Mieszany amstaf jest żywiołowym psem. Gdy pracownicy schroniska znaleźli go na uwięzi, , przerazili się, że ktoś mógł doprowadzić do takiego stanu. - Był strasznie wychudzony - mówi Kamila Grzelak ze schroniska. - Widać było, że jego właściciel nie zajmował się nim jak należy. Aż żal chwytał nas za serce. Była niedziela w południe, gdy do schroniska zadzwonił mężczyzna i powiedział, że za hotelem jest przywiązany do drzewa pies.
Ktoś zabił kotka. Z zimna krwią
Nie wiadomo, od kiedy pies był przetrzymywany na uwięzi. Być może od soboty. - Pamiętam, że wówczas ktoś kręcił się samochodem pod schroniskiem - mówi Grzelak.
Grzelak zauważa, że jeżeli ktoś chce zostawić psa, powinien mieć odwagę przyprowadzić go do schroniska, a nie podrzucać pod bramę.
Niestety, tak się nie dzieje. W poniedziałek wieczorem ok. godz. 20 pod schronisko podjechał samochód i ktoś wyrzucił dwa duże psy. - Było ciemno, nie zdążyłam zapisać numeru rejestracyjnego - mówi Grzelak. - Zaopiekowaliśmy się nimi.
W "Przytulisku" przebywa obecnie 156 psów. Jaką będą miały Wigilię? - Dostaną lepsze jedzenie - śmieje się Grzelak. - Staramy się zawsze dobrze je karmić. Ale teraz do karmy dodamy więcej puszek i mięsa. Oczywiście psy nie wiedzą, że jest Wigilia. My jednak staramy się jeszcze bardziej im pomóc. Przychodzę specjalnie godzinę wcześniej do pracy, żeby zdążyć powymieniać im koce w budach.
Czytaj e-wydanie »