“Zabujani w Bydgoszczu”, czyli piękne foto miasta ku uciesze innych

Roman Laudański
Roman Laudański
Dr Zofia Ruprecht: - W maju 2020 roku otrzymałam od założyciela propozycję administrowania grupą “Zabujani w Bydgoszczu”. Zgodziłam się, wówczas zaprosiłam nowych moderatorów do współpracy (m. innymi fotografa Marka Chełminiaka).
Dr Zofia Ruprecht: - W maju 2020 roku otrzymałam od założyciela propozycję administrowania grupą “Zabujani w Bydgoszczu”. Zgodziłam się, wówczas zaprosiłam nowych moderatorów do współpracy (m. innymi fotografa Marka Chełminiaka). Daniel Rutkowski
Udostępnij:
Rozmowa z dr. n. med. Zofią Ruprecht, administratorem grupy “Zabujani w Bydgoszczu”; diabetologiem z Kliniki Endokrynologii i Diabetologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Dr A. Jurasza w Bydgoszczy, konsultantem wojewódzkim w dziedzinie diabetologii

Na spotkanie w centrum miasta dr Ruprecht przyjeżdża na rowerze. Uważnie ogląda latarnie i stojaki, sprawdza, gdzie przypiąć rower.

- Pani doktor na rowerze?! Nawet w taki mróz?!

- Nigdy nie miałam samochodu, za to kilkanaście rowerów. Jedyny egzamin, który oblałam na studiach, na szóstym roku, to był właśnie egzamin z prawa jazdy. U nas w domu nigdy nie było samochodu, poruszaliśmy się rowerami.

- Nigdy nikt nie ukradł?

- Ukradziono mi, niestety piękny amerykański rower, i to spod domu. Moja wina, nie zapięłam. Na moich oczach złodziej odjechał. To była kara za głupotę, o której nie miałam odwagi powiedzieć mojemu Tacie.

- Z roweru widać lepiej?

- Oczywiście, mam inną perspektywę oraz szybkość gwarantującą przystanięcie, gdy mnie coś zauroczy. Pokażę zdjęcia, które zrobiłam podczas porannej jazdy do pracy z Mostu Staromiejskiego (doktor Ruprecht włącza swojego smartfona). Nie było klasycznego wschodu słońca, ale piękne różowe niebo. Zjechałam na bulwar nad Brdą, chciałam jechać dalej tą trasą, ale kolory nieba zniknęły. To wyjątkowe światło nie trwało nawet pięciu minut. Dosłownie moment, żeby zrobić ciekawe zdjęcie. Chyba po raz pierwszy w życiu doświadczyłam tego, że tak szybko minęło to niezwykłe światło.

- Kiedy pani doktor “zabujała się w Bydgoszczu”?

- Nie jestem rodowitą bydgoszczanką, ale od dziecka przyjeżdżałam co roku na wakacje do Cioci Bronci. W Bydgoszczy mieszkały dwie siostry mojej mamy i jej brat. Dzieciństwo i młodość spędziłam w Ciechocinku i Białowieży, gdzie żubry przychodziły czasami pod nasz dom. Mój Tata pochodził z Gdańska, Mama z Włocławka, a na Podlasiu nie mieliśmy żadnej rodziny. Przyjazd z Puszczy Białowieskiej do Bydgoszczy był dla nas, dzieci, dużym wydarzeniem. Pamiętam jazdę tramwajem z dworca na Sułkowskiego, spacery z mamą Długą i Gdańską. W Białowieży nie było takich sklepów i atrakcji jak w mieście.

- Nie żebym się czepiał, wtedy Gdańska nazywała się Pierwszego Maja. Dom towarowy “Jedynak” zachwycał?

- Oczywiście, pamiętam jego klimat. Tam, gdzie dziś jest Zimmer Kaffe, był sklep z materiałami, którego nie lubiłam, ponieważ nie przepadałam za materiałami. Takie mam wspomnienia z tamtej Bydgoszczy.

- Proszę wybaczyć, ale jako urodzony w mieście dziwię się, jak można było zamienić puszczę na miasto? Przecież pani doktor powinna przekonywać wszystkich do prozdrowotnego przytulania się do drzew!

- Cieszę się, że było mi dane wzrastać w zdrowym środowisku i mieć tak wspaniałe dzieciństwo. Potrafię docenić piękno przyrody i jestem przekonana, że ona wpłynęła na moją wrażliwość oraz postrzeganie świata i miasta. Po skończonych studiach medycznych w Białymstoku, zanim moi  rodzice wrócili na Kujawy, zdecydowałam się na zamieszkanie w Bydgoszczy.

- To raz jeszcze spytam, jak “zabujała” się pani w "Bydgoszczu"?

- Nie lubię tego “w Bydgoszczu” ponieważ mam złe skojarzenia.

- No walnął się żenująco w 2014 roku Jacek Rostowski. Czy dziś to jeszcze kogoś razi?

- W naszej facebookowej grupie “Zabujani w Bydgoszczu (Brombergu)” mamy poczucie humoru i nas to nie razi. Nazwę grupy wymyślił pisarz i terapeuta Monaru Ryszard Częstochowski. Mnie to nie przeszkadza, ale wielu ludziom nazwa grupy się nie podoba. A już “Bromberg” to w ogóle!

- Nie uciekniemy przed historią.

- Zgoda, potraktujmy to jako część historii miasta. Nie przepadam za Niemcami za to czego doświadczyli nasi przodkowie. Tylko to nie jest powód do nienawiści do końca życia, do zastrzeżeń wobec historycznej nazwy miasta. Wspominałam już, że od dziecka Bydgoszcz była mi bardzo bliska. Cieszyłam się, że właśnie tu trafiłam po studiach, zamieszkałam, podjęłam pracę i zdobyłam specjalizację w zawodzie. Zdjęcia robiłam już wcześniej, natomiast od czasu pierwszego ajfona 4S stało się to prostsze.  Do Facebooka początkowo się zraziłam, kiedy otrzymałam życzenia urodzinowe od naczelnej pielęgniarki szpitala. Pomyślałam wówczas, że nie zamierzam być inwigilowana tą drogą. Dlatego rozstałam się z Facebookiem na kilka lat. W momencie kiedy stałam się posiadaczką ajfona w 2012 r.    wróciłam na Facebooka oraz z czasem założyłam konta na Instagramie (między innymi ajfonowa_bydgoszcz) aby publikować zdjęcia. Wówczas  jednym z obserwujących moje instagramowe konto był Ryszard Częstochowski, który z czasem zaprosił mnie, abym zdjęcia Bydgoszczy publikowała w Jego grupie Zabujanych. Konto instagramowe traktuję raczej jako “kronikę” zmian dokonujących się w mieście. Ryszard Częstochowski jako ówczesny administrator nie stawiał mi żadnych ograniczeń co do liczby publikowanych zdjęć i dał mi wolną rękę. Zdjęcia miasta, które wykonam publikuję tego samego dnia w grupie, czasami może za dużo, ale odwiedzający naszą grupę mają co oglądać. Później Ryszard Częstochowski przestał był adminem, zapanowało ponad roczne bezkrólewie.  W maju 2020 roku otrzymałam od założyciela propozycję administrowania grupą “Zabujani w Bydgoszczu”. Zgodziłam się, wówczas zaprosiłam nowych moderatorów do współpracy (m. innymi fotografa Marka Chełminiaka).  Jako admin zrobiłam 150 tzw. znaczników i teraz prawie wszystkie, nie tylko moje zdjęcia, opisane są przeze mnie hasztagami.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Zabujanymi w 2018 r. nasza grupa liczyła dwa tysiące osób, w 2020 r. ponad siedem tysięcy, a obecnie liczba Zabujanych przekracza dziesięć tysięcy. Niestety media społecznościowe są złodziejem czasu.

- Zgoda, ale zainteresowanie rośnie. Proszę opowiedzieć o początkach swojej pasji fotograficznej.

- W 1991 roku kupiłam sobie dwuogniskowego Kodaka, zresztą zakup sfinansował mi tata, ponieważ jako młodego lekarza nie było mnie stać na zakup dobrego aparatu fotograficznego. Kodakiem robiłam dużo zdjęć, zabierałam aparat na wszystkie wyjazdy, podróże. Czy fotografowałam Bydgoszcz? Oczywiście, ale nie w takim zakresie jak obecnie. Robiłam zdjęcia plenerowe, fotografowałam ludzi. Wywoływałam bardzo dużo zdjęć, rozdawałam odbitki. Pracowałam wówczas w szpitalu im. dr J. Biziela. Byłam wtedy  sekretarzem Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. Prof. Władysław Sinkiewicz prosił mnie o prezentację moich zdjęć w szpitalnej gablocie. Powiększone odbitki po jakimś czasie były kradzione. Było mi przykro, ale skoro je kradziono, to znaczy, że się komuś podobały. Pamiętam dobrze pierwszy wyjazd do Zakopanego w 1995 roku. Pomimo zagrożenia lawinowego poszłam na halę Gąsienicową i zrobiłam piękny zachód słońca nad Giewontem. Wysłałam to zdjęcie na konkurs fotograficzny Bydgoskiej Izby Lekarskiej, zostało nagrodzone przez Marka Chełminiaka (wieloletni fotoreporter “Gazety Pomorskiej – przyp. Lau.). Uznanie zyskało także zdjęcie zrobione w Gwadelupe w 2000 r. Matka wnosiła na rękach dziecko do świątyni. Uchwyciłam dobry portret. Uważałam wówczas, że to były najlepsze zdjęcia, które zrobiłam w życiu. Następny aparat fotograficzny, analogową “lustrzankę” Nikona D40, kupiłam podczas wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Później kolejną “lustrzankę” Nikona D90, tym razem cyfrową. Było jeszcze kilka małych kompaktowych aparatów Canona, Nikona i Olympusa.

- Może pani doktor minęła się z powołaniem? Trzeba było zostać fotoreporterem, a nie lekarzem?

- Nie, nie. Teraz robię zdjęcia głównie ajfonem, chociaż w torebce mam również mały aparacik Sony RX100IV. Z przyjemnością robię zdjęcia Bydgoszczy, od czasu jak nam wypiękniała. Obserwuję miasto codziennie od 1985 roku. Wtedy Bydgoszcz nie była jeszcze tak piękna jak teraz. Uważam, że trzeba to pokazywać.

- Kogo gromadzi grupa “Zabujanych w Bydgoszczu”?

- Ludzi z pasją, którzy pokazują miasto swoimi oczami innym. Pokazujemy zdjęcia Bydgoszczy, które niejednokrotnie sprawiają ludziom radość. Grupa gromadzi tych, którzy kiedyś tu mieszkali, spędzili w Bydgoszczy dzieciństwo, młodość, a później wyjechali z miasta, a teraz za nim bardzo tęsknią. Ludzie również z najdalszych zakątków świata wchodzą na profil “Zabujanych”, widzą Bydgoszcz codziennie i dziękują, że mogą widzieć jak miasto zmienia się. Robiąc zdjęcia ajfonem udowodniłam, że nie trzeba mieć super sprzętu fotograficznego, tylko wystarczy smartfon. W  dzisiejszych czasach bardzo dużo osób robi zdjęcia. Nie wszyscy chcą się nimi dzielić w sieci, ale w “Zabujanych” coraz więcej osób zamieszcza swoje zdjęcia.

- Skąd odzywają się byli bydgoszczanie?

- Z 68 krajów na świecie np. z Japonii, Wenezueli, Tajwanu, Wybrzeża Kości Słoniowej, Australii. Poza tym przecież w Bydgoszczy mieszkają też osoby niepełnosprawne ruchowo, inwalidzi, osoby w podeszłym wieku, którzy nie mogą poruszać się po mieście. Miasto oglądają na zdjęciach. Wiem, że mój sposób fotograficznego pokazywania miasta podoba się ludziom, jestem o tym informowana. Nie tylko moje zdjęcia publikowane w grupie są udostępniane na prywatnych profilach, czyli idą w świat. Wiem, że Bydgoszcz się podoba coraz bardziej i zachęca do przyjazdu, aby sprawdzić to na własne oczy.

Skoro pani mieszkająca w Nowym Jorku - znamy się tylko z Facebooka - widząc zdjęcia Bydgoszczy, nie mając tu rodziny ani przyjaciół, przylatując do Polski specjalnie przyjeżdża zobaczyć Bydgoszcz, to chyba o czymś świadczy?

- Planuje sobie pani, w której części miasta będzie robiła zdjęcia?

- Niczego nie planuję. Po prostu większość zdjęć powstaje w drodze do i z pracy. W większości to zdjęcia ze Śródmieścia, co nie wszystkim się podoba. Czasami w weekendy wypuszczam się w odleglejsze miejsca i zwiedzam inne dzielnice Bydgoszczy. Kiedyś pojechałam do Strzelec Dolnych, żeby zbadać trasę rowerową przed świętem śliwki, a później zapomniałam o terminie i impreza przeszła mi koło nosa. Dystans 30-40 kilometrów na rowerze, najwięcej w Rajdzie Niepodległości 110 km to nie jest dla mnie problem. Brałam kiedyś udział w gdyńskim triathlonie Ironman 70.3, ale tylko w sztafecie na krótkim dystansie. Koleżanka mnie zmusiła, ona biegła, jej mąż płynął, a ja przejechałam 22 km rowerem. Niestety, w przeddzień imprezy nie znalazłam zastępstwa na dyżurze w szpitalu. Do 22.00 pracowałam w szpitalu, o piątej rano wsiadłam w pociąg. Ale i tak dojechałam do mety z czasem poniżej 50 minut. Wypadłam nie najgorzej, prawda?

- Słyszała pani doktor anegdotę o pochodzącym z Wileńszczyzny pisarzu Tadeuszu Konwickim? W większości swoich książek “wracał” na Wileńszczyznę. Kiedyś poeta, prozaik, felietonista Antoni Słonimski rzucił: ciekawe, o czym pisałby Tadeusz Konwicki, gdyby urodził się w Bydgoszczy? Miałby o czym pisać? Co jest z marką “Bydgoszcz”?

- Czasem odnoszę wrażenie, że Bydgoszcz jest trochę na uboczu. Jest niedoceniona, pomijana. A to jest takie fajne miasto. Kiedyś kuzynka przyjechała z Warszawy, a kiedy oprowadziłam ją po mieście, to stwierdziła, że chyba przeprowadzi się do Bydgoszczy. Była zachwycona miastem. Wychodzi na to, że “Zabujanymi” promujemy miasto w świecie.

- Wcale się nie dziwię. A może miasto ma już swoją markę, tylko my ciągle czegoś się czepiamy?

- A nie irytuje pana, kiedy na mapie pogodowej pokazują Toruń mniejszy od Bydgoszczy, jakby nie było naszego miasta wojewódzkiego?

- Mamy kompleksy wobec Torunia. Wyczuwa pani animozje?

- Dziwię się jakimkolwiek animozjom, uważam, że obydwa miasta powinny żyć ze sobą w zgodzie i współpracować dla dobra naszego regionu. Toruń jest przecież piękny. W ubiegłym roku miałam okazję spotkać prezydenta Torunia, do którego podeszłam i pogratulowałam, że jest prawdziwym gospodarzem miasta.

- Przez lata mieszkając w Bydgoszczy przyglądałem się, jak pod gospodarskim okiem Tadeusza Ferenca rozwija się Rzeszów. Oni zbudowali markę miasta. A my?

- Nie mnie oceniać, chociaż mam swoje osobiste zdanie na ten temat.

- Na swoim prywatnym profilu  napisała pani, że wybiera swoje zdjęcia do albumu I że to trudna praca.

- Potwierdzam, jest wydawnictwo, które zwróciło się do mnie z prośbą, że chce wydać moje zdjęcia Bydgoszczy. Już wcześniej pytano mnie, kiedy wydam album ze swoimi zdjęciami? Uchylałam się od odpowiedzi, użyczałam zdjęcia do Kalendarza Bydgoskiego 2021 wydawnictwa Pejzaż oraz do Kalendarza Bydgoskiego 2022. Redaktor Kalendarza Bydgoskiego wydawanego przez Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy poprosił mnie o zdjęcia Bydgoszczy do tegorocznego numeru, ponieważ podobno pokazuję Bydgoszcz tak radośnie. Miasto pokazuję po swojemu, takie mam spojrzenie. Staram się pokazać je ładnie w dobrym świetle.

- A co, kiedy znajdzie pani akurat brzydki fragment miasta?

- Brzydki fragment miasta pokazany w dobrym świetle można pokazać. Ale nie fotografuję i raczej nie pokazuję, bo nie taki jest zamysł grupy. Pokazywanie brzydoty nie jest zgodne z profilem naszej grupy. Administrowana przeze mnie grupa nie jest grupą interwencyjną. Kiedy ktoś wstawia takie szpetne zdjęcia, to je usuwamy. No bo jak można zabujać się w brzydocie? Sama nazwa grupy wskazuje, że pokazujemy piękno w mieście.

 Jest tyle innych bydgoskich grup, gdzie można pokazywać fragment miasta, które zachwytu nie wywołują. Wszyscy nasi moderatorzy pilnują porządku w grupie, akceptują przyjęcia. Jeżeli pojawiają się posty, które nie mają nic wspólnego z profilem grupy, to od razu są usuwane.  Podobnie jest w przypadku np. nietrzymających poziomu komentarzy. U nas nie ma miejsca na uprawianie polityki. Dzięki publikowanym u nas zdjęciom ludzie inaczej patrzą na miasto, o czym piszą do nas. Kiedy człowiek porusza się po mieście tylko  samochodem to nie dostrzega detali widocznych z pespektywy pieszego czy jazdy rowerem.

- Czasem wydaje mi się, że nieco podkręca pani zdjęcia filtrami?

- Kiedy jest słabe światło i ajfon nie daje sobie rady, owszem korzystam z filtrów.  Jeżeli jest dobre światło, to praktycznie nic więcej nie trzeba robić. W opinii Marka Chełminiaka jestem podobno mistrzynią światła co przyjmuję jako komplement.

- To jest pasja?

- Niewątpliwie tak. Kiedy nie ma dobrego światła, to praktycznie nie robię zdjęć. Mam wtedy dzień wytchnienia. Nie potrafię przewidzieć, czy za kilka lat grupa “Zabujanych w Bydgoszczu” rozrośnie się, czy raczej wypali.  Nie zależy nam bowiem na ilości, a raczej na jakości. Liczymy na młodych ludzi z pasją fotograficzną, którzy pokazują miasto również z lotu ptaka. Dziękuję wszystkim osobom publikującym u nas piękne foto Bydgoszczy ku uciesze innych.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Cannes – festiwal filmu i kreacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie