Zachem cofnął się do 1945 roku i poniemieckiej fabryki, na ruinach której powstał...

Ciech miał 1,3 mld złotych długu, gdy sprzedawał Zachem. Bydgoski zakład miał pecha do właściciela.

W ręce niemieckiego giganta chemicznego, firmy BASF, poszła legendarna zachemowska technologia, produkcja i lista odbiorców TDI (surowca używanego do produkcji pianek). Za 43 mln euro, podczas, gdy Ciech kupił Zakłady Chemiczne Zachem w Bydgoszczy za 80 milionów złotych.

Ciech sprzedał TDI pod koniec 2012 roku, choć akurat w tym czasie ceny TDI na światowych rynkach wzrosły.

Kilka miesięcy wcześniej Ryszard Kunicki, wtedy jeszcze prezes Grupy Chemicznej Ciech, chwalił na łamach "Pomorskiej" Zachem za najlepsze wyniki finansowe od półtora roku: - To efekt prowadzonej od dwóch lat restrukturyzacji. Dane pokazują, że przyjęty przez nas kierunek był słuszny - przekonywał.

Jego słowa można dziś między bajki włożyć!

Nie odpuszczę!

O zakładzie na bydgoskich Kapach (dla niewtajemniczonych: stare osiedle Kapuściska) napisałam kilkadziesiąt artykułów. I tak jak byli zachemowcy - z wieloma zdążyłam się zżyć - nie mogę pogodzić się, że zakład został zlikwidowany. Dziś to: las, drogi betonowe, straszące instalacje. Kiedyś kwitła tutaj produkcja ciężkiej chemii, a teraz jest zaledwie atrakcją dla zbieraczy złomu.

Zachem w grudniu zeszłego roku skończyłby 65 lat, ale tortu urodzinowego nie było. Za to w sylwestra dowiedzieliśmy się, że Infrastruktura Kapuściska (dawny Zachem) złożyła w sądzie wniosek o upadłość. To już naprawdę koniec!

I już nawet chciałam sobie odpuścić, ale wiarę w sens, że nadal warto o tym pisać, przywrócił mi Jarek Kaczmarek. Na instalacji epichlorohydryny przepracował w Zachemie 19 lat. Dziś prowadzi firmę sprzątającą "Czyścik" w Bydgoszczy.

5 stycznia przysłał maila: "Czytam Pani informacje o Zachemie i mam wielką prośbę - proszę nie odpuszczać. Myśmy pogodzili się ze zniszczeniem zakładu. Ale Pani niech nie odpuszcza. Proszę informować na bieżąco o tym, co się tam dzieje. Będę czytał".

Panie Jarku, obiecuję, że nie odpuszczę! Tym bardziej że jestem przekonana, jak Pan i wielu innych, że wcale nie musiało się tak skończyć. Pochwalę się przy okazji, że już jednym tchem cytuję Wasze dziwne nazwy, jak np. chlorek allilu, propylen, dichloropropanole, epichlorohydryna, choć wcale nie przyszło mi to łatwo. Z wymową toluilenodwu- izocyjanian (TDI) mam jeszcze spore kłopoty.

1948 rok: początek zakładów chemicznych

Zachem od 1948 roku był jednym z największych pracodawców w Bydgoszczy i regionie. W czasach boomu inwestycyjnego (lata 70. ubiegłego wieku) zatrudniał 7 tysięcy pracowników, zajmował 2 tys. hektarów.


Gdy go zamykano w 2012 ro ku, miał 700-osobową załogę i 400 hektarów. Kiedyś pracowały w nim całe rodziny. Miały do dyspozycji 1,8 tysiąca mieszkań zakładowych. Istniały zachemowskie przychodnie, domy kultury, domy wczasowe, sanatorium. Brama zakładu była najważniejszą bramą w mieście!

 

Najstarszy jest zakład barwników.ł na nowe inwestycje. Przetrwał do końca. Zakład syntezy powstał w latach 70. Jego dzieckiem są słynne instalacje: TDI (to surowiec do produkcji pianek) i EPI (do żywic syntetycznych).

Zachem jako jedyny w kraju produkował EPI i TDI.  - Na świecie jest około 20 instalacji TDI, należeliśmy więc do elitarnego klubu - wspominał Piotr Kuzimski w sztuce "Zachem. Interwencja", w której grał samego siebie. - Przyjeż- dżali Koreańczycy, Chińczycy. Chcieli podkupić nasze technologie.

Zachem trafił więc nawet na deski teatru, choć to, niestety, nie była tylko wyreżyserowana historia. Kuzimski przepracował w zakładzie 25 lat, a dzisiaj stara się, jak Jarek Kaczmarek, zacząć wszystko od nowa.

2006 rok: Ciech kupuje Zachem

Ciech, w którym 38 proc. udziałów ma skarb państwa, kupił Zachem w 2006 roku, czyli rok po tym, kiedy zadebiutował na warszawskiej giełdzie.

- Dlaczego rząd zgodził się na tę transakcję? - pytałam podczas konferencji prasowej (w listopadzie 2012 roku) posła Pawła Szałamachę z PiS, który za rządów tej partii odpowiadał w Ministerstwie Skarbu Państwa za przejęcia chemiczne.

- Wtedy zaczęto prywatyzować również zakłady chemiczne w Puławach i Tarnowie, które sobie radzą. To były optymalne decyzje, jak na 2006 rok, także w przypadku Zachemu, który potrzebował pieniędzy. Innego inwestora nie było. Giełdowy Ciech twierdził, że kupuje bydgoski zakład, bo to część jego planu tworzenia wielkiej grupy chemicznej. Ale przyszłość pokazała, niestety, co innego - odpowiedział mi wtedy Szałamacha.

- Gdy Ciech przejął Zachem, od razu nastały dla nas gorsze czasy - twierdzą Ewa i Benedykt Gościńscy. Ich historię opisałam w artykule "Połączył ich Zachem". Poznali się i pracowali w zakładzie, więc oboje zostali nagle bez pracy. - Było coraz gorzej, niezależnie, kto był prezesem i z jakiej partii- skarżyli się.

Bo prezesi zmieniali się tutaj zgodnie z politycznym rozdaniem, to m.in.: Wojciech Wardacki związany z PIS czy Konrad Mikołajski - z PO.

Również w zależności od opcji politycznej, do głosu dochodziły różne organizacje - w Za- chemie istniało aż pięć związków zawodowych! Bardzo często nie było między nimi zgody. Tajemnicą poliszynela było, że każdy walczył o swoje interesy.

Zdarzało się więc np., że w kryzysie, gdy zarząd informował o milionowych długach firmy i zwolnieniach, związkowcy, paradoksalnie, żądali podwyżek.
Tłumaczyli: - Nie nasza wina, że Ciech ma długi, sam ich narobił, a chce, żeby Zachem za nie płacił.

Mieli wtedy na myśli, że Ciech stracił m.in. na inwestycji w opcje walutowe oraz zakupie zakładów sodowych w Niemczech i Rumunii.

2010 rok: koniec gwarancji zatrudnienia

Gdy w czerwcu 2010 roku skończył się okres gwarancji zatrudnienia (Ciech zobowiązał się do nich w pakiecie prywatyzacyjnym), część pracowników skorzystała z programu dobrowolnych odejść. Otrzymali wysokie odprawy.

Pierwsze zwolnienia grupowe były w styczniu 2012 roku i dotyczyły ok. 150 osób. Ciech tłumaczył, że musi ciąć koszty, bo Zachem tonie w długach. W 2011 roku ceny TDI spadły o 13 proc. w porównaniu z poprzednim. Tymczasem surowce potrzebne do jego produkcji podrożały prawie jeszcze raz tyle. W efekcie poszły w dół marże przy sprzedaży TDI.

Przeliczając to na konkretne pieniądze, Zachem zakończył ten rok ze stratą w wysokości 59 mln zł.

Dokładnie 12 marca 2012 Krzysztof Grad, ówczesny rzecznik prasowy Grupy Chemicznej Ciech, poinformował w portalu Strefabiznesu.pomorska.pl o pierwszych przymiarkach do sprzedaży tej części majątku zakładów chemicznych: - Pogarszające się warunki na głównych rynkach zbytu Zachemu, w tym przede wszystkim właśnie TDI, skłoniły nas, byśmy zaczęli zastanawiać się nad przy- szłością bydgoskiej spółki oraz programem naprawczym. Jedną z rozpatrywanych możliwości jest poszukanie inwestora dla tej części firmy.

2012 rok: BASF kupuje TDI

Na efekty słów Grada nie trzeba było długo czekać. W listopadzie było już wiadomo, że to niemiecki BASF kupuje technologię, produkcję i listę klientów TDI! Za 43 mln euro. - To sprawa dla prokuratury, bo właściciel Zachemu oszukał wszystkich mamiąc, że niemiecki koncern chce zainwestować w Bydgoszczy - komentuje europoseł Janusz Zemke. - Od początku było wiadomo, że tak słono płaci się tylko za wycięcie konkurencji. Nasza firma poniosła najwyższą cenę za kłopoty finansowe Cie- chu, który położył ją na stole, żeby ratować siebie. Gdy Za- chem szedł w jego ręce miał milionowe zyski, skończył na milionowych stratach. Na papierze Ciech wywiązał się z inwestycji gwarantowanych w wysokości 176 mln zł. Jednak, mo- im zdaniem, pieniądze nie pochodziły z Ciechu, a z Zachemu.

Ciech sprzedał TDI firmie BASF za 43 za mln euro:

z

Właściciel, czyli Ciech chwalił się np., że zainwestował 32 mln zł w TDI, 58 mln zł w EPI, 33 mln w Pianki, które w 2011 roku wyodrębnił jako osobną firmę. Co ciekawe, od czasu, gdy przejął Zachem, na jego terenie powołał ok. zależnych 15 spółek (Pianki Ciech były największą), a niektórzy zarządzający zasiadali w... kilku radach nadzorczych. Oczywiście nawet nie trzeba pisać, że swych funkcji nie sprawowali charytatywnie.

Końcówka 2012 roku była w Zachemie naprawdę gorąca - uczestniczyłam we wszystkich protestach. 8 listopada pracownicy okupowali siedzibę firmy. Tłum ruszył do gabinetu prezesa. - Lud przejmie władzę! Zarząd uciekł, bo przestraszył się konfrontacji! Gdy prezes wróci, zamkniemy go na tydzień! - grozili pracownicy. - Nie wstydźcie się walczyć o miejsca pracy, skoro inni nie wstydzili się was okradać! Złodzieje! - niektórym wyraźnie puściły nerwy.

Protesty, m.in. ten, organizowała zakładowa "Solidarność" : - Ciech kłamie, że prowadzi z nami dialog! - przekonywał Andrzej Werner, wówczas szef związku. - Właściciel chce zaorać firmę!

2013 rok: znika nazwa Zachem

W grudniu 2012 roku Ciech poinformował o likwidacji Zachemu. Ostatecznie, jako przyczynę podał trudną sytuację na rynku, którą pogorszyło zaprzestanie produkcji aminy (TDA) w Pasadenie przez amerykańską firmę Air Products. Zachem kupował TDA w USA - jest używana do produkcji TDI. Spółka Air Products twierdziła zaś, że Zachem i tak już nie potrzebował surowca, ponieważ sprzedał TDI BASF-owi! Proponowała mu aminę z należącej do BAYER-u fabryki w Dormagen pod Kolonią (niemieckie firmy BASF iwspółpracują ze sobą). Zachem odmówił. Air Products oddała sprawę do londyńskiego sądu arbitrażowego. Żądała 98 mln dolarów odszkodowania za naruszenie warunków kontraktu. Sąd wniosek oddalił.

Tymczasem w Bydgoszczy ruszyła lawina zwolnień. Ciech wynajął ochroniarzy i firmę ze wnętrzną, która wręczała ludziom wypowiedzenia. Bez pracy zostało ok. 600 osób. Wprawdzie związkowcom udało się wywalczyć odprawy w wysokości 50 tys. zł brutto, niektórzy skarżyli się jednak, że aż tyle nie dostali. Zaczęto rozbrajać za- chemowskie instalacje. 27 czerwca 2013 roku Zachem zmienił nazwę na Infrastruktura Kapuściska, która miała zarządzać jego majątkiem - dzięki temu pracę zachowały 33 osoby.

Jednak i one wkrótce ją stracą. 30 grudnia 2013 roku IK złożyła w sądzie wniosek o upadłość. Jako powód prezes Jarosław Czerwiński podał, że spółki nie stać na płacenie prawie 16 mln zł rocznie za oczyszczanie ścieków przemysłowych, skoro już ich, po zamknięciu produkcji w Zachemie, nie wytwarza.

Stawki wynikają z umowy podpisanej długo przed tym (1999 rok) zanim bydgoski zakład został zlikwidowany. Zatrudnieni nie mają szans na odprawy, jakie otrzymali zwolnieni wcześniej.


Zachem jest teraz w takiej samej sytuacji, jak poniemiecka fabryka w 1945 roku, na ruinach której powstał. Ale wówczas zniszczyli ją obcy. Dzisiaj swoi i to w czasie pokoju. Trudno się z tym pogodzić - podsumowuje Piotr Kuzimski.

Temat cały czas żyje w ludziach. Dowód to wczorajszy komentarz innego byłego zachemowca: "Skoro Niemcy zapłacili tyle pieniędzy za TDI, to znaczy, że według nich istniała możliwość produkowania surowca w Zachemie. Bo inaczej, po co mieliby to robić? Jednak na pewno nie posprzątają po ponad 60-letniej produkcji chemii, a zachemowskie lasy kryją sporo niespodzianek..."

Dag Bromberg: Dynamit Aktien Gesellschaft vorm. Alfred Nobel & Co. Bromberg - to pełna nazwa fabryki zbrojeniowej III Rzeszy, która po wyzwoleniu stała się protoplastą polskiego "Zachemu". Niemcy zaczęli ją budować na skraju Puszczy Bydgoskiej zaraz po zajęciu Bydgoszczy w roku 1939. Produkowano tu materiały wybuchowe i napełniano nimi amunicję (tzw. elaboracja). Fabryka składała się z kilkuset budynków, w tym z wielkich betonowych bunkrów odpornych na wybuchy od środka. Energia eksplozji kierowana była na szklaną ścianę i wydostawała się na zewnątrz. Te bunkry i cały zespół produkcji nitrogilceryny NGL-Betrieb można oglądać od kilku lat w "Exploseum" - Centrum Techniki Wojennej Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy. Przez całą wojnę przez DAG Bromberg przewinęło się ok. 50 tys. ludzi - jeńców wojennych, więźniów, pracowników przymusowych oraz dobrowolnych. Z chwilą wejścia do Bydgoszczy Armii Czerwonej (1945 r.) najważniejsze instalacje zakładów zostały zdemontowane i wywiezione na Wschód. Część z nich zwrócono dopiero po polskiej interwencji. (M)