Helena Pszczółkowska serce zostawiła na Kresach

GIZELA CHMIELEWSKA PIOTR PSZCZÓŁKOWSKI Fot. z archiwum rodziny Pszczółkowskich
Helena Pszczółkowska (trzecia z prawej) wśród polskiej delegacji podczas uroczystości przeniesienia prochów Edwarda Woyniłłowicza z Bydgoszczy do ufundowanego przez niego kościoła pw. Symeona i Heleny w białoruskiej stolicy - Mińsk, 11 czerwca 2006 r.
Jeszcze chciała jechać do Jazłowca na Ukrainę, aby zobaczyć, gdzie kiedyś u niepokalanek uczyła się jej mama - Józefa ze Skirmuntów Kulikowska.
Maria z Horwattów Chłapowska, prababcia pani Heleny. Trafiła do Wielkopolski aż z powiatu mozyrskiego - z dalekiej Narowli nad Prypecią (obecnie Białoruś)

Maria z Horwattów Chłapowska, prababcia pani Heleny. Trafiła do Wielkopolski aż z powiatu mozyrskiego - z dalekiej Narowli nad Prypecią (obecnie Białoruś)

Jeszcze chciała dopilnować renowacji pomnika na grobie stryja - ambasadora II RP w Londynie, Konstantego Skirmunta - w Wałbrzychu. Miała plany, marzenia. Nie zdążyła ich zrealizować.

Helena Pszczółkowska nie musiała sięgać do książek, by dowiedzieć się, jaki wkład w historię Polski mieli Chłapowscy, Skirmuntowie, Sulistrowscy czy Kulikowscy. Ona tę wiedzę wyniosła z domu, z opowieści bliskich, ze starych dokumentów i fotografii. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro to była przeszłość jej własnej rodziny, z jednej strony związanej z Kresami Wschodnimi, z drugiej - z Wielkopolską. A takie dziedzictwo zobowiązuje.

Zdjęcia pałacu z Czerwonejwsi, należącego kiedyś do pradziadków pani Pszczółkowskiej - Marii z Horwattów i Macieja Chłapowskiego - znaleźć można w każdym przewodniku o wielkopolskich rezydencjach. A tak na marginesie - Karol Chłapowski, mąż sławnej artystki, Heleny Modrzejewskiej to brat jej pradziadka.
Mołodów, Porzecze, Szemetowszczyzna - nazwy tych miejscowości, dziś na Białorusi, zawsze pojawiają się w publikacjach traktujących o Kresach i o rodzinie Skirmuntów.

- Mama urodziła się 2 marca 1929 r. w Chodorkach na Wileńszczyźnie, jako druga córka Józefy z domu Skirmunt i Henryka Kulikowskiego. Jej wspomnienia z dziecinnych lat zawsze przywoływały majątek ziemski dziadków w Szemetowszczyźnie, w powiecie święciańskim i szczęśliwe chwile spędzane z jedenastoma kuzynami, w otoczeniu licznego grona bliskich, w cieniu rodzinnego dworu. Kościół wybudowany sumptem Dziadka stał na wzgórzu, z którego rozpościerał się widok na dwór, mostek na rzece, na plebanię, zabudowania gospodarskie i ponad 100 hektarów stawów rybnych. Działają one zresztą do dziś. Z dworu pozostało tylko kilka stert cegieł, a niepotrzebne już budynki gospodarskie niszczeją. Mimo tego, kiedy Mama odwiedzała trzykrotnie rodzinne strony i groby w podziemiach kościoła mówiła, że takiego "powietrza" jak w Szemetowszczyźnie nie ma nigdzie w świecie.

- Z Szemetowszczyzną związane są wspomnienia beztroskich słonecznych dni, spędzanych pod troskliwą opieką babci i dziadka. Ale te kończą się wraz z wybuchem II wojny światowej. W 1941 r. zmarł Boleslaw Skirmunt. Najboleśniejsze wspomnienie związane jest z nocą 31 XII 1942 r. Wtedy to banda Fiodora Makarowa zastrzeliła schorowaną Gabrielę Skirmuntową oraz jej najmłodszą córkę Gabrielę Korybut-Daszkiewicz i podpaliła oficynę, w której po wysiedleniu z pałacu wówczas mieszkały. Wszyscy spłonęli. Pani Helena nie mogła zrozumieć, jak człowiek, który dopuścił się takiej zbrodni, może być uznawany za bohatera wojennego. A tak się dzieje na Białorusi.

- Okres wojny Mama spędza z rodzicami w Wilnie, bierze udział w kompletach tajnego nauczania i jako harcerka Szarych Szeregów wypełnia też funkcje łączniczki na rzecz ZWZ-AK. W 1945 r. nowy porządek historyczny wymusza wyjazd wszystkich Skirmuntów z rodzinnych stron. Mama wspominała czasem repatriację swojej rodziny i podróż z Wilna na odkrytym wagonie kolejowym oraz noc na bocznicy w Jabłonowie Pomorskim z szaloną strzelaniną z okazji zakończenia wojny. Rodzina Kulikowskich dotarła wtedy do Bydgoszczy i ostatecznie zamieszkała przy ulicy Grunwaldzkiej 69.

W Bydgoszczy podejmuje naukę w I Państwowym Liceum i zdaje egzamin maturalny w 1947 r. Dzieciństwo i pochodzenie ukierunkowały jej zainteresowania na przyrodę oraz rolnictwo, stąd kolejnym etapem były studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego. Kończy je w 1951 r. z tytułem magistra inżyniera agrotechnika. Już w tym okresie wyróżniała się aktywnością społeczną i naukową, uczestniczyła w wielu spływach kajakowych i wyjazdach narciarskich w góry. Miała prawo jazdy na motor i bardzo lubiła jeździć swoją "Jawą 250".
Przyjaźnie z lat szkolnych przetrwały próbę czasu. Wielokrotnie spotykała się na zjazdach z kolegami z liceum i ze studiów. Wielką radość sprawiła jej uroczystość 50-lecia ukończenia studiów w Poznaniu i spotkanie ponad pięćdziesięciu koleżanek i kolegów, gdzie jako jedyna wystąpiła tam w swojej starannie przechowanej studenckiej czapce.

Po studiach jej kariera zawodowa związana była zawsze z rolnictwem i jak podkreślała - zawsze odnajdywała w niej zadowolenie i satysfakcję. Jej nieustający zachwyt budziły zmieniające się pory roku i powtarzające cykle życia przyrody i nade wszystko ceniła szerokie sobie kontakty z ludźmi.

Pierwszą pracę po studiach rozpoczęła w 1951 r. w Instytucie Uprawy Nawożenie i Gleboznawstwa w Bydgoszczy w Dziale Roślin Strączkowych pod kierunkie prof. Zygmunta Mackiewicza. Jako asystent, potem adiunkt prowadziła doświadczenia nad uprawą lędźwianu afrykańskiego i innych strączkowych, co zaowocowało szeregiem publikacji naukowych. Poznała Włodzimierza Pszczółkowskiego, za którego wyszła za mąż w 1959 r. W tym samym roku przeszła do pracy w Rolniczym Rejonowym Zakładzie Doświadczalnym w Minikowie, w Dziale Produkcji Roślinnej. Prowadziła dalej doświadczenia polowe i w 1965 r. otworzyła przewód doktorski w Wyższej Szkole Rolniczej w Szczecinie. Temat pracy dotyczył uprawy lędźwianu afrykańskiego. Niestety, zmiana stanowiska pracy (w 1969 r. została kierownikiem Działu Dokumentacji), jak i narastające obowiązki rodzinne po urodzeniu trójki dzieci - Piotr, Hanna, Magdalena - nie pozwoliły jej na ukończenie badań i finalizację doktoratu.

Działała społecznie w Towarzystwie Przyrodniczym im. Kopernika w Bydgoszczy oraz w Stowarzyszeniu Inżynierów i Techników Rolnictwa, w których pełniła funkcje w zarządach, była członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od połowy 1972 r. przechodzi do pracy w redakcji "Poradnika Gospodarskiego" w Poznaniu jako kierownik oddziału w Bydgoszczy. W tej dziennikarskiej pracy utrzymuje stały kontakt z ukochanym rolnictwem, publikuje artykuły, spotyka się z rolnikami i z problemami wsi. W redakcji pracuje do przejścia na emeryturę we wrześniu 1990 r., co nastąpiło trzy lata po śmierci męża. W 2001 r. zamieszkała na Miedzyniu, a nowy dom i wypielęgnowany ogród sprawiał jej wiele radości.

- W poszukiwaniu pozytywnych wzorców pani Helena nie musiała sięgać głęboko w przeszłość rodziny. Wystarczyło chociażby spojrzeć na dokonania rodziców - jej mama jadąc w 1916 r. na zaproszenie krewnych z Wilna do Poznania, przewiozła tajne materiały dotyczące sytuacji Kościoła na Kresach i osobiście oddała je biskupowi Edmundowi Dalborowi. Dwa lata później jako siostra Czerwonego Krzyża wzięła udział w Powstaniu Wielkopolskim, pracując w poznańskim szpitalu polowym. Podczas wojny polsko-bolszewickiej pracowała w służbie sanitarnej Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Była matką chrzestną sztandaru 8 Pułku Piechoty Litewsko-Białoruskiej. Potem przeszła do II kompanii sanitarnej 14 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej - w randze sierżanta. Za swoją działalność otrzymała m.in. Krzyż Powstańców Wielkopolskich oraz Medal "Front Litewsko-Białoruski 1919-1920". Z kolei ojciec pani Heleny, który przed I wojną światową administrował majątkiem Koziełł-Poklewskich na Syberii, gdzie były kopalnie złota, służył w żandarmerii wojskowej. W latach 30. był urzędnikiem w inspektoracie szkół powszechnych w Wilnie.
83

Józefa (pierwsza z prawej) i Henryk Kulikowscy (drugi z lewej) z rodziną w ogrodzie przed domem przy ul. Grunwaldzkiej 69 w Bydgoszczy, w 1951 r. podczas uroczystości z okazji „srebrnych godów”. 25 lat wcześniej państwo Kulikowscy brali ślub w kaplicy św. Kazimierza w katedrze wileńskiej, a wesele odbyło się w Hotelu George’ a.

Józefa (pierwsza z prawej) i Henryk Kulikowscy (drugi z lewej) z rodziną w ogrodzie przed domem przy ul. Grunwaldzkiej 69 w Bydgoszczy, w 1951 r. podczas uroczystości z okazji "srebrnych godów". 25 lat wcześniej państwo Kulikowscy brali ślub w kaplicy św. Kazimierza w katedrze wileńskiej, a wesele odbyło się w Hotelu George’ a.

- Mama stale znajdowała nowe pola aktywności życiowej. Brała udział w zebraniach Zespołu Starszych Dziennikarzy, została członkiem Koła Wileńsko-Nowogródzkiego AK w Bydgoszczy, w którym przez ostatnie parę lat była skarbnikiem. Z dumą nosiła na ramieniu biało-czerwoną opaskę AK. W 2004 r. awansowaną ją do stopnia porucznika. Po śmierci babci, Józefy Kulikowskiej, która zmarła w wieku 96 lat w 1995 r. Ona stała się strażnikiem historii rodzinnej - wkładała wiele pracy w opracowywanie biografii i przypominanie życiorysów osób, które dawno odeszły.

Miała fenomenalną pamięć do osób i zdarzeń, dat i koligacji. Systematyczność w przeglądaniu starych fotografii, korespondencji i dokumentów, a także silne więzi i częste kontakty, pozwalały Jej bezbłędnie poruszać się w zawiłych meandrach przeszłości, zarówno bliskich z rodziny, jak i dalszych znajomych.

Kiedy państwo Kulikowscy zamieszkali w Bydgoszczy, na cmentarzu Starofarnym zaopiekowali się grobem Edwarda Woyniłłowicza, znanego kresowego działacza społecznego, z którym - poza wszystkim - łączyły ich koligacje rodzinne. Gdy rodzice zmarli, tę rolę przejęła pani Helena. Ona też, wraz z skromną delegacją bydgoszczan w czerwcu 2006 r. towarzyszyła prochom Woyniłłowicza na Białoruś - do kościoła pw. Symeona i Heleny w Mińsku, którego był fundatorem. Cieszyła się, że chociaż jeden z Synów Kresów mógł wrócić do domu

Gabriela i Bolesław Skirmuntowie w otoczeniu rodziny - Szemetowszczyzna 1921 rok

Gabriela i Bolesław Skirmuntowie w otoczeniu rodziny - Szemetowszczyzna 1921 rok

- Mama potrafiła bezinteresownie pomagać innym w rozwiązywaniu problemów, służyła dobrą radą, zawsze pamiętała o odchodzących w Ostatnią Drogę, zaś własnymi problemami zdrowotnymi starała się z nikim nie dzielić. W swojej pracowitej podróży przez życie zarażała energią i optymizmem ludzi wokół siebie tak mocno, że nie było widać upływających nieubłaganie lat. Aktywna do końca, do chwili wystąpienia objawów śmiertelnej choroby wzięła udział we wrześniu 2006 r. w obchodach 50-lecia Rolniczego Zakładu Doświadczalnego w Minikowie, spotykając znajomych z lat młodości. Mimo złego samopoczucia uczestniczyła w comiesięcznych zebraniach, planowała wyjazd na Ukrainę, oczekiwała odwiedzin córki, mieszkającej w USA. Potem nastąpiła już tylko nagła i dramatyczna konieczność ciężkiej operacji. A po niej pod troskliwą opieką swoich dzieci kilkumiesięczne zmagania z nieuleczalną chorobą i ostatnie okazje do pożegnań z bliskimi i przyjaciółmi. Odeszła 23 marca 2007 roku, w wieku 78 lat - spoczęła niedaleko rodziców - obok męża Włodzimierza na cmentarzu przy ul. Tańskich na Prądach w Bydgoszczy pod wizerunkiem ukochanej Matki Boskiej Ostrobramskiej na nagrobku. Brak nam boleśnie Jej wielkiego serca i ducha.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie