Wiceszef Krajowej Spółki Cukrowej w Toruniu bezprawnie trafił na fotel

Dariusz Knapik [email protected] tel. 52 32 63 141
fot. materiały KSC
Wiceszef Krajowej Spółki Cukrowej w Toruniu bezprawnie trafił na ten fotel - jego kandydatura nie spełniała wymogów formalnych. Ale sprawę zamieciono pod dywan.

Konkurs na wiceprezesa do spraw techniczno-produkcyjnych rada nadzorcza KSC rozstrzygnęła w ubiegłym roku. Z pięciu osób, które przeszły kwalifikacje formalne, wygrał Sławomir Matyjaszczyk, były inspektor z cukrowni Lublin. Jej dyrektor Stanisław Kalinowski w 2004 roku zasiadł w zarządzie KSC. Szybko ściągnął Matyjaszczyka, niedawnego podwładnego, do siebie, do Torunia. Lubelski inspektor został najpierw specjalistą w departamencie techniczno-produkcyjnym, później jego wicedyrektorem. Był nim do konkursu.

- Od początku było wiadome, że wpływowi ludzie z rady, zwłaszcza z Lubelszczyzny, forsowali Matyjaszczyka - przyznaje anonimowo członek rady nadzorczej KSC. - Wiceszefem rady w 2009 roku był już Stanisław Kalinowski, dawny członek zarządu spółki. Wyłoniona z rady 3-osobowa komisja szczegółowo badała, czy kandydaci spełniają wymogi formalne. Odrzucano podania, bo dostarczono kopię zamiast oryginału, czy nieaktualne zaświadczenie. Ale tym panem i bodaj jeszcze jedną osobą zajęła się cała rada. Krótko to trwało, szef rady odczytał dokumenty i stwierdził, że wszystko jest w porządku.

Wśród dokumentów było oświadczenie Matyjaszczyka, że spełnia jeden z głównych wymogów konkursu: 5-letni staż na stanowiskach kierowniczych.

Słowo dyrektora cukrowni
Faktycznie Matyjaszczyk przepracował jako wicedyrektor departamentu KSC niespełna 4 lata. I to był cały jego kierowniczy staż. Wcześniej pełnił tylko funkcje specjalisty lub inspektora. W spółce były to powszechnie znane fakty. Niebawem dowiedziało się o nich Ministerstwo Skarbu. Sprawę wyjaśniał IV Departament Nadzoru Właścicielskiego, który ma pieczę nad spółką.

Wkrótce po konkursie jego dyrektor Krzysztof Kosiński został także szefem rady nadzorczej KSC.

Werdykt ministerstwa był jednoznaczny: Matyjaszczyk nie spełnił wymogów konkursu. "Jego oferta powinna być odrzucona z przyczyn formalnych i nie powinien być dopuszczony do rozmów kwalifikacyjnych" - napisał resort do rady nadzorczej KSC w sierpniu ubiegłego roku. Zażądał ponownego rozpatrzenia sprawy i pilnego poinformowania o podjętych decyzjach.

Rada odpisała jednak ministerstwu, że podtrzymuje wybór Matyjaszczyka na wiceprezesa. Krótko wcześniej on sam dostarczył jej oświadczenie ostatniego dyrektora zlikwidowanej już cukrowni Lublin. Stwierdza on, że Matyjaszczyk był tam zatrudniony na stanowisku kierowniczym.

Byłem tam kierownikiem...
W październiku posypały się dymisje. Szef rady Krzysztof Kosiński złożył rezygnację. Odwołano jego zastępcę Stanisława Kalinowskiego i dwóch członów zarządu KSC. Matyjaszczyk pracuje do dziś, a sprawa stażu ucichła.

Zapytałem więc samego wiceprezesa Matyjaszczyka, ile wcześniej lat pracował na kierowniczych stanowiskach? Najpierw odsyłał mnie do rzecznika KSC. Wreszcie oświadczył, że gdyby nie miał 5-letniego stażu, to przecież by nie przeszedł rundy kwalifikacyjnej.

Dlaczego ministerstwo miało w tej sprawie inne zdanie? - Potem to wszystko było wyjaśniane - broni się Matyjaszczyk. - Ja nie chcę się na ten temat wypowiadać.

Jak więc wytłumaczy, że zastępcą dyrektora był przecież niecałe 4 lata? Wcześniej jedynie inspektorem czy specjalistą? Matyjaszczyk twierdzi, że w cukrowni Lublin pełnił jednak funkcje kierownicze. Jakie? Potwierdza nasze informacje, że chodzi o stanowisko inspektora ds. ochrony środowiska.

Stanęli za nim murem
Zadzwoniliśmy do czterech różnych należących do KSC cukrowni. Wszystkie zatrudniają inspektorów do spraw ochrony środowiska. Ale są to wyłącznie jednoosobowe stanowiska.
Prezes KSC Marcin Kulicki wyjaśnia, że sprawa leży w kompetencji rady nadzorczej. Była badana od dłuższego czasu. Jego zdaniem wszystko jest w porządku.

- Nie mam wątpliwości, że pan Matyjaszczyk spełnił warunki konkursu - twierdzi Stanisław Kalinowski, były wiceszef rady. Ten sam, który ściągnął Matyjaszczyka do Torunia. Podkreśla, że pracuje w branży cukrowniczej 30 lat, jej specyfika wymaga innej interpretacji niż ta, którą przyjęli prawnicy resortu. Rada nadzorcza miała prawo do własnej oceny, zrobiła to jednogłośnie, wcześniej zasięgano opinii innych, niezależnych specjalistów.

- Sprawa jest zamknięta - oświadcza Krzysztof Kosiński, dyrektor departamentu Ministerstwa Skarbu i były szef rady nadzorczej KSC.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mec

Ciągłe problemy z tą spółką cukrowa w toruniu,skąd to się bierze?

p
plantator

Przenieść tą spółkę do Warszawy i skończą się patologie w małej zapyziałej mieścinie pod nazwą Toruń.

N
Niktoś

Nikoś Dyzma też ...

~~gość~~

pan matyjaszczyk to nie wszystko, ale widze, że cukrowa historia sie rozkreca. pisz droga gazeto o wszystkim co zle w ksc

Dodaj ogłoszenie