Za głupotę nikt nie płaci

Maja Erdmann
Prawdziwa..., czy tylko żart?
Prawdziwa..., czy tylko żart? fot. sxc
Sądy niechętnie obciążają autorów fałszywych alarmów kosztami akcji ratunkowej.

Teoretycznie sprawcy fałszywych alarmów powinni ponosić koszty pracy służb ratunkowych. Tymczasem w Bydgoszczy od dziewięciu lat nikt nie zapłacił za wywołanie niepotrzebnego alarmu.

Późne wtorkowe popołudnie. Bydgoszcz. Kamienica w Śródmieściu. Do jednego z mieszkań dobija się czterech policjantów w czarnych kombinezonach.

Staszek krzyczał po pijaku
- Zna pani sąsiada? Jest w domu? Czy były tu kiedyś awantury - padają pytania do sąsiadek. - Ktoś dzwonił i mówił, że była awantura, jest podejrzenie wybuchu gazu.
Po chwili do policjantów dołącza kolejny patrol. Potem jeszcze trzech funkcjonariuszy z posterunku dzielnicowego. Przy kamienicy parkują cztery wozy policyjne. Po chwili dojeżdżają dwie karetki pogotowia. Pojawiają się pracownicy pogotowia gazowego. W kamienicy panika. Większość mieszkańców ma małe dzieci. Policja każde im opuścić mieszkania - bo jest groźba wybuchu. Przeszło dwadzieścia osób z różnych służb kręci się po klatce schodowej. Nie chcą wyłamywać drzwi do podejrzanego mieszkania. Przyjeżdża straż pożarna.

- Licznik się nie kręci - mówi jeden ze strażaków. - Chyba znowu fałszywy alarm.
Wśród sąsiadów narasta jednak panika. Kobieta około pięćdziesiątki kręci się z wnukiem po schodach. Próbuje się czegoś dowiedzieć, jest zdenerwowana.

Denerwują się też ratownicy. Po kwadransie pojawia się żona właściciela mieszkania. Otwiera drzwi. Nie ma męża. Nie czuć zapachu gazu. Alarm odwołany. Był fałszywy. Po kolei odjeżdżają wozy strażaków, policji, pogotowia...

Na klatce trwają rozmowy sąsiadów. - Pół godziny temu, taki gruby facet tu się dobijał. Pijany był - mówi jeden. - To Staszek, on tu się zawsze wali do drzwi i domofon nam psuje, bo klucza nie ma więc kopie w drzwi. Kiedyś tu mieszkał i pomagał sąsiadowi w remoncie.

Staszka nieraz usuwała z klatki policja. Znają go. Wozili do izby wytrzeźwień, gdy sąsiad dzwonił i prosił o zabranie pijanego mężczyzny sprzed wycieraczki.

- To on krzyczał, że niebezpieczeństwo! Że sąsiad jest w domu i grozi, że kamienicę w powietrze wywali. To ktoś zadzwonił na policję i słusznie, bo z gazem nie ma żartów. Ale Staszek to powinien za to beknąć. Zapłacić karę za narobienie fałszywego alarmu - sąsiedzi zgadzają się z tą tezą i wracają do swoich bezpiecznych już mieszkań.

Alarm - mała szkodliwość

Żeby ukarać takiego człowieka, policja powinna złożyć doniesienie do prokuratury.
W przypadku Staszka, policja nie zamierza wnosić sprawy do sądu. Mała szkodliwość społeczna.

Jednak w Wydziale Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miejskiego w Bydgoszczy są innego zdania. Pewnie i tym razem będą liczyć koszty akcji. Średnio taki fałszywy alarm to kilka tysięcy złotych wydanych na pracę wszystkich służb.

- Nie możemy jednak rezygnować z interwencji - mówi Ewa Przybylińska, rzecznik komendy miejskiej policji w Bydgoszczy. - Działania muszą być podjęte.

Wytruję sąsiadów

Problemem są też chorzy psychicznie, którzy grożą całemu światu, a najbardziej swoim sąsiadom.

Na bydgoskich Bartodziejach znana jest kobieta, która co jakiś czas grozi, że ludzi zagazuje. Jadą więc do niej służby. Zazwyczaj około 20 chłopa i opanowują sytuacje. Nigdy nie wiadomo, ile tego gazu puściła. Dostają się do mieszkania przez balkon i negocjują z nią.

Karana nie jest, bo jako osoba chora psychicznie nie odpowiada za to co robi.

Strach jest bez ceny

- Najgorsze są te wszystkie alarmy bombowe - mówi Adam Ferek dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego w Bydgoszczy. - Czasami czuje się, że alarm jest fałszywy, ale musimy do każdego podejść poważnie.

Tak było na przykład 14 kwietnia w Bydgoszczy. Anonimowy informator powiedział, że w trzech szkołach podłożono bomby. Była wtedy ładna pogoda, świeciło słońce. Szkoły ewakuowano. Zamieszania było co niemiara. Uczniowie nie mieli lekcji.

- Moim zdaniem rodzice tych uczniów, którzy wywołali fałszywe alarmy powinni zapłacić za prace służb zaangażowanych w akcję. Ale to zależy od decyzji sądu - twierdzi Ferek.

Sądy w Bydgoszczy są bardzo łagodne dla takich niebezpiecznych żartownisiów. Od 1999 roku przed sądem stanęło 46 takich osób. Wyroki były łagodne. Od umorzenia po prace społeczne.

Tylko jedna osoba miała zastosowany jako środek zapobiegawczy areszt. Człowiek, który zadzwonił na policję i poinformował, że w wieżowcu jest bomba. Ewakuowano cały budynek. Funkcjonariusze musieli przeszukać każdy kąt. Ludzie tkwili przed domem i umierali ze strachu, że mogą stracić cały dorobek życia. Bomby nie było.

Powinni dostać po kieszeni

Do tej pory nikt nie zapłacił za niepotrzebną pracę policji, pogotowia, straży pożarnej. - A przecież ostatnia akcja na lotnisku w Bydgoszczy kosztowała kilka tysięcy złotych - denerwuje się Adam Ferek. - A w tym czasie na przykład policjanci zaangażowani w akcje mogliby przestępców ścigać.

14 kwietnia fałszywy alarm o bombach w trzech szkołach - koszt akcji dwa tysiące złotych. Alarm w Poczcie Głównej w Bydgoszczy - 3 tysiące złotych. Koszt akcji w jednym z supermarketów - tysiąc złotych.

- Moim zdaniem jakby taki człowiek dostał po kieszeni to by się nauczył, że takich rzeczy robić nie wolno. I drugi by się zastanowił, czy warto wywoływać fałszywy alarm - mówi Adam Ferek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie