Zagadkowa historia śmierci dwóch dziewczyn w wypadku w 1992 roku. Prawda ukryta w aktach sprawy?

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak
Choć od tragicznego wypadku, do którego doszło w Wójcinie, minęło 29 lat, emocje osób i bliskich, które brały w nim udział, są wciąż mocne
Choć od tragicznego wypadku, do którego doszło w Wójcinie, minęło 29 lat, emocje osób i bliskich, które brały w nim udział, są wciąż mocne Fotografia z akt sprawy
Ojciec Marka J. skazanego w sprawie spowodowania przed 29 laty śmiertelnego wypadku boi się o życie syna. Skazany trafił niedawno do więzienia. Po piętnastu latach od ostatniego wyroku w tej sprawie.

Zobacz wideo: Pfizer dla uczniów. Od września szczepienia w szkołach

- Boję się, że coś mu się może stać w celi - mówi Bronisław Jankowski, ojciec skazanego przed laty za spowodowanie śmiertelnego wypadku. W zdarzeniu, do którego doszło w rejonie miejscowości Wójcin w 1992 roku, życie straciły dwie nastolatki, Karolina K. i Aleksandra Z.

To Cię może też zainteresować

Skazany dopiero w kwietniu tego roku trafił do Zakładu Karnego w Potulicach, choć ostatni wyrok Sądu Okręgowego w Bydgoszczy w tej sprawie zapadł w 2006 roku.

- To bardzo zastanawiające. Syn nie ukrywał się dotąd, nie unikał policji. Przyszli po niego po latach - mówi ojciec. Jak wynika z naszych ustaleń, w ubiegłym tygodniu skazany został przetransportowany do Aresztu Śledczego w Bydgoszczy.

Tragedia wydarzyła się 16 października 1992. 19-letni wtedy Marek J. świętował rozpoczęcie studiów ze znajomymi na kempingu w miejscu nazywanym Koźlona, niedaleko Wójcina. Na miejscu był również Marek O. oraz liczące 16 i 17 lat Karolina i Aleksandra. Wszyscy spożywali alkohol, a wieczorem wpadli na pomysł, by pojechać maluchem Marka J. na dyskotekę w pobliskim Szczepanowie. Kiedy wracali, auto wypadło z łuku drogi i uderzyło w drzewo. Marek O. był poważnie ranny, a nastolatki zmarły tej samej nocy w szpitalu w Żninie. Marek J. został wydobyty z pojazdu bez obrażeń.

W sprawie zapadły dwa wyroki (sądu w Żninie i okręgowego w Bydgoszczy). Marek J. został uznany winnym spowodowania wypadku i skazano go na cztery lata więzienia. Skazanie nastąpiło krótko przed przedawnieniem się sprawy. Do dzisiaj jednak J. i bliscy (głównie ojciec) próbują dowieść, że to nie J. siedział za kierownicą fiata 126p.

Linia obrony nie do udowodnienia?

Twierdził, że po wypiciu alkoholu (po raz pierwszy w życiu wtedy miał wypić dużo) w Koźlonie padł nieprzytomny na koc na łóżku, a obudził się następnego dnia w szpitalu.

Marek. J. w sądach próbował udowodnić, że to Marek O. miał kierować autem. Gdy doszło do wypadku miał wydostać się z auta i pójść po pomoc do wspomnianego gospodarza. O zdarzeniu miał zawiadomić brata Andrzeja O., policjanta. Ten, wraz z innym funkcjonariuszem mieli zjawić się na miejscu wypadku, a następnie pojechać do Koźlony, zabrać nieprzytomnego (z upojenia alkoholowego) Marka J., przywieźć go na miejsce wypadku, a następnie posadzić na miejscu kierowcy. Dopiero potem – jak wynika z linii obrony oskarżonego – na miejsce wezwano pomoc.

Druga strona podnosiła, że taki przebieg zdarzeń był absurdalny. Zresztą, m.in. Sąd Rejonowy w Żninie w uzasadnieniu orzeczenia (pierwszego) z 2004 roku zaznaczył: "Wyjaśnienia dotyczące „upozorowania” przez O. okoliczności wypadku nie zasługują zatem na wiarę, stanowiąc jedynie przejaw subiektywnej oceny zebranych w sprawie dowodów i dążąc w istocie do uniknięcia kary".

Z kolei J. powoływał się na notatkę policyjną sporządzoną po wypadku, która nie została włączona do akt sprawy, a z której wynikało, że rzekomo krótko po zdarzeniu na miejscu miał się pojawić Andrzej O. oraz jeszcze inna policjantka. Sęk w tym, iż sam funkcjonariusz policji przesłuchiwany w sprawie w charakterze świadka utrzymywał, że nie było go na miejscu.

Specjalną analizę na ten temat przygotowała w 2017 roku prof. dr hab. Alicja Grześkowiak, która w opracowaniu zawartym w publikacji "Z zamiarem ewentualnym. 25 lat bezprawia sądowego w III RP" napisała: " Pomimo trwającego kilkanaście lat procesu i prawomocności wyroku skazującego (...) nie zdołano w sposób jednoznaczny i nie budzący wątpliwości ustalić szeregu danych faktycznych dotyczących przedmiotowego zdarzenia, a więc prawidłowo ustalić stanu faktycznego w tej sprawie. Prawda sądowa (...) budzi zasadnicze wątpliwości..."

W lipcu ojciec Marka J. otrzymał odpowiedź z ministerstwa sprawiedliwości, że postępowanie w sprawie kasacji w tej sprawie pozostawione zostanie "bez biegu".

Próbowaliśmy skontaktować się Markiem O. Z odpowiedzi jego bliskich wynika, że nie chce się wypowiadać w sprawie. Usłyszeliśmy za to, że rzekomo w przeszłości doszło do próby wpłynięcia na jego zeznania w procesie. Wstępnie chęć skomentowania sprawy wyraziła żona Marka O. Czekamy na kontakt. Wrócimy do tej sprawy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Zaraz, zaraz. Jeżeli wymierzono karę pozbawienia wolności do lat 5, to przedawnienie jej wykonania upływa po 15 latach od dnia uprawomocnienia się wyroku. Skoro wyrok SO zapadł w 2006 roku, to akurat 15 lat mija w roku bieżącym.

Czyli albo organy dopatrzyły się, że na posadzenie człowieka jest ostatni dzwonek, albo Sąd wstrzymywał wykonanie wyroku przez 15 lat?!
Dodaj ogłoszenie