Wieś, której nie ma...

    Wieś, której nie ma...

    bogumił drogorób bogumil.drogorob@pomorska.pl

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Kazimierz Walasiewicz, z dziada pradziada w Karwie osiadły

    Kazimierz Walasiewicz, z dziada pradziada w Karwie osiadły ©fot. autor

    Karw koło Górzna, według dokumentów, nie istnieje od 29 lat
    Kazimierz Walasiewicz, z dziada pradziada w Karwie osiadły

    Kazimierz Walasiewicz, z dziada pradziada w Karwie osiadły ©fot. autor

    Droga prowadzi z Górzna do Świedziebni. Asfalt miejscami pofałdowany jak zastygła lawa. Ale to nie teren wulkaniczny, choć wybuch już nastąpił. Niezadowolenia. Wieś Karw niby jest, ale jej nie ma. Proste jak... pałąk od wiadra.

    Miejscowi powiadają, że w Górznie bywa różnie. Określenie to odpowiada rozmaitym okolicznościom. Można do niego dopasować wszystko - nastrój wewnętrzny, aurę, codzienność, żeby nie wchodzić w szczegóły.
    W jednym z najmniejszych miast w Polsce do problemów też podchodzi się różnie.

    Dla jednych są to wielkie sprawy, dla innych niewarte wzmianki. Nie lekceważąc żadnych opinii rzucam od niechcenia, na rynku w centrum miasta, w parku przy fontannie: Karw!

    - O, Karw? No właśnie, Karw - zastanawia się człowiek mający sporo czasu. - Była wieś i jej nie ma.

    - Jak to, nie ma?

    - Była, a jakoby jej nie było... Coś tam słyszałem. Takie tam...

    - To znaczy...

    - A co, chce się tam pan budować?

    - Oczywiście, jakiś reportaż tam muszę zbudować. Pozbierać, poskładać, w jeden dzień, mistrzu...

    - No, ciężka sprawa - parkowy przechodzeń nie wróży nic dobrego.
    To jedna z takich postaw, potwierdzająca tylko, że do sprawy można podejść różnie.
    Karw znam z widzenia. Przejeżdżam tamtędy, ilekroć ruszam w trasę wokół Górzna. Karw znam z triathlonu - tam był półmetek części biegowej tych zawodów, nie byle jakich, w końcu mistrzostw Polski. W Karwie, na beczce, która wyznaczała półmetek biegu, siedział strażak OSP, był sędzią. Obserwowali, czy przypadkiem ktoś nie ma ochoty skrócić sobie trasę.

    Karw znam z wycinki drzew na poboczach drogi i skrętu w las, gdzie jeździ się na grzyby.
    Karw znam wreszcie z dokumentu urzędowego, który trafił niedawno do magistratu w Górznie. Otóż z pisma owego wynika, że z Krajowego Rejestru Urzędowego Podziału Terytorialnego Kraju została wykreślona miejscowość Karw. Moje zdziwienie było równe temu, jakie pojawiło się na twarzy urzędników z Górzna. Najwyższa władza Górzna i kraju - burmistrz Robert Stańko, 193 cm wzrostu, sekretarz Paweł Kubicz, 195 cm - czytała pismo z niedowierzaniem.

    Okazuje się, że Karw w Polsce występuje w trzech regionach. Karw w pobliżu Karwic (dawne woj. koszalińskie), Karw w pobliżu Czerniejewa (Wielkopolska) i Karw jako część wsi Skomlin (dawne woj. sieradzkie). Tak rzecz dokumentuje "Wykaz Urzędowych Nazw Miejscowości w Polsce", opracowany - uwaga - w 1980 roku! Trzytomową księgę wydano w 1981. Z tego należy wnioskować, że wieś Karw w okolicy Górzna nie istnieje - przynajmniej na papierze - od 29 lat! I to jest
    kolejne zaskoczenie

    Jak zatem załatwiano sprawy urzędowe, ewidencyjne? Normalnie... urodzony w Karwie, zamieszkały w Karwie, zmarł w Karwie.

    Trzytomowa księga to sucha statystyka, ale jednak zbiór faktów zebranych także przez urzędników. Natomiast publikacja wydana przez Toruńskie Towarzystwo Kultury w 1989 r. "Górzno. Zarys dziejów" to opracowanie naukowe, autorstwa dwóch historyków Andrzeja Mietza i Jana Pakulskiego. Tam czytamy m.in. "...aktualnie Górzno jest siedzibą gminy. Należą do niej wsie: Czarny Bryńsk, Fiałki, Karw, Miesiączkowo, Nowy Świat, Szczutowo, Szynkowko, Wierzchownia i Zaborowo...".
    Oczywiście, historycy mają jeszcze więcej do powiedzenia. Przeglądają stare dokumenty, choćby wystawiony w Płocku, przez biskupa Floriana (1 maja 1325 r.) dokument powierzający parafię w Górznie miechowitom, zwanym też bożogrobcami. Karw pojawia się także u nich, gdy analizują życie społeczno-gospodarcze miasta i okolicy w XVIII w., gdy piszą o okresie rozbiorów i czasach Księstwa Warszawskiego i po Kongresie Wiedeńskim. Ciekawa lektura, ale to przeszłość, a życie toczy się w Karwie, bo Karw jest.

    W tej wsi żyje blisko 100 mieszkańców, także zdziwionych ostatnimi odkryciami. Dla nich to sytuacja śmieszna, trochę denerwująca. Mieszkają w Karwie i uważają, że dalej tak być powinno.

    Gospodarstwo Kazimierza Walasiewicza pod lasem. Dom dwurodzinny.
    - Tu mieszkam ja, obok mój syn, Sławomir z rodziną. Dwójka dzieci, moje wnuki.
    - A gdyby urodził się trzeci wnuk albo wnuczka?
    - Pewnie byłby kłopot z ewidencją. Ale się porobiło - uśmiecha się. - Gdyby dziś syn chciał zgłosić działalność gospodarczą, też byłby kłopot, ale zgłosił kiedyś tam. W lesie pracuje, bo tu rolnictwo słabe. Laski, piaski i karaski, jak mówią. Mamy konia, mamy kilka świniaczków i tak się jakoś żyje. Są też trzy hektary ziemi, ale tylko są.
    Przed Kazimierzem mieszkał tu, w Karwie, w tym samym domu, jego ojciec Bernard, a przed nim dziadek Józef.

    - Wszyscy w Karwie, jak tylko tu nastali przodkowie. A mówią, że już w trzynastym wieku był tu Karw, więc, niby jak, teraz?

    Kazimierz Walasiewicz jest postacią szczególną w Karwie. Jest bliskim krewnym Stanisławy Walasiewiczówny, medalistki olimpijskiej, która w latach już dość odległych biegała w barwach Polski, potem w USA.

    - Stanisława urodziła się w Wierzchowni, trochę dalej, w las. W Rypinie mieszkał jej i mój kuzyn, profesor w liceum, niedawno zmarł. Taka to historia.
    Przed wsią znak drogowy: Karw. Nikt go nie zdjął, nie wpłynęło żadne pismo od administratora dróg. Urzędnicy natomiast przygotowują uchwałę, wyrażającą wolę mieszkańców Karwu, aby - mówiąc krótko - wieś była wsią. Uchwała ma trafić do wojewody kujawsko-pomorskiego, do MSWiA. Samorząd ma na to czas do 31 marca 2010. Minister będzie miał czas, na uregulowanie tej sprawy, do końca 2010.

    - Chcemy zrobić to maksymalnie szybko - mówi sekretarz Paweł Kubicz.
    Stojąc pod znakiem drogowym, podziwiając krajobraz, wykręcam numer do wiceministra Zbigniewa Sosnowskiego, człowieka mieszkającego o rzut beretem, cztery wsie dalej, na pograniczu Świedziebni i Janowa, pracującego właśnie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

    - Prawdę mówiąc dowiedziałem się o tym niedawno, w prywatnej rozmowie - mówi wiceminister.

    - No to dzisiaj wrzucam panu temat niejako służbowo. Właśnie jestem w Karwie, wsi, której nie ma, ale jest.

    - Wprawdzie nie jest to moja właściwość, ale zainteresuję się, przekażę do właściwego departamentu.

    - Panie ministrze, ludzie czekają, będą panu wdzięczni.

    - Oczywiście, trzeba tę sprawę uporządkować.
    W Karwie życie płynie spokojnie, słońce wschodzi raz na dzień. Panowie z rana jadą do pracy, dzieci do szkoły - przystanek gimbusa, przystanek PKS z napisem Karw - gospodynie w obejściu, sołtys na miejscu, sklep już za granicą, w kolejnej wsi Szynkówko.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Wybierz region, dokąd chcesz wyjechać:

    Turystyczne TOP

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Gazety Pomorskiej

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Gazety Pomorskiej

    NAUCZYCIEL I SZKOŁA NA MEDAL - głosowanie rozpoczęte! Zobacz, kto został nominowany do nagrody

    NAUCZYCIEL I SZKOŁA NA MEDAL - głosowanie rozpoczęte! Zobacz, kto został nominowany do nagrody

    Wybieramy sportowca, trenera, drużynę i imprezę roku

    Wybieramy sportowca, trenera, drużynę i imprezę roku

    Zobaczcie ogłoszenia z 1899 roku [zobacz zdjęcia]

    Zobaczcie ogłoszenia z 1899 roku [zobacz zdjęcia]