Cezary Dobies: Więcej piszemy, niż czytamy

    Cezary Dobies: Więcej piszemy, niż czytamy

    Rozmawiała Magdalena Janowska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Cezary Dobies: Więcej piszemy, niż czytamy

    ©fot. Lech Kamiński

    - Siła młodych poetów z Torunia jest ogromna. Myślę, że taka jak plastyków, muzyków czy twórców z innych dziedzin. Rozmowa z Cezarym Dobiesem, toruńskim poetą.
    Cezary Dobies: Więcej piszemy, niż czytamy

    ©fot. Lech Kamiński

    - Istnieje takie przekonanie, że ludzie nie czytają poezji. Potwierdza Pan taką opinię?

    - Niestety tak. Ktoś kilka lat temu zadał sobie trud i obliczył, ile rocznie ukazuje się w naszym kraju tomików poetyckich. Suma była zbliżona do liczby mieszkańców Torunia. Wydaje mi się, że gdyby takie powiedzenie, że poeci czytają samych siebie było słuszne, to sprzedaż tomów poetyckich nie sięgałaby 300 czy 500 egzemplarzy, ale byłaby dużo większa. Dlatego z przykrością stwierdzam, że ludzie więcej piszą, niż czytają.

    - A Pana zdaniem dlaczego tak się dzieje?

    - To jest bardzo trudne pytanie. Mogę jedynie gdybać na temat przyczyn małej popularności poezji. Pewnie powód leży gdzieś w edukacji, chociaż ja miałem takie szczęście, że i w szkole podstawowej, i średniej trafiłem na fantastyczne polonistki. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy nauczyciel potrafi zachęcić do poezji. Ale aby dać miłość do literatury, polonista musi mieć talent. Tego się na studiach nie nauczy. Takich nauczycieli jest równie mało jak prawdziwych literatów. Druga rzecz to pewien rodzaj zaniedbania. Chodzi o to, że jeśli dziecko w pewnym momencie życia czegoś nie dotknie, może później już tego nie rozumieć. A dzieci bardzo szybko idą teraz w internet i inne media, sferę czytelniczą mają więc od razu zapewnioną. Tyle, że nie jest to czytanie, które kształtuje wrażliwość literacką i estetyczną.

    - Powiedział Pan, że ludzie więcej piszą, niż czytają. Pana też to dotyczy?

    - Zdecydowanie więcej czytam, niż piszę. Moje pisanie jest okazyjne i kiedy już decyduję się na wydanie swoich wierszy, dużo myślę o tym, czy warto czy nie warto. Zazwyczaj bywało u mnie tak, że zbierałem jakieś 60-80 wierszy i przeprowadzałem poważną selekcję. Do zbioru wrzucam 30. Chcę być uczciwy wobec czytelnika. Chcę mu powiedzieć i przekazać tylko to, co jest dla mnie istotne i - może zabrzmi to górnolotnie - wartościowe. Rzeczy nie do końca przemyślanych nie chcę wydawać. Ale publikacja moich wierszy nie jest dla mnie najważniejsze.

    - Czyli może się Pan spełniać poetycko, pisząc do szuflady?

    - Oczywiście, że tak. Mogę się spełniać również nie pisząc, a jedynie przez sam akt czytania poezji innych autorów. Poezja nie jest rzeczą wydrukowaną, jest aktem. Kiedyś ktoś czyta wiersz, to jest to poezja, ale gdy odkłada książkę na bok - już nie. Większą przyjemność daje mi czytanie innych, po swoją poezję sięgam rzadko. Spokoju i wewnętrznej radości szukam najczęściej w nie swoich przemyśleniach.

    - A czy "Wolny Rynek Poetycki", który Pan wymyślił, to dobry sposób, by popularyzować poezję?

    - Taki właśnie był zamysł Grzesia Giedrysa i mój, kiedy Rynek powstawał. Nadal myślę, że jest to sposób, aby przedstawić poezję, choć wydawałoby się, że nie wymaga ona reklamy i zachęty. Jeśli potrafimy pokazywać inne produkty, także duchowe, to dlaczego nie mamy prezentować rynku poetyckiego? A siła wśród młodych ludzi, którzy w Toruniu piszą, jest ogromna. Może to, co powiem, będzie zarozumiałe, ale ta siła jest tak duża jak plastyczna czy muzyczna. Lekceważyć poezję to robić krzywdę samemu sobie.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Nasze Dobre 2018