Dr Dominik Antonowicz: - Sporty ekstremalne wymykają się klasycznej definicji sportu

Rozmawiał Roman Laudański
Dr Dominik Antonowicz, socjolog sportu z UMK w Toruniu.
Dr Dominik Antonowicz, socjolog sportu z UMK w Toruniu. Fot. Andrzej Romański
Udostępnij:
Rozmowa z dr. Dominikiem Antonowiczem, socjologiem sportu z UMK w Toruniu.

- Na razie nie udało się odnaleźć Olka Ostrowskiego, który z Piotrem Śnigórskim chciał zjechać na nartach z ośmiotysięcznika w Karakorum. Jest jakaś granica ryzyka?

- Granice ryzyka zawsze tworzą ludzie, a kiedy je pokonują, to wyznaczają sobie następne. Istota sportów ekstremalnych polega na igraniu z ryzykiem, tego szuka się w tych sportach. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli sprawdzić czy istniejąca granica rzeczywiście wyznacza kres ludzkiej możliwości.

- W internecie aż kipi od zjadliwych komentarzy i propozycji, na czym mają zjeżdżać z ośmiotysięczników następne osoby.

- Nie czytam internetowego hejtu. W tym kontekście powszechna dostępność do internetu nie jest najbardziej szczęśliwa, no ale trudno zabronić dorosłym ludziom zjeżdżania z góry na nartach. Mają taką potrzebę, wybierają taki, a nie inni sposób realizacji siebie. Chcą zobaczyć, co jest po drugiej stronie lustra, jak to jest otrzeć się o śmierć, zajrzeć jej prosto w oczy. Jeśli to robią, to świadomie ponoszą konsekwencje swoich decyzji - włącznie z utratą zdrowia i życia. Po to uprawiają takie sporty, żeby obcować z ryzykiem, robić rzeczy niedostępne dla innych nawet jeśli oznacza to ocieranie się o śmierć. Potrzebują adrenaliny.

- W takich przypadkach możemy jeszcze mówić o sporcie?

- Sportem jest wędkarstwo, kulturystyka czy gra w szachy. To rodzaj rywalizacji o ustalonych regułach. Sporty ekstremalne wymykają się klasycznej definicji sportu, ale niewątpliwie jest to forma rywalizacji, w ramach której uczestnicy podejmują coraz to bardziej karkołomne wyzwania. W społecznym odbiorze nie jest to może sport, ale i definicja sportu jest mało precyzyjna. A entuzjaści biją rekordy, które dla kolejnych stają się automatycznym wyzwaniem. Rywalizują w ekstremalnym życiu na krawędzi ryzyka.

Koniec akcji poszukiwawczej. Komunikat w sprawie akcji poszukiwawczej Olka Ostrowskiego.Jak przekazał Jerzy Natkański ...

Posted by Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki on 27 lipca 2015

- Przepraszam, ale jakie ma pan skojarzenia z nieudaną próbą zjazdu na nartach z ośmiotysięcznika?!

- Dostrzegam w tych ludziach niesamowitą pasję. Robią wszystko, żeby zbliżyć się do tej granicy i wykonać coś, czego nie zrobili wcześniej inni. Kładą swoje życie na szali, żeby np. wejść zimą na Broad Peak. Dostrzegam w tym pasję, potrzebę adrenaliny, sprawdzenia się. Oni poświęcają wszystko, żeby spełnić swoje marzenia. Za to ich podziwiam i po ludzku im zazdroszczę. Tak długo, jak niebezpieczeństwo biorą tylko na siebie - nie widzę nic złego w ich postępowaniu. Zawsze interesuję się wyprawami wysokogórskimi, mam dla wspinaczy olbrzymi szacunek. Nie tylko za umiejętności i odwagę, ale i za umiejętność poświęcenie wszystkiego.

- Tylko wielu naszych wspaniałych alpinistów i himalaistów już nie ma.

- Mówi się, że łatwo być dobrym wspinaczem, a trudniej - starym wspinaczem. Cała masa ludzi zginęła w górach. Taką mieli pasję, styl życia, stracili życie robiąc to co prawdziwie kochają. Czy mamy mieć do nich o to pretensje? Podziwiam ich i szanuję. Ryzyko śmierci w górach nikogo nie zaskakuje. Poszli tam z własnej woli, widocznie w górach znajdowali coś, czego brakuje im w życiu codziennym.

- Łatwiej pogodzić się ze śmiercią na torze Formuły 1 niż z przypadkami z gór lub z rajdu Dakar?

-. Śmierć jest zawsze stratą, niezależnie od okoliczności. Zwykła śmierć nie jest spektakularna, po prostu umieramy. Nagła śmierć podczas sportów ekstremalnych - zjazdy z wysokich gór na nartach w warunkach dalekich od zdrowego rozsądku lub na Dakarze - przychodzi nagle i dotyczy aktywnych ludzi. Każda taka śmierć nas zaskakuje, choć nie powinna. Co ludzi pcha w góry, żeby wchodzić bez tlenu, zjeżdżać na nartach po pionowych ścianach? Ryzyko i adrenalina. Większości wystarcza fotel przed telewizorem i piłkarskie emocje czy wyścig Formuły 1, a nie wyprawy na bieguny czy wspinaczka na Broad Peak. Spokojne życie nie każdemu odpowiada, powinniśmy to szanować.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tomek

Ludzie w naturalny sposób buntują się przeciwko zbytniemu poświęcaniu uwagi człowiekowi który zginął na własne życzenie.

Przeciętny Polak ma pracę, rodzinę, kredyty i na tyle dużo zmartwień na głowie, że robienie z jakiegoś "Olka" nie wiadomo jakiego bohatera powoduje niesmak. Już sam fakt że nazywa się go Olkiem świadczy o tym że był to człowiek niedojrzały. Olek to jest w przedszkolu, w życiu dorosłym to Aleksander.

 

W czasie kiedy "Olek" bawił się głupio, i głupio zginął, w Polsce wydarzyły się PRAWDZIWE tragedie. Tragedie przemilczane.

 

To jest właśnie przyczyna "hejtu".

 

Tylko co ja mogę się na tym znać. Nawet żadnego doktoratu nie mam.

Dodaj ogłoszenie