Wandale na toruńskim cmentarzu przy ul. Pułaskiego

    Wandale na toruńskim cmentarzu przy ul. Pułaskiego

    Sybilla Walczyk sybilla.walczyk@pomorska.pl

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Liczącego ponad 60 lat budynku nie da się już uratować.

    Liczącego ponad 60 lat budynku nie da się już uratować. ©Fot. Lech Kamiński

    Przedwojenna kapliczka nie znalazła się w rejestrze zabytków, bo nie zabiegał o to jej właściciel - toruńska parafia p.w. św. Jakuba Apostoła. Przez lata obiekt popadał w ruinę. Dziś nie ma już czego ratować - budynek spłonął.
    Liczącego ponad 60 lat budynku nie da się już uratować.

    Liczącego ponad 60 lat budynku nie da się już uratować. ©Fot. Lech Kamiński

    Kapliczka użytkowana była do czasu zbudowania cmentarza komunalnego w Toruniu. Jeszcze w 1970 roku pełniła rolę kostnicy. Drewniana, mała, przypominała o dawnym charakterze Jakubskiego Przedmieścia.

    Drewnianej kostnicy żałują ludzie, którzy na cmentarzu przy ul. Antczaka w Toruniu odwiedzają groby rodziny i przyjaciół. Żałuje jej też Mirosława Romaniszyn, zastępca miejskiego konserwatora zabytków w Toruniu.
    Kostnica spłonęła ponad tydzień temu. Prawdopodobnie ta sama osoba podpaliła również garaż znajdujący się niedaleko cmentarza. Od niego z kolei zapalił się kolejny garaż. Sprawcy nie udało się ustalić do dziś.

    Poprzewracane nagrobki
    - Tu kwitnie wandalizm - żali się starsza kobieta, którą spotykam na cmentarzu. - Przed Wszystkimi Świętymi ktoś poprzewracał nagrobki. Teraz to podpalenie... Słyszałam, że to był jakiś piroman, który wyszedł z więzienia, w którym siedział oczywiście za podpalenia. Żal mi tej kaplicy. Nie pełniła już swojej roli, ale chyba była bardzo stara. W tym miejscu rodziny żegnały swych zmarłych krewnych. A potem ktoś, pewnie dla zabawy, ją spalił. Bo komu ona przeszkadzała?

    Obiekt od lat niszczał. Kiedyś kostnica miała charakterystyczną wieżę. Potem zaniedbana wieża zaczęła się chwiać. To co z niej pozostało grabarze schowali do wnętrza. Wieża i kostnica zapewne w końcu by zniszczały do końca, gdyby ktoś ich nie podpalił.

    Tezy o piromanie nie potwierdza jednak policja. Najprawdopodobniej kostnicę podpalili wandale.

    Płonący karawan
    - Niestety, wandale upodobali sobie to miejsce - potwierdza Bartłomiej Sobczak, właściciel firmy Sotor, która zarządza cmentarzem. - Nam też kiedyś wandale podpalili karawan. Takich zdarzeń mamy tu bardzo dużo. Zgłaszaliśmy policji i straży miejskiej, że wieczorem potrzeba tu więcej patroli, ale póki co nie przyniosło to efektu. Tylko przez kilka dni po zgłoszeniu widywałem tu policje i strażników. Potem patrole znikały, a problem wracał.

    Bartłomiej Sobczak przyznaje, że stara kaplica przez lata niszczała. - Zarządzamy cmentarzem, ale nie jesteśmy właścicielami kostnicy. Mieliśmy do niej klucze, ale ona potrzebowała solidnego remontu. Szkoda jej.

    Kwestia priorytetów
    Kaplica nie była wpisana do rejestru zabytków. Nie była, bo jej właściciel o to nie walczył. Bo chęć wpisania na listę zabytków takich obiektów jak ten powinien zgłosić właściciel. Właścicielem kostnicy jest parafia rzymsko-katolicka p. w. św. Jakuba Apostoła w Toruniu.

    - Korespondowaliśmy z parafią w sprawie kaplicy - tłumaczy Mirosława Romaniszyn, zastępca miejskiego konserwatora zabytków. - Problem jest złożony. Obiekty wpisane do rejestru mogą być restaurowane ze specjalnego funduszu. Parafia jest też właścicielem drugiego obiektu - kościoła św. Jakuba. I jego renowację udaje się pozyskać pieniądze. Wszystko jest kwestią priorytetów - jeśli mamy obiekt wpisany do rejestru zabytków i obiekt zabytkowy, ale nie znajdujący się w rejestrze, to pieniądze najpierw idą na ten pierwszy.

    Ks. prałat Andrzej Wawrzyniak, proboszcz parafii św. Jakuba Apostoła, nie widział jeszcze tego, co zostało ze starej kostnicy po pożarze. Zapewnia, że będzie o spalonej kaplicy rozmawiał z zastępcą miejskiego konserwatora zabytków. Przyznaje, że od lat kostnica nie była remontowana. Powód? Nie było pieniędzy. I tym sposobem stworzyło się błędne koło - kostnica była zaniedbana, bo nie było pieniędzy. Nie było pieniędzy, bo nie była wpisana do rejestru zabytków. Ale gdyby znalazła się w tym spisie, wszystko wyglądałoby inaczej.

    - Postanowiłem, że cmentarz będzie zamykany na noc - tłumaczy ks. prałat Andrzej Wawrzyniak. - Dzięki temu wandale mnie będą już niszczyć tego miejsca.
    - Zamykanie cmentarza mija się z celem - zgłaszam księdzu uwagi ludzi, z którymi rozmawiałam na cmentarzu. - Przecież w płocie są ogromne dziury. Każdy i o każdej porze może się przez nie dostać na cmentarz.

    Ksiądz o dziurach nic nie wie. O wieży wewnątrz kostnicy też nie. Zaskoczony obiecuje, że dziury zostaną załatane, a o spalonej kostnicy porozmawia z radą parafialną.

    - Od 12 lat odwiedzam ten cmentarz, bo została tu pochowana moja mama - tłumaczy mężczyzna spotkany na cmentarzu przy ul. Antczaka. - Przez ten czas nikt nie zajmował się renowacją tej kostnicy. Szkoda. To nie przystoi miastu, które prezentuje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Przecież po drugiej stronie ulicy kiedyś był cmentarz żydowski. Niewiele z niego pozostało. To niewiarygodne, że te dwa cmentarze ze sobą sąsiadowały. Teraz miasto chce zadbać o cmentarz żydowski, a jednocześnie na naszych oczach niszczeją takie obiekty, jak ta kaplica.

    Stare, więc brzydkie?
    Mirosława Romaniszyn dodaje: - Nauczyliśmy się myśleć, że jak coś jest stare, to jest brzydkie - tłumaczy. - A jak jest brzydkie, to najlepiej to rozebrać i się tego pozbyć. Po co odnawiać taką kostnicę, skoro może się ona rozsypać, a my dzięki temu odzyskamy dwa, trzy nowe miejsca na pochówek? Niestety, coraz częściej spotkam się z takim myśleniem. Co możemy zrobić? Edukować.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Nasze Dobre 2018