Sprawa sterylizacji kotów wróciła na zebraniu osiedlowym. Wróciła, bo - przypomnijmy - temat odpowiedniej opieki nad dziko żyjącymi kotami poruszył w styczniu tego roku na sesji rady miejskiej przedstawiciel Fundacji "Pia Causa".
Domagał się wówczas sterylizacji kotów na działkach, ale i wprowadzenia rozwiązań systemowych. Okazuje się, że nie wszystko udało się rozwiązać. Mieszkańcy zgłaszali problemy z kotami żyjącymi przy blokach podali konkretny adres, gdzie jest największy - według nich - problem. - Z tymi kotami coś trzeba zrobić - mówiła jedna z kobiet. - Tak się dłużej nie da.
Przeczytaj także: Policjanci z Radziejowa uratowali szczeniaki przed okrutną śmiercią [zdjęcia]
Jej negatywną opinię potwierdził radny powiatowy Maciej Jakubowski. - Tam rzeczywiście jest problem - stwierdził. Burmistrz Jolanta Fierek obiecała mieszkańcom interwencję. Poinformowała, że poprosi weterynarzy o wysterylizowanie tych kotów na koszt gminy, choć zauważyła, że powoli tegoroczny fundusz gminy na ten cel się kurczy. Zauważyła przy tym, że dziko żyjące koty to normalne zjawisko, którego nie należy tępić, a zwierzęta te są pożyteczne, bo dzięki nim mniejsza jest populacja myszy i szczurów.
Poinformowała mieszkańców, że także gmina jest zobowiązana do dokarmiania kotów, więc panie, które same je dokarmiają, niejako wyręczają gminę. Zauważyła, że jeżeli byłyby zamykane drzwi, to problem byłby mniejszy, choć wiadomo, że koty te są i tak w piwnicach.