Dla czeladników i królów

Beata Korzeniewska
Wszystko tam było modrakowe: obrusy, firany, obrazy. Nawet fartuchy, które nosiły kelnerki wyszywane były w piękne modrakowe kwiaty. I tak od prawie 500 lat.

     Do gospody na rogu Rynku Nowomiejskiego i ul. Ślusarskiej trafił bądź w końcu trafi każdy torunianin.
     "Pono sam król Kazimierz
     z młodą żoną tu bywał
     i przyjmował w niej posłów z zachodu.
     Jedno tylko jest pewne,
     że nie było na świecie
     nigdzie lepszych pierników i miodu"
     Według tradycji powstała ona w 1489 r. - Niektórzy mówią jednak, że wybudowano ją pięć lat wcześniej, bo miał być w niej właśnie sam Kazimierz Jagiellończyk - opowiada Maria Orłowska, toruńska przewodniczka. - A on w Toruniu był ostatni raz w 1485 r. Bywał tu wraz z synami Janem Olbrachtem i Aleksandrem.
     **_Na kufelek piwka
     Kamieniczka, początkowo gotycka, w 1700 r. została w dużym stopniu przebudowana z zachowaniem części murów gotyckich na barokową. - _Przez setki lat zapraszała głównie swoją wywieszką w postaci modrakowego fartucha
- dodaje pani Maria. - Wisiała zawsze na zewnętrznej ścianie i była wizytówką gospody.
     Zapraszała głównie brać rzemieślniczą, a więc tych, którzy po skończonej pracy powinni zdjąć modrakowy fartuch i z ochotą wpaść na kufelek i kieliszek wina. Powstała na nowym mieście, gdyż właśnie tam mieszkali rzemieślnicy, którzy na co dzień w pracy chodzili w modrakowych fartuchach.
     Gospodę odwiedzali mistrzowie, ale także czeladź. - Zatrzymywali się w Toruniu, bo miasto słynęło z tego, że miało bardzo dobrze wykształconych rzemieślników - tłumaczy przewodniczka. - Zrzeszeni byli aż w 72 cechach. Głównie do nich zmierzali czeladnicy, którzy wędrowali od mistrza do mistrza.
     _Pod Modrym Fartuchem zatrzymywali się z przyjemnością, gdyż, jak podają kroniki, mogli w niej mieszkać za darmo przez siedem dni. Jej właściciel był bardzo życzliwy ludziom.
     U Szalitów
     
Przez setki lat gospoda była własnością rodziny Szalitów, którzy bardzo dbali o to, by nie brakowało w niej piwa, wina i dobrego jadła. - _Miała dobrą renomę i opinię
- kontynuuje pani Maria. - Podobno Kazimierz Jagiellończyk bywał__w niej wraz z żoną, a nawet przyjmował na rozmowy zagranicznych gości.
     _Z dawnych lat
     W okresie międzywojennym w gospodzie stworzono hotel. W latach 1957 - 59 kamieniczkę poddano gruntownej restauracji. - _Projektantami stylowej kawiarni na dwóch kondygnacjach byli prof. Stefan Narębski i Drzewiecki
- tłumaczy przewodniczka. Zostawili stropy belkowane, okna. Przywrócili element modraku.
     W latach 60. i 70. Modry Fartuch stał się znowu jedną z najchętniej odwiedzanych kawiarni. - Zawsze panował tam odpowiedni nastrój - mówi pani Maria. - Wiało ciepłym klimatem z dawnych lat. Każdy mieszkaniec ją odwiedzał. Serwowali wspaniałą kawę i pyszne wątróbki. Wpadało się tu głównie po pracy.
     _W latach 90. kawiarnię prowadzili spadkobiercy rodziny Szalitów, którzy przyjechali do Torunia z Gdańska. Ale nie był to czas udany dla Fartucha. Obecnie przekazali ją w dzierżawę. Od trzech lat prowadzi ją Przemysław Falkowski. - _Z gastronomią jestem związany od momentu ukończenia technikum gastronomicznego
- opowiada. - Pracowałem w restauracji Palomino, potem w gospodzie austriackiej. W końcu stwierdziłem, że czas pomyśleć o swoim miejscu.
     **_Potrawy i smakołyki
     W Modrym Fartuchu kultywuje tradycję. - _Głównie poprzez kuchnię, która jest możliwie jak najmniej zmieniana
- wyjaśnia. - Pracuje z nami kucharz, który był tu za poprzednich właścicieli. Zna przepisy i potrawy. Do dziś zresztą bardzo lubiane: wątróbka, krem sułtański, schabowy z pieczarkami, kawa po toruńsku.
     _O gospodzie krąży wiele legend.
- Właściciel był człowiekiem szalenie pracowitym i sympatycznym - dodaje pani Maria. - Siadał z gośćmi przy stole i zachęcał do jadła. Miał jednak bardzo gderliwą, złośliwą i brzydką żonę, która wpadała do gospody i robiła mu awantury. Młody, sympatyczny podróżny poradził mu, że na progu powinien narysować krzyż i wypowiedzieć pewne słowa. Zrobił to przy okazji kolejnej złośliwości ze strony kobiety - opowiada. - Efekt był błyskawiczny. Żona się spakowała, zabrała kosztowności i zaczęła uciekać. Właściciel rzucił się w pogoń, lecz zdążył chwycić tylko niebieski fartuch. Stąd fartuszek na wywieszce.
     **Napoleon w Fartuchu?
     Według jednej z legend w gospodzie przebywał w okresie wojen napoleońskich sam cesarz. - Zgotowano mu w ratuszu wielkie przyjęcie, ale jego życzeniem było znaleźć się wśród prostych, zwykłych mieszczan - zaznacza przewodniczka. - Wtedy wskazano Napoleonowi gospodę Pod Modrym Fartuchem na nowym mieście, z myślą, że przy okazji cesarz pozna większą część miasta. W gospodzie wypił węgrzyna, ale wyszedł niezbyt zadowolony. - Według niego byli zbyt "poprawni", grzeczni - dodaje. - Wówczas to jeden z podchmielonych czeladników wskazał mu mieszczącą się w północnej pierzei knajpę murarską, która znajdowała się w piwnicy kamienicy, gdzie obecnie mieści się Galeria Twórczości Dziecka. Stamtąd Napoleon wyszedł na czterech kończynach. O to szło! - wymamrotał. W końcu był zadowolony.
     Warto pamiętać, że gospoda Pod Modrym Fartuchem jest bodaj jedyną w Polsce, której tradycja sięga średniowiecza i to czasów, kiedy Polska stała u szczytu potęgi - czasów Jagiellonów, Kopernika i Wita Stwosza. Do dziś gości witają królowie, którzy bacznie przyglądają się im z portretów, zdobiących ściany barokowego pomieszczenia. - To miejsce historyczne - powtarza Przemysław. - I nie zapominamy o tym. Chciaż nasi goście z reguły dzieje gospody są znane. O Fartuchu traktują wiersze i piosenki. Balował tu podobno sam rzezimieszek Szwedko.
     Rzezimieszek schwytany
     na gorącym uczynku,
     gdy go wlekli pod słup szubienicy,
     chciał, jak mówi legenda,
     raz ostatni popatrzeć
     na to miasto.... i minął go stryczek.
     Miał ów szczęście nie lada,
     bo zobaczył z rusztowań
     szwedzkie wojska ciągnące lawiną:
     "Patrzajcie, rajcy sędziowie,
     Szwedzi idą na Toruń!"
     Ostrzegł miasto i zmazał swą winę.
     Potem pił "Pod Fartuszkiem"
     przez trzy dni i trzy noce
     miód i druhów do dzbana zwoływał,
     a gdy szedł przez ulice,
     kołysały się wieże,
     - jedna z nich do dziś stoi krzywa.
     Obok w kamienicy nr 10 mieszkał w ostatnich latach swojego życia Ignacy Danielewski, dziennikarz i literat, redaktor naczelny "Gazety Toruńskiej", który był stałym bywalcem Modrego Fartucha.
     - _Zawsze dobrze tu karmiono i pojono
- dodaje pani Maria. - Do dziś warto tutaj wpadać. Sympatyczny klimat, cicho, ciepło, spokojnie i nie ma gwaru. I podają pyszną kawę z piernikowym likierem i tartym piernikiem.
     

Nowe składki ZUS dla firm

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie