Tragedia na zlecenie

DARIUSZ KNAPIK [email protected]
Czy do tej tragedii na przejeździe kolejowym w Polednie musiało jednak dojść?
Czy do tej tragedii na przejeździe kolejowym w Polednie musiało jednak dojść? Fot. Andrzej bartniak
Przed katastrofą w Polednie radni świeckiego powiatu wnioskowali, by pilnie zainstalować tam zapory. Ale PKP rządzi się własnymi prawami.

W połowie listopada ub. roku gazety w całym kraju doniosły o tragedii na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Polednie pod Świeciem. Po zderzeniu chorwackiego TIR-a z pociągiem ekspresowym zginęły tam dwie osoby, 20 kolejnych zostało rannych. Ruch na tej trasie zablokowany został na dwa dni, straty PKP wyniosły ponad milion złotych.

Mało kto wie, że już na półtora miesiąca przed katastrofą komisja rewizyjna Rady Powiatowej w Świeciu alarmowała starostę: na przejeździe w Polednie trzeba natychmiast zainstalować automatyczne zapory! Jakby tego było mało, w tym samym czasie podobne orzeczenie wydała specjalna komisja przy Zakładzie Linii Kolejowych w Bydgoszczy. Niestety, nawet najbardziej trafne pomysły muszą na PKP czekać latami na wykonanie. I żadna tragiczna katastrofa nie jest w stanie tego zmienić.

Wielkie Księstwo PKP
- To jakaś paranoja! - denerwuje się Roman Czechowski, szef świeckiej komisji rewizyjnej. W latach 2006-2007 za unijne i samorządowe pieniądze zmodernizowano całą drogę powiatową biegnącą przez Poledno. Z wyjątkiem owego nieszczęsnego przejazdu. Bo, jak podkreśla Czechowski, leży on na zazdrośnie strzeżonym terytorium PKP.

Na początku października komisja postanowiła zlustrować wykonanie tych prac. Zabrali się w czwórkę, autem radnego Grzegorza Tomaszewskiego. Wracając z objazdu nowej trasy kierowca stanął na przejeździe przed znakiem "Stop", wysiadł i zawołał kolegów, żeby sami zobaczyli, jaka tu jest widoczność. - Musieliśmy podejść aż pod same tory, by się upewnić, czy coś nie jedzie - mówi radny Czechowski.

- Tam muszą być rogatki! Przecież od kilku lat przejeżdżają tu sznury TIR-ów do pobliskiego "Polpaku", a od czasu, gdy zrobiono nową drogę, nasilił się ruch, bo kierowcy wolą korzystać z lepszej trasy - przekonuje radny Tomaszewski.
Trudno się dziwić, że główny wniosek z wyjazdowego posiedzenia komisji rewizyjnej dotyczył natychmiastowego zainstalowania zapór na przejeździe w Polednie.

Z duszą na ramieniu
Dwa tygodnie po katastrofie, na sesji powiatowej rady członkowie komisji rewizyjnej pytali, co się stało z ich wnioskiem? Jej szef Roman Czechowski rzucał gromy na kolejarzy, że dla pozornych oszczędności za nic mają ludzkie życie. A radny Szczepan Nowakowski zapytał zarząd, czy nie widzi sensu skierowania tej sprawy do prokuratury.

- I co się stało z tym wnioskiem? - pytam starostę Marzenę Kempińską. Rozkłada ręce. - Od dawna jest to najbardziej niebezpieczny przejazd w całym powiecie. To był m.in. argument, by zmodernizować biegnącą przez Poledno drogę. Ale na sam przejazd nie mamy wpływu. Możemy tylko pokornie składać wnioski, wszystko zależy jednak od PKP.

Mieszkańcy Poledna pamiętają, że rogatki były "od zawsze". Ale na początku lat dziewięćdziesiątych kolej postanowiła sobie zaoszczędzić wydatków i je skasowała. Po listopadowej katastrofie w redakcji "Gazety Pomorskiej" w Świeciu aż się urywały telefony. Czytelnicy, m.in. z Poledna domagali się niezwłocznego przywrócenia szlabanów.

Od powstania powiatu świeckiego jego władze walczą o poprawę bezpieczeństwa na tym przejeździe. Argumenty są miażdżące. Przez Poledno przebiega magistrala kolejowa łącząca Śląsk i polskie porty, dziennie przejeżdżają tu dziesiątki pociągów, m.in. ekspresowych, które pędzą tu 120 kilometrów na godzinę. Na dodatek widoczność zasłaniają wysokie nasypy, a z obu stron zjazdy są niezwykle strome. Zimą czy w czasie mgły kierowcy jadą tędy z duszą na ramieniu.

Tymczasem w Polednie wyrósł "Polpak", który od dobrych kilku lat jest jedną z największych fabryk papierniczych w Polsce. Codziennie dojeżdża tu ok. 100 TIR-ów. Prezes "Polpaku" Stefan Medeński nie kryje, że na przejeździe już kilka razy tylko przysłowiowy włos dzielił od tragedii. Od kilku już lat on i jego podwładni próbują przekonać PKP, by zainstalować w Polednie zapory.

- Ostatni raz mój kierownik rozmawiał z nimi dosłownie kilka miesięcy przed tą katastrofą. Niestety, z koleją jeszcze nikt nie wygrał. Jedyne co możemy zrobić, to sypać zimą piasek na strome zjazdy - mówi Stefan Medeński.

Rogatki na papierze
Marek Soska, szef Powiatowego Zarządu Dróg w Świeciu pamięta, że pierwszą próbę zainstalowania szlabanów w Polednie podjął wkrótce po swojej nominacji, w maju 1999 roku. Kolej odrzuciła jednak wniosek. Cztery lata później przesłał PKP dane dotyczące zwiększającego się ruchu kołowego w rejonie tego przejazdu. Bez żadnej reakcji!

Dopiero 9 października ub. roku komisja kolejowa uznała, że należy przeklasyfikować przejazd z tzw. kategorii C na B, która uprawnia do założenia automatycznych zapór. Decyzja wciąż pozostaje na papierze.
Jeszcze w połowie stycznia wicedyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Bydgoszczy Włodzimierz Kiełczyński nie mógł podać nam konkretnego terminu zainstalowania zapór. Pytam go, czemu tak późno zainteresowano się niebezpiecznym przejazdem? Przecież codzienie przejeżdżają tu dziesiątki TIR-ów? Dyrektor broni się, że ten ruch trwa dopiero od czasu, gdy rozwinął się "Polpak". Tak, ale przecież firma już kilka lat temu wyrosła na papierniczego potentata.

- Ja nie chcę z tym polemizować. Każdy może sobie coś tam powiedzieć, nie mając podkładki w dokumentacji. Nas obowiązuje rozporządzenie ministra - twierdzi dyrektor Kiełczyński. A według prawa, tylko raz na pięć lat dokonuje się m.in. pomiarów ruchu kołowego, na podstawie których można zmienić kategorię danego przejazdu. Dyrektor przyznaje jednak, że nasze przepisy nie przystają już do standardów europejskich i mają być zmienione.

Obiecanki cacanki
W tym tygodniu udało nam się ustalić, że w tym roku zapór w Polednie jednak nie będzie. Wicedyrektor bydgoskiego ZLK Tomasz Talarczyk ma nadzieję, że prawdopodobnie uda się jednak wprowadzić to zadanie do przyszłorocznych planów inwestycyjnych. A powstają one nie w Bydgoszczy, ale w regionalnym oddziale PKP w Gdańsku.

Inwestycja ma kosztować ok. 700 tysięcy złotych. Prezes Medeński nie kryje zdumienia. On sam zainstalował w swojej firmie prawie identyczne zapory, każda kosztowała ok. 70 tysięcy. - To przecież nie jest jakaś kosmiczna technologia. Jak to się ma do zdrowych, rynkowych zasad - dziwi się prezes.

- Przecież obiecywano nam, że wszystko zostanie zrobione w tym roku - nie kryje zaskoczenia starosta Marzena Kempińska. Zapowiada, że natychmiast będzie interweniować.

Przypomnijmy: katastrofa w Polednie kosztowała PKP milion złotych. Nie licząc ofiar.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie