Skromna kawalerka na parterze oficyny w centrum miasta. Spokojnie tutaj, bo nie słychać gwaru od ruchliwej ulicy. - Ale życia przez ostatnie lata nie miałam, ani nie mam spokojnego - wzdycha pani Zofia.
Całe życie przepracowane
Całe życie pracowała. - Jako sprzątaczka. Czasem po kilkanaście godzin dziennie sprzątałam, byle grosza było więcej. Szef wiedział, że może do mnie zadzwonić, gdy inna sprzątaczka zachorowała.
Dorabiała szyciem. - Maszyna sprawna. Ręce sprawne. Dodatkowe zlecenia były.
Wszystko było dobrze (no, powiedzmy: dosyć dobrze) do 2007 roku. - Miałam wypadek. Na przejściu dla pieszych potrącił mnie samochód - wspomina pani Zofia. - Do zeszłego roku toczyłam walkę z towarzystwem ubezpieczeniowym, Hestią.
Sparaliżowało ją. Kilka operacji. Parę miesięcy spędzonych w szpitalach. Kilkanaście miesięcy na rehabilitacji. - A efekt, sama pani widzi, taki, że chodzę o kuli - mówi pani Zofia.
Ponad rok temu dostała wreszcie odszkodowanie. - Wszystkie pieniądze poszły na spłatę zaległych rat kredytów - dodaje kobieta. - Pobrałam pożyczki, bo gdy trwała w sądzie walka z ubezpieczycielem, nie miałam pieniędzy na życie. Na jedzenie, lekarstwa, rehabilitację.
Zobacz też: Bydgoszczanie są większymi optymistami niż przed rokiem, ale lista żalów prawie się nie zmieniła
760 złotych na rękę
Teraz jest już na emeryturze. - Dostaję 760 złotych na rękę - przyznaje bydgoszczanka. - Za mieszkanie płacę 260, bo resztę daje miasto. Tak zwany dodatek mieszkaniowy.
Zostaje 500 złotych. Na miesiąc. Córka nie pomoże. Sama nie ma.
- Ludzie często się żalą, że nie wystarcza im tysiąc na miesiąc na osobę. A mnie zostaje równe 500 i nie narzekam. No bo co mi to narzekanie da?
Układ z chrześniakiem
Pani Zosia weszła w niepisany układ ze swoim chrześniakiem. Zbierają kartony, butelki, puszki.
Broń Boże! Nie szukają po śmietnikach. Sąsiedzi (i nie-sąsiedzi też) wiedzą, do kogo przynosić makulaturę. I przynoszą.- Im już się nie przyda, a nam tak - uśmiecha się emerytka. - Sprzedajemy w punkcie skupu. Co dwa, trzy dni z chrześniakiem chodzimy.
Ile za towar można dostać? - Przeważnie od 10 do 20 złotych jednorazowo - odpowiada kobieta. - Najwięcej to było 22,70 złotych.
Wystarcza na obiad. A po obiedzie pani Zofia ma już spokój.
Siada sobie wtedy w swoim jedynym pokoju z psem.
- Ukochaną moją Mają - podkreśla. - Ona jest najfajniejsza w tym całym moim świecie.
Czytaj e-wydanie »