Czas zatrzymany

Barbara Szmejter barbara.szmejter@pomorska.pl
Kiedy przyjeżdżam do domu i wcisnę dzwonek domofonu, córka już biegnie na dół. Spotykamy się zwykle na wysokości pierwszego piętra - opowiada z uśmiechem Bogdanowicz
Kiedy przyjeżdżam do domu i wcisnę dzwonek domofonu, córka już biegnie na dół. Spotykamy się zwykle na wysokości pierwszego piętra - opowiada z uśmiechem Bogdanowicz Fot. WOJTEK ALABRUDZIŃSKI
To właśnie on wygrał proces z Michałem Wiśniewskim, którego oskarżył o plagiat. Od 18. lat siedzi w wiezieniu za podwójne zabójstwo.

Siedzę osiemnaście lat za potrójne zabójstwo, a mam żonę i córkę, które mnie kochają..Mam firmę i liczne nagrody literackie. I wciąż jestem człowiekiem.

Kolejna przepustka, kolejny powrót do domu, do Łodzi. Osiemnaście lat w więzieniu, a tam wciąż czeka ta sama żona oraz grono przyjaciół. I ukochana córka, 13-latka.
Ta przepustka ma charakter szczególny. Za nią widać wolność. Niepewną, wymarzoną, wyśnioną. - Trwają starania o umorzenie mi reszty kary, może tym razem zakończą się sukcesem - mówi z nadzieją Piotr Bogdanowicz.

Szczebel do kariery

Spotykamy się w sali obrad włocławskiego ratusza, gdzie trwa właśnie kolejna sesja Rady Miasta. Wśród publiczności nietypowa grupa widzów - skazani z włocławskiego Zakładu Karnego. - To taka lekcja wychowania obywatelskiego - uśmiecha się ich opiekun, Ryszard Seroczyński, wychowawca i prawdziwy przyjaciel skazanych, posiadający wyjątkową umiejętność znajdowania w każdym z nich pokładów dobroci i talentu. To właśnie on stworzył Klub Literacki "Bartnicka 10", skupiający zamkniętych w więzieniu literatów i poetów, wcześniej rzadko zdających sobie sprawę ze swych możliwości.

- Facet jest z gatunku pozytywnie zakręconych - mówi z sympatią o Ryśku Piotr Bogdanowicz, jeden z najbardziej znanych polskich skazanych. Popularność przyniósł mu nie tylko przebój "Jeanny - end of the story", przywłaszczony przez Michała Wiśniewskiego z "Ich Troje", ale także jego historia. - Sprawa Bogdanowicza była szczeblem do kariery prokuratora Janusza Kaczmarka - oceniają znawcy tematu.

Żołnierz sił specjalnych

Siedzimy w Restauracji "Polskiej", mieszczącej się w gmachu włocławskiego ratusza, tuż obok sali obrad. Miła kelnerka podaje kawę, Piotr zapala papierosa.
Był wrzesień 1990 roku. Piotr miał 25 lat, młodą żonę, a za sobą niedawną służbę w jednostkach specjalnych. - Proszę nie pisać o mnie "komandos", tego nie lubię - podkreśla. Jego zdaniem w "czerwonych beretach" służyć może prawie każdy. On trafił do elitarnej jednostki zabezpieczenia lotnictwa, gdzie dostać się mogli nieliczni.

- Byłem szkolony w zabijaniu - przyznaje, mówiąc o psychicznej odporności, wymaganej od każdego, komu powierza się broń. Wystarczyło, by któryś z jego wojskowych kompanów poczuł się z bronią zbyt pewnie, był relegowany z jednostki.
Tamtego dnia był w Gdyni. Rok wcześniej odszedł z wojska, został szefem ochrony w łódzkiej spółce asekuracyjnej. Szukał możliwości dodatkowego zarobku, wykonywał więc różne prace zlecone, pracował przy konwojach. To był czas przemian w kraju, nic nie było pewne, dlatego zarobione pieniądze wymieniał na dolary. Jak potrzebował złotówek, to je odsprzedawał. W tym celu jeździł często do Trójmiasta, gdzie walutę kupowało się taniej. Zatrzymywał się wtedy w Gdyni u swojej matki.

Było ich trzech
Trzej cinkciarze, spotkani przypadkowo, zaproponowali bardzo dobrą cenę, ale on pieniądze zostawił w mieszkaniu matki. Razem pojechali więc na Wiklinową. Tamci mieli czekać na półpiętrze, on wszedł do mieszkania. Wtedy został uderzony, wepchnięty do środka...

- Oni albo ja... - powtarza dziś, po blisko osiemnastu latach. Tamci nie kryli, że on nic dla nich nie znaczy. Chcieli kasy, dla niej gotowi byli zabić.
- Gdyby to było na większej przestrzeni, gdybym miał czas do zastanowienia... - mówi dziś. Ale musiał działać szybko, szło o jego życie. - Mieli nóż, ja legalną broń, ukrytą pod swetrem. Nie słuchali ostrzeżeń, nie pomogły strzały w podłogę ani w nogi, wierzyli w swą liczebną przewagę...

Bogdanowicz sam zgłosił się na policję. W kuchni na ulicy Wiklinowej znaleziono trzy zakrwawione ciała. Podczas wizji lokalnej Piotr przyznał, że gdy jeden z rannych mężczyzn próbował jeszcze podstawić mu nogę, coś w nim pękło. Zaczął strzelać na oślep...

Najdłuższy areszt tymczasowy
W areszcie tymczasowym Piotr spędził siedem lat. Pierwszy proces zakończył się cztery lata po zbrodni wyrokiem, skazującym Bogdano-wicza na 10 lat za przekroczenie granic obrony koniecznej. Prokuratura uznała, że to za mało, złożyła apelację. Właśnie wtedy pojawił się młody prokurator z Gdyni, późniejszy minister Janusz Kaczmarek. Uznał, iż sąd I instancji bezkrytycznie uwierzył w wersję oskarżonego. Próbował udowodnić, że to Bogdanowicz przyjechał z Łodzi z zamiarem zabicia i obrabowania trójmiejskiego cinkciarza. Wreszcie siedem lat po strzelaninie zapadł wyrok - 25 lat więzienia. I kolejne zakłady karne: Gdańsk, Sieradz, znowu Gdańsk i Potulice, wreszcie Włocławek.

- Strzelając czułem strach i wściekłość. Myślę, że każdy mężczyzna ma w sobie coś, co się może w skrajnych warunkach wyzwolić. Człowiek to skomplikowany mechanizm, niepoznany - powiedział w jednym z wywiadów. Dziś przekonuje, że napastnik, który czyha na swoją ofiarę, liczy się z różnymi komplikacjami, przewiduje kilka scenariuszy, bo ma czas do zastanowienia. - Ten, kto zostaje nagle zaatakowany, działa impulsywnie, często na oślep. Ale gdy zrobi krzywdę swemu oprawcy, prawo stawia ich obu w jednym rzędzie - mówi z goryczą.

Zwykły gość, tylko siedzi
Łódzkie mieszkanie Piotra znajduje się na czwartym piętrze. - Kiedy przyjeżdżam do domu i wcisnę dzwonek domofonu, córka już biegnie na dół. Spotykamy się zwykle na wysokości pierwszego piętra - opowiada z uśmiechem.

Razem z żoną prowadzą niewielką firmę. Wypożyczanie lawet, usługi transportowe. Zarejestrował ją podczas jednej z przepustek. W firmie zawsze jest coś do zrobienia, córka chce z tatą spędzać jak najwięcej czasu, liczy na niego żona, przyjaciele. Sąsiedzi kłaniają się, pozdrawiają. Ot, zwykłe życie zwykłego gościa. Dopóki znów nie trzeba wrócić za kraty.

Więzienie to dziwne miejsce, tu liczą się cechy nieistotne w normalnym świecie i odwrotnie. Ktoś taki jak on, choć nie brata się ze współosadzonymi, widzi w ich oczach szacunek. No bo zabił aż trzech napastników. Czasem trafi się przyjaźń, zwykle jednak każdy jest tu sam.

Wspomina dwóch kumpli, poznanych w więzieniu, którzy stali się mu szczególnie bliscy. Jeden podczas rodzinnej imprezy za dużo wypił. Pokłócił się ze szwagrem, chwycił nóż. Nawet nie pamiętał, że zabił. Drugi to złodziej samochodów. Kradł, bo w jego świecie wszyscy kradli. Był jednym z nielicznych, których więzienie czegoś nauczyło. Piotr wierzy, że tamten nigdy nie wróci za kraty.

Sposób na życie
Piotr nie chce już wracać do procesu, który nazywa polityczną sprawą. Nie chce powtarzać pytań swego obrońcy, dlaczego wszelkie wątpliwości zostały rozstrzygnięte na niekorzyść oskarżonego. Nie chce pamiętać, że tamci trzej, których pozbawił życia, mieli imiona, nazwiska, rodziny. Woli zapomnieć, że sędzia, który go skazał na ćwierć wieku więzienia, awansował do sądu apelacyjnego. Czy jego podwładni mogli zakwestionować wyrok, wydany przez nowego przełożonego?

W więzieniu znalazł swój sposób na życie. - Wydałem jedenaście książek, mam na koncie blisko siedemdziesiąt nagród literackich - mówi Bogdanowicz. "Czas zatrzymany" to tytuł jednej z jego książek, tomiku literackiego z wierszami wysoko ocenionymi przez krytyków. "Więzień i jego twórczość - poezja, proza, aforyzmy, grafika. Zobacz, co może tworzyć, do czego dążyć i co osiągać człowiek żyjący od 15 lat w więzieniu. Tworzy, kształci się, jeździ z wykładami na różne uczelnie..." - napisano o Bogdanowiczu na jednym z internetowych portali.

To właśnie on wygrał w ub. roku proces z Michałem Wiśniewskim, liderem "Ich Troje", którego oskarżył o plagiat. A że przy okazji poeta z Krakowa to samo zarzucił jemu, to już inna sprawa...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3