Władza Łukaszenki staje się coraz bardziej iluzoryczna

Roman Laudański
Adam Zakrzewski
Rozmowa z prof. Romanem Bäckerem, politologiem z UMK w Toruniu.

Jaki rozwój sytuacji możliwy jest na Białorusi? Nie ustają protesty, a Aleksandr Łukaszenka nie oddaje władzy.
Wszystko zależy od poziomu lojalności białoruskiego wojska i OMON-u, czyli odpowiednika polskiego ZOMO. Jeżeli wojsko i OMON odmówi wykonywania rozkazów, to Łukaszenka nie będzie już mógł dalej rządzić. Na razie do tłumienia protestów nie użyto wojska, a lojalność OMON-u jest wątpliwa. Od kilku dni funkcjonariusze tej formacji nie tłumią demonstracji, które są zresztą tak duże, że nikt nie byłby w stanie ich rozpędzić. Władza Łukaszenki staje się coraz bardziej iluzoryczna. Jednakże może się on jeszcze zdecydować na użycie siły.

Protesty na Białorusi zaskoczyły chyba wszystkich?
Już podczas kampanii wyborczej pojawiły się sygnały, że coś się zmienia. Nigdy jeszcze wiece kandydatów opozycji nie gromadziły tak dużo ludzi, którzy uwierzyli, że na Białorusi może być lepiej. I z takim przekonaniem poszli do wyborów. Według różnych szacunków aż 80 proc. Białorusinów, przynajmniej w dużych miastach, głosowało na Swiatłanę Ciachanouską, kandydatkę opozycji. Przebudzenie narodu białoruskiego nastąpiło jeszcze przed wyborami. Teraz widzimy rewolucję godności i podmiotowości Białorusinów. Przypomina to nasz polski Sierpień 1980 roku.

Próba otrucia Aleksieja Nawalnego, lidera rosyjskiej opozycji, to sygnał, że taki scenariusz nie wydarzy się w Rosji?
Putin nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić interesom elity rządzącej, czy jego włąsnym interesom. Od kilku tygodni w rosyjskim Chabarowsku trwają duże protesty, sytuacja nie została opanowana siłowo. Jedyną taktyką, jaką Putin stosuje wobec uczestników tych protestów, jest przemilczanie Chabarowska. Jednocześnie w wielu innych miastach, głównie na rosyjskiej prowincji, narastają protesty solidarnościowe. Putin w tej sytuacji nie może sobie pozwolić na gwałtowną reakcję wobec Białorusi, ale i nie może dopuścić do niekontrolowanego rozwoju sytuacji w przypadku ucieczki Łukaszenki.

Czy Polska uważana jest za kraj, którego polityka może coś zmienić w sprawie Białorusi?
Byłoby dobrze, gdyby Polska pomagała Białorusi chociaż na tym samym poziomie co Litwa. Litwini zrobili ostatnio ogromny łańcuch solidarności z Białorusią. Otworzyli granicę dla ewentualnych uchodźców, wspierają białoruską opozycję, to tam mieści się sztab Swiatłany Ciachanouskiej. Natomiast polska telewizja Biełsat zajmuje wynajęty pokoik i od pięciu lat boryka się z ogromnymi problemami finansowymi. Dopiero teraz ktoś pomyślał o przekazywaniu niezależnych informacji na Białoruś. Polskie Radio nadaje je od kilku dni tylko trzy razy dziennie. Reakcje polskiej strony są opóźnione i cząstkowe. To nie jest tradycja, którą Polacy pamiętają z czasów Radia Wolna Europa. Polski rząd mógłby więcej pomagać Białorusinom. Ta sytuacja wynika nie tylko z tego, że PiS nie ma koncepcji, co robić z Białorusią, ale z tego, że polskiej polityki zagranicznej albo nie ma, albo jest robiona przez kilka niezależnych od siebie ośrodków: prezydenta, premiera, ministra sprawiedliwości, a w najmniejszym stopniu przez Jacka Czaputowicza, który prawdopodobnie dlatego odszedł z urzędu.

Prezydent dba o kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. Tylko czy tak mocne stawianie na Donalda Trumpa jest dobrą strategią? Może on nie uzyskać reelekcji.
Po pierwszym dniu konwencji Republikanów widać, że Trump idzie w kierunku sromotnej porażki. Przypomnę, że nasz rząd nie utrzymuje dobrych kontaktów z ogromną większością państw UNii Europejskiej. Od kilku miesięcy nowy ambasador Niemiec czeka na zgodę na przyjazd. To są samobójcze poczynania dla każdej polityki zagranicznej.

Mamy nowego ministra spraw zagranicznych, ale więcej słyszymy o jego homofobicznych wypowiedziach niż o jego świetnych kontaktach na Zachodzie lub Wschodzie.
Profesor Rau jest bardzo dobrze znany pewnej grupie prawników, ale nikt, kto zajmuje się stosunkami międzynarodowymi, a tym bardziej dyplomacją, nie zna go z jakiejkolwiek aktywności, bo nigdy się tym nie zajmował. To tak jakby astronom chciał zajmować się archeologią. Jest amatorem na całkowicie nieznanym sobie polu, które pełne jest pułapek, min i podstępów. Ktoś, kto się na tym nie zna, natychmiast polegnie.

O naszych relacjach z Unią Europejską trudno w ogóle mówić. Nic nie zapowiada, że będą lepsze.
Przeciwnie, będą coraz gorsze. Funkcjonariusze rządzącej partii nie wykonują postanowienia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie jednej z izb Sądu Najwyższego. Oznacza to nie tylko złamanie porządku prawnego Unii Europejskiej, ale i zanegowanie jej elementarnych zasad. Może się to skończyć zawieszeniem Polski w UE, a więc wstrzymaniem wypłat i wyrzuceniu z gremiów decyzyjnych UE.

Pomysłem PiS na politykę zagraniczną jest Międzymorze. Mamy jakieś sukcesy na tym polu?
Koncepcja Międzymorza należy do fantastyki amatorskiej. Ten projekt nie ma żadnego sensu ani ze względu na układ sił, ani z powodu braku powiązań infrastrukturowych, ale przede wszystkim ze względu na nieistnienie wspólnych interesów. Jedno czy dwa oświadczenia Orbana o polskim kierownictwie Międzymorzem, jakiekolwiek wspólne deklaracje ministrów spraw zagranicznych nie zastąpią realiów. Żadne z państw Międzymorza – od nadbałtyckich, aż do leżących nad Czarnym Morzem nie ma jakiegokolwiek interesu, by pod kierownictwem Polski prowadzić politykę niezależną od całej reszty Unii Europejskiej.

Polka wśród najbardziej wpływowych ludzi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie