Śmierć 62-latki w szpitalu MSWiA w Bydgoszczy. W śledztwie przesłuchiwani są lekarze i pacjenci

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak
Rodzina zmarłej 62-latki nie daje za wygraną i domaga się wyjaśnienia, dlaczego pacjentki nie udało się uratować. - To miał być rutynowy zabieg - mówi córka.
Rodzina zmarłej 62-latki nie daje za wygraną i domaga się wyjaśnienia, dlaczego pacjentki nie udało się uratować. - To miał być rutynowy zabieg - mówi córka. archiwum Polska Press
Córka pacjentki bydgoskiego szpitala zamierza dojść do prawdy, co do okoliczności śmierci matki. Twierdzi, że próbuje się zrzucić winę na covid, a 62-latka - w opinii córki - mogła umrzeć z powodu zaniedbań. Sprawę prowadzi prokuratura, sanepid i Rzecznik Praw Pacjenta.

Zobacz wideo: Lekarze i NFZ będą dzwonić i zachęcać do szczepień

- Trwają przesłuchania lekarzy - mówi prok. Łukasz Nawrocki, z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ, który nadzoruje postępowanie w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci pacjentki szpitala. - Została zabezpieczona dokumentacja ze szpitala oraz trwają przesłuchania innych pacjentów. Te czynności powinny zakończyć się w lipcu.

Prokuratura wyjaśnia, czy doszło do "niewłaściwego wykonania czynności" przez lekarza ze szpitala MSWiA w Bydgoszczy. 15 lutego przeprowadzono tam u 62-letniej pacjentki zabieg chirurgiczny "korekty" odźwiernika żołądka. Operowana zmarła 18 marca po trzytygodniowym pobycie na OIOM-ie.

- Mama zanim poszła do szpitala była w świetnej kondycji. To osoba pełna energii, nie dolegało jej nic poza problemem, z jakim borykała się od kilku lat - mówi córka operowanej kobiety.

- Stwierdzono u niej wadę odźwiernika żołądka. Wcześniej miała wrzód, ale został on "zaleczony". Ostatecznie w 2020 roku dostała skierowanie na operację. Mówiono, że to będzie rutynowy zabieg. I faktycznie, w szpitalu MSWiA trwał on zaledwie 40 minut. Od tego się nie umiera, myśleliśmy.

To Cię może też zainteresować

Kobieta podkreśla, że jej mama od samego początku po zabiegu bardzo źle się czuła. - Myśleliśmy z tatą, że tak jest po wszystkich operacjach. W drugiej dobie wyjęto jej sondę i zaczęto podawać wodę, herbatę, kleiki. Złe samopoczucie się nasilało - wyjaśnia nasza Czytelniczka. - Czwartego dnia po operacji wymiotowała pół dnia. Cały czas zgłaszała silny ból w brzuchu i uczucie ciężkości. Nikt nawet nie dotknął jej brzucha, jedynie wkładali i na drugi dzień wykładali jej sondę. Nikt nie zrobił jej USG czy TK jamy brzusznej, mimo że prosiliśmy o to usilnie. Powiedzieli, że mama jest psychicznie nieprzygotowana, cokolwiek to miało znaczyć. Kiedy rozmawiałam z nią po raz ostatni, gdy była jeszcze na oddziale chirurgicznym, plątały jej się słowa, nie mogłam jej zrozumieć.

Stan pacjentki - jak wynika z relacji córki - pogarszał się, aż 22 lutego postanowiono przeprowadzić drugi zabieg. Po nim umieszczono chorą na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. - W szpitalu powiedziano mojemu ojcu, że mama trafiła tam, żeby mogła odpocząć! Była intubowana. Potem przeprowadzono jeszcze dwa zabiegi. Po wszystkim dowiedziałam się, że doszło u niej do perforacji, do zapalenia otrzewnej i zakażenia organizmu. A 22 lutego lutego miała mieć problemy z oddychaniem, krztusiła się treścią żołądka. Krótko przed jej śmiercią powiedziano mi, że zakaziła się Covid-19, ponad 80 proc. tkanki płuc było zajętych prze infekcję. Ale ona miała negatywny test przed przyjęciem na oddział. Drugi, ten pozytywny powtórzono dopiero, gdy była na OIOM-ie. Mam wrażenie, że winą za śmierć mojej matki próbuje się teraz obarczyć koronawirusa, a w moim głębokim przeświadczeniu po reakcja lekarzy na jej stan po operacji była po prostu spóźniona.

Sanepid: Nie stwierdzono zaniedbań

Szpital nie chce komentować sprawy. "SP WZOZ MSWiA w Bydgoszczy nie przekazuje informacji o danych medycznych pacjentów, nie złoży również wyjaśnień co do treści przesłanych (pytań, red.)" - to stanowisko Marka Lewandowskiego, dyrektora szpitala MSWiA w Bydgoszczy.

Córka zmarłej zwróciła się z prośbą do sanepidu o przeprowadzenie kontroli w szpitalu. Odpowiedź otrzymała po miesiącu, pod koniec maja.

"Kontroli poddano obowiązujące w szpitalu procedury sanitarno-higieniczne, plan higieny oraz sposób postępowania z bielizną i odpadami medycznymi. Ponadto sprawdzono dostępność i stosowanie środków ochrony osobistej przez zatrudniony personel. Nieprawidłowości w wyżej wymienionym zakresie w dniu kontroli nie stwierdzono" - to fragment odpowiedzi udzielonej przez zastępcę Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Bydgoszczy.

- Nie zostawię tak tej sprawy - zapewnia córka zmarłej kobiety. - Będę walczyć do końca, bo jestem przekonana, że śmierć mojej mamy nastąpiła w wyniku zaniedbań, a covid był tylko jednym z następstw tych zaniedbań.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

W sumie to mały szpital, a tyle spraw na wokandzie o błędy medyczne. Nie wiem czy fałszuje dokumentację, ale na pewno w razie kłopotów wystawia inną, niż ta z którą pacjent wychodzi ze szpitala. Dodatkowo pracownicy szpitala, którzy przed sądem nie zeznają na korzyść pracodawcy, bo nie pozwala na to sumienie i ludzka przyzwoitość, po kilku tygodniach dostają wypowiedzenie. Kiedy w końcu ktoś z mediów dokładnie przyjrzy się sprawom przeciwko temu szpitalowi???

M
Maria

Ten szpital fałszuje dokumentację medyczną!

G
Gość

Teraz wszyscy zjeżdżają na Covid , najłatwiej tak wytłumaczyć błędy medyczne. Każde ciało powinno zostać poddane BARDZO WNIKLIWEJ SEKCJI ZWŁOK. A lekarze widać niedouczeni

Dodaj ogłoszenie