać tak trudną i przykrą wiadomość? - Niech szpital stworzy lepsze, intymniejsze warunki dla ludzi! Każdy może się przecież znaleźć się w takiej sytuacji! - apeluje tucholanin.

W tucholskim szpitalu zapewniają, że jedynym godnym miejscem na przekazywanie trudnych informacji jest gabinet lekarski i tak powinno być w każdym przypadku. - Jest tu za duży poziom ogólności. Ktoś coś widział, pani o to pyta jako osoba trzecia. Jeśli rodzina ma pretensje, chętnie spotkam się z nią i wyjaśnię sprawę - zapewnia Leszek Pluciński, dyrektor tucholskiej placówki, który nie chciał komentować listu od Czytelnika.

A jak radzą sobie z problemem w innych placówkach?

Włocławek - ludzie chcą wiedzieć

W szpitalu wojewódzkim we Włocławku przyznają, że czasami na korytarzu można zobaczyć rozpaczające rodziny. - Jednak w 90 proc. przypadków informujemy o zgonie telefonicznie przez lekarza dyżurnego lub w gabinecie - podkreśla Stefan Kwiatkowski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Wojewódzkiego we Włocławku. - Zdarza się jednak, że bliscy nie mogą się otrząsnąć, płaczą, wychodzą, wracają, aby się o coś dopytać.

Bywa, że pacjent umiera z powodu zawału, a rodzina czeka pod drzwiami pracowni, gdzie trwała akcja ratująca mu życie. - Ludzie chcą wiedzieć natychmiast, co się dzieje z ich bliskim. Gdybym im nie powiedział od razu, rozszarpaliby mnie - mówi Kwiatkowski, który jest kardiologiem. - Każda sytuacja jest inna, każdy przypadek indywidualny. O tragedii trzeba powiedzieć spokojnie i kulturalnie, ale rozpacz każdy przeżywa inaczej. Nie wiem, czy można to ująć w realne standardy.

Bydgoszcz - kaplica czeka

I to jest prawda, bo trudno znaleźć regułę na dramat. - Oglądamy amerykańskie filmy, w których pokazują specjalne pokoje dla rodzin, ale nasza rzeczywistość jest zupełnie inna - przyznaje Marta Laska, rzeczniczka prasowa szpitala im. Jurasza. - Nasz system nie przewiduje takich miejsc. Informowanie o śmierci bliskich jest zawsze trudne. Czasami ktoś czeka w izbie przyjęć podczas pilnego przyjęcia z wypadku, czy pod drzwiami sali operacyjnej w pilnych przypadkach kardiologicznych czy udarowych.

Jak podkreślają w Juraszu, inaczej jest, kiedy chory znajduje się w szpitalu w stanie ciężkim dłużej. - Rodzina ma czas, aby przygotować się psychicznie - mówi Marta Laska. - Informowanie o śmierci nagłej wymaga od lekarza odwagi i empatii. Musi ocenić także stan psychiczny rodziny tak, aby nie trzeba jej było zaraz udzielać pomocy medycznej.

Jest jednak miejsce, gdzie bliscy w ciszy mogą czekać na wynik operacji. - To kaplica - dodaje Marta Laska. - Jest otwarta całą dobę i można się w niej wyciszyć i odciąć od szpitalnego zgiełku.

Narodowy Fundusz - nie ma procedur

- Szpital jest miejscem publicznym - przypomina Andrzej Przybysz, zastępca ds. Lecznictwa Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu. - W czasie zgonu nigdy nie będzie tam takich warunków, jak w domu. Kiedyś umierano w mieszkaniach, a teraz rodziny wożą pacjentów w stanie agonalnym do szpitala i to staje się normą. - Staramy się umieszczać takie osoby w separatkach lub w salach dwuosobowych, a aby zapewnić więcej intymności, stawiamy specjalne zasuwane zasłony, aby zamknąć przestrzeń między łóżkami - mówi.

Emocji rodzin nie da się uniknąć, a trudne rozmowy odbywają się w gabinecie. - W przypadku, gdy nie ma bliskich w szpitalu, lekarz dzwoni do rodziny - mówi Przybysz. Jeśli ktoś oczekuje na wynik operacji lub nagłego zabiegu, może usiąść w szpitalnej kaplicy, która - podobnie jak w Juraszu, jest azylem dla rodzin ze skołataną duszą.

A co na to wszystko Narodowy Fundusz Zdrowia? - Nie ma przepisów regulujących takie sprawy - mówi Jan Raszeja, rzecznik prasowy bydgoskiego oddziału NFZ. - Tak naprawdę wszystko zależy od możliwości i dobrej woli placówki. Trzeba więc liczyć na to, że w razie problemów trafi się do takiej, gdzie personel będzie wiedział, co znaczy słowo empatia...

Czytaj e-wydanie »

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
mała

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji i mam nadzieje że to długo mnie nie spotka.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3